Dziennik Gazeta Prawana logo

Budżet skrajnie nieobywatelski

10 lipca 2016, 22:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Banknoty stuzłotowe
Banknoty stuzłotowe/Shutterstock
Miał być zbawieniem dla lokalnych aktywistów. Dla wielu okazał się papierkiem lakmusowym pokazującym skalę urzędniczej buńczuczności.

Moda na tworzenie budżetów partycypacyjnych przyszła do Polski kilka lat temu. Samorządowcy chętnie wcielili w życie ideę, zgodnie z którą częścią miejskiej kasy zarządzają obywatele. Dzięki temu możliwe stało się postawienie latarni w niebezpiecznej okolicy, zorganizowanie nauki gry w szachy dla mieszkańców niewielkiego osiedla czy stworzenie wybiegu dla psów. Ogólnie stworzono szansę na realizację tych miejskich projektów, o których od lat urzędnicy nie pamiętali lub nie chcieli na ten cel wydać pieniędzy. Teraz zasady są proste: chcesz, aby dana rzecz na twoim osiedlu została stworzona – przygotuj plan, złóż projekt i zdobądź możliwie najwięcej głosów. Jeśli okaże się, że wielu mieszkańców chce tego samego, urzędnicy przystąpią do realizacji obywatelskiego głosu.

mówi pani Marzena, warszawska aktywistka. Jaka? – – podkreśla. Wtóruje jej wiele innych osób. To, co je łączy, to fakt, że zdecydowały się zgłosić własne projekty w ostatniej edycji stołecznego budżetu partycypacyjnego. – – twierdzi pan Tomasz.

Prawda jest taka, że zwykłym obywatelom – wbrew celowi inicjatywy – bardzo trudno jest przeforsować własny projekt. Powód? Publiczne placówki nie mają skrupułów, by pieniądze przeznaczone do dyspozycji obywatelom wykorzystać na swoje cele.

Radość przedwczesna

W większości dużych miast regulaminy budżetu partycypacyjnego przewidują, że projekty mogą zgłaszać osoby fizyczne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by kierownik biblioteki wystąpił z inicjatywą doposażenia prowadzonej przez niego placówki w sprzęt multimedialny, a kierowniczka publicznego żłobka z wnioskiem o wybudowanie nowego placu zabaw. – – zwraca uwagę pani Marzena. I opowiada: w czasie głosowania – a można to zrobić zarówno poprzez wypełnienie papierowej karty, jak i przez internet – w bibliotekach standardem jest sadzanie czytelników do komputera, by oddali głos. W żłobkach, przedszkolach czy szkołach rozdawane są rodzicom lub ich dzieciom kartki z instrukcją głosowania. – – twierdzi pan Tomasz...

PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj