Dziennik Gazeta Prawana logo

Wychowuję bez 500+. Czy są tacy, którzy nie biorą pieniędzy od państwa?

18 lutego 2017, 10:50
Ten tekst przeczytasz w 19 minut
Banknoty 50 złotych
Banknoty 50 złotych/Shutterstock
Kiedy PiS obiecywał w kampanii wyborczej 500 zł na każde dziecko, krytycy tego pomysłu oburzali się, że to niemoralne rozdawnictwo zrujnuje budżet państwa. Dzisiaj kto może, korzysta z tych pieniędzy.

Kampania wyborcza to niekończące się obiecanki. Politycy kadzą nam, udają, że pochylają się nad naszymi problemami, rozliczają poprzednie ekipy i zaklinają się, że kiedy w końcu przejmą władzę, to odmienią nasz los. My z kolei dajemy się omamić, wrzucamy głos do urny i przez kolejne cztery lata przecieramy oczy ze zdumienia – jak mogliśmy być tak krótkowzroczni i łatwowierni?

Tym razem miało być inaczej. Kiedy podczas wyborczego festiwalu PiS przelicytował konkurentów, obiecując 500 zł na każde dziecko, wyborcy składali obietnice, że oni nie przyłożą ręki do zadłużania państwa. I znowu wszyscy mieli kłopot z dotrzymaniem słowa: PiS – bo miał dać na każde dziecko, a dał tylko na drugie i na każde kolejne; ekonomiczni malkontenci – bo mieli nie brać, ale skoro dano za darmo, to głupio było odmówić. A nie od dziś wiadomo, że okazje są nie dla idiotów. Wiadomo też, że idealizm kończy się wraz z kampanią. Politycy przestają wierzyć w to, co mówią, a obywatele też nie wyżywią się ideami. I tak 500+ z postponowanej łapówki wyborczej stało się przyjemnym kieszonkowym, które osładza niesmak rozdawnictwa rozrzutnego rządu.

Usiłując zadać kłam obiegowej opinii, że w Polsce tylko ryby nie biorą, postanowiłem sprawdzić, kogo stać na heroizm niekorzystania z ustawowo przynależnych mu pieniędzy.

Na początek obdzwoniłem dzieciatych znajomych. Takich, którzy w co drugim poście na Facebooku złorzeczą na PiS, chodzą na antyrządowe marsze i wklejają zdjęcia z zagranicznych wypraw pod palmami całą rodziną. Po co im 500+ – ta myśl nie dawała mi spokoju. Podobno nadzieja umiera ostatnia – moja nadzieja na znalezienie kogoś przynajmniej z dwójką niepełnoletnich dzieci, kogo stać, aby nie brać i rzeczywiście nie bierze, umarła już po pierwszym telefonie. A im dłużej szukałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że w braniu nie ma nic dziwnego, lecz w zadawaniu pytań o motywy brania tkwi niestosowność. – – powiedziała znajoma. – zapewniła druga. – – napisał na FB kolega, którego nie sposób posądzić o sympatyzowanie z obecną władzą ani o życiową niezaradność. – uprzedził.

Ostatnie zdanie wracało do mnie jak mantra w ustach pozostałych znajomych rodziców. – odpowiadało mi echo w słuchawce telefonu i na tych czterech słowach kończyła się na ogół korespondencja w e-mailach i na portalach społecznościowych. Powoli zaczynałem wierzyć, że takich, którzy z własnej nieprzymuszonej woli nie chcą niczego od państwa, przestano produkować. Tylko na chwilę zmieniłem zdanie, kiedy telefon odebrał mój kolega Przemek i powtórzył z otuchą w głosie:

Nie wezmę od PiS

Przemek ma dwoje dzieci – starsze jest w wieku 12 lat, młodsze liczy 5 lat. Ale ma trochę skomplikowaną sytuację życiową. Starszy syn mieszka z jego byłą żoną w innym mieście i dostaje od niego alimenty. Młodszego Przemek wychowuje ze swoją nową partnerką. Nie pobiera żadnych świadczeń, chociaż mógłby się o nie starać. To nic, że jest rozwiedziony, a jeden z synów wyniósł się z matką z Warszawy – skoro nie ograniczono mu praw rodzicielskich. W styczniu tego roku „Rzeczpospolita” opisywała podobny przypadek ojca, którego syn został przy matce, a kobieta wyprowadziła się do innego miasta, a mężczyzna mimo to ubiegał się o 500+ dla wychowywanej córki. I choć gmina odmówiła mu świadczenia, tłumacząc, że skoro nie mieszka z synem, ma de facto jedno dziecko, sąd nie przychylił się do argumentacji burmistrza jakoby intensywność więzi rodzicielskich należało mierzyć odległością między jednym miejscem zamieszkania a drugim i uchylił decyzję o wstrzymaniu pomocy. Przemek jednak nie zamierza wojować, chodzić najpierw po urzędach, później po sądach, znowu po urzędach i przed nikim świecić oczami. – – podnosi głos.

O zarobkach mówić nie zamierza. Ale daje mi do zrozumienia, że dla niego 500 zł to niewielkie obciążenie, więc nie potrzebuje rekompensaty od państwa. Jest producentem w branży filmowej, a budżety filmów czy programów telewizyjnych są ogromne. Sporo zarabia na każdej produkcji. Wystarczająco dużo, aby nie oglądać każdej wydawanej złotówki. Do kwot naprawdę nie ma pamięci. – – mówi bez emocji w głosie.

Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego Przemek w ogóle nie zaprząta sobie głowy manną z państwowego nieba. Nie głosował na PiS i nie ukrywa, że z obecną władzą jest mu bardzo nie po drodze. Czyli nie bierze i z powodów ekonomicznych, i ideologicznych. – zastanawia się. Rozmawiamy w połowie stycznia podczas trwania kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – pewnie stąd ten ton w jego głosie. Pytam, co by zrobił, gdyby rząd dawał na dzieci znacznie więcej? Nie pięćset, a tysiąc, może półtora? Wziąłby? Każdego można kupić, to tylko kwestia ceny, a wtedy do jednej kieszeni chowa się idee, a do drugiej pieniądze. – dodaje. Nie rozumie ludzie wierzących w hojność rządu, który z jednego portfela zabiera i z tego samego daje. No i ma obawy, że dzisiaj żyjemy w Polsce, a jutro obudzimy się w Grecji. Tak, tak, on do tego ręki nie przykłada. Przynajmniej nie jest gołosłowny.

Poznałem też innych rozwiedzionych mężów i odseparowanych od dzieci ojców, którzy nie są beneficjentami programu „Rodzina 500+”. Oni – w przeciwieństwie do Przemka – chętnie by wzięli, nie są więc bohaterami mojej historii, ale zwracają uwagę na ważny problem. Twierdzą, że dzięki 500+ liczba rozwodów w Polsce będzie rosła lawinowo, bo to zachęta dla kobiet, aby wieść żywot samotnych matek. Wszystko dlatego, że sądy rodzinne przy ustalaniu wysokości alimentów nie biorą pod uwagę świadczenia wychowawczego w wysokości 500 zł, a matki nie zgadzają się na opiekę naprzemienną obojga rodziców. Efekt? –– żali mi się jeden z ojców rozwodników.

Nie przyjmę od nikogo

Szukam dalej śmiałków, którzy odmówili dzieciom państwowej pomocy. Pukam do różnych środowisk. Feministki – milczą. Radykalni liberałowie z obozu Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza – nie podejmują tematu. Libertarianie fetyszyzujący wolność jednostki i alergicznie uczuleni na za dużo państwa w państwie odzywają się po kilku dniach. W ich gronie wszyscy uprawnieni do brania biorą, ale na otarcie łez proponują mi rozmowę z członkinią ruchu, która mimo wyznawania wolnościowej filozofii, siedzi na garnuszku państwa... Ręce na moment mi opadają, ale nie podnoszę ich w geście kapitulacji, tylko szukam dalej. Anarchiści nie odpowiadają. Ich krewniacy, skłotersi, koczujący w pustostanach na peryferiach legalizmu państwowego – też są nieczuli na mój apel. Ale po jakimś czasie przychodzi odpowiedź od warszawskiego Kolektywu Syrena. Niestety, tam też się nie przelewa i chociaż to niezależna grupa zasiedlająca autonomiczną przestrzeń, raz w miesiącu robi się propaństwowa.– czytam w e-mailu.

Ale nie tylko życie nie znosi próżni, zawód dziennikarza też, więc z braku idealistek trafił mi się idealista.

Surfując po Facebooku, natknąłem się na wpis Bartłomieja Piotrowskiego z początku tego roku. Był zaadresowany do Jarosława Kaczyńskiego. Bartłomiej szyderczo wyrażał wdzięczność prezesowi PiS za to, że dzięki działaniom jego partii poznał wielu ludzi zatroskanych stanem demokracji w Polsce, ma od teraz wiele celów społecznych do zrealizowania i przed kim bronić kraju, w którym dorastają jego dzieci. Treść była zjadliwa, forma dziękczynna. Ale w tych „podziękowaniach” było jasno zaznaczone, że nie dotyczą paraliżu Trybunału Konstytucyjnego, zniszczonego systemu edukacji ani darowizny 500+, ponieważ – jak przyznał autor wpisu

Postanowiłem podpytać o to 500+. – – oburza się na wstępie naszej rozmowy na ten zbytek luksusu.

Branie tych pieniędzy uważa za niemoralne i nielogiczne. Ale nie przez wszystkich – ci, którzy nie mają czego do garnka włożyć, powinni je otrzymać i móc rozsądnie spożytkować. I nieważne, ile mają dzieci – jedno, dwoje, troje, więcej... A zaradni niech sobie sami radzą. W przeciwieństwie do Przemysława, awersja pana Bartłomieja do rządzącego ugrupowania nie ma decydującego wpływu na decyzję o niebraniu. Wylicza, że nie wziąłby od żadnej partii: ani od PiS, ani od PO, ani od PSL, ani od SLD. Ma dwunastoletnią córkę z pierwszego małżeństwa i dwie dziewczynki z drugą żoną – dwulatkę i sześciolatkę. Rachunek jest prosty – przysługuje mu tysiąc złotych. –– Piotrowski nie przyjmuje tych wytycznych rządu dla obywateli.

No dobrze, raz jeden zastanawiał się, czy nie wziąć. Ale to się nie liczy, bo gdyby wziął, od razu przeznaczyłby te pieniądze na działalność Komitetu Obrony Demokracji, z którym się utożsamia i afiszuje, na co wskazuje galeria zdjęć na jego facebookowym profilu. Trochę się jednak obawiał, że jak przekaże środki na konta organizacji, zrobi się z tego niepotrzebna afera. A jemu na taniej popularności nie zależy – zależy mu na państwie. Bo czy w przeciwnym razie jeździłby po szkołach w całej Polsce i rozwiązywałby z młodzieżą licealną casusy prawne i rozmawiał o konstytucji, aby uczulić dorastających obywateli na poważny problem trybunału? Bo Bartłomiej jest prawnikiem z wykształcenia, a społecznikiem z obowiązku. I wcale nie planował internetowej krucjaty. Kontestatorem z czterdziestką na karku został po tym, jak prezydent Andrzej Duda ułaskawił przed skazaniem szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Wtedy zaczął wspierać KOD, po godzinach. Bo od rana do wieczora zawiaduje swoją kancelarią. I choć na brak pracy nie narzeka, z kasą czasem bywa krucho. Bo są lepsze i gorsze miesiące – w grudniu klienci ubierają choinkę, robią zakupy przedświąteczne, więc mało kto przychodzi. W maju są komunie i na ogół nikt się nie rozwodzi. Czyli ten „1000 plus” z pewnością przydałby się do budżetu domowego, ale brać pieniądze, które nie wiadomo komu się należą, to przecież niemoralne. – – przekonuje. Co innego spędza mu sen z powiek. Czy córki po skończeniu osiemnastu lat nie upomną się o te pieniądze, które mógł od państwa ciągnąć w ich imieniu, ale nie chciał tej kroplówki. Myśli o tym, co to będzie – w końcu jest prawnikiem.

Pytam, czy zna więcej takich jak on, którzy nie połaszczyli się na łatwy państwowy grosz. W końcu pod jego postem na Facebooku pojawiło się mnóstwo lajków i jeszcze więcej komentarzy, żeby tak trzymał i nie odpuszczał. Wpis udostępniono na wielu profilach sympatyków KOD. Ale nikt nie odpisał z ulgą, że teraz jest nas przynajmniej dwóch. Co innego skopiować na swój profil cudzy post i się pod nim podpisywać, a co innego uznać czyjąś postawę za godną naśladowania i podążyć za przykładem. – – narzeka pan Bartłomiej. Liczę naiwnie, że wśród osób związanych z KOD i tak gorliwie punktujących działania obecnego rządu znajdzie się jednak więcej ideowych Bartłomiejów. Ale od miesiąca nie mam cynku w tej sprawie, choć z pytaniem tym zwróciłem się do mazowieckich struktur.

Nie zabiorę innym

W pogoni za tymi, którzy wypinają się na 500+, docieram do zamożnych przedsiębiorców, pedagogów obeznanych z problemami setek rodzin oraz polityków wmawiającym nam wszystko, co tylko chcemy usłyszeć. I wszędzie ten sam refren zgranej piosenki pod tytułem: „, ewentualnie –

Z politykami idzie najtrudniej. Platforma – nie reaguje; Nowoczesna – udaje, że nie słyszy; Kukiz’15 – też nie jest skory do udzielenia odpowiedzi, choć pytanie skierowałem do posła Marka Jakubika, który mówił, że nie weźmie; Solidarna Polska – odsyła do Ministerstwa Sprawiedliwości, ale przecież minister Ziobro już pochwalił się przed kamerami, komu odda swoje 500+. Bardziej rozmowni są ludzie z dawnej partii KORWiN, która przekształciła się w partię Wolność. –– mówi Dawid Lewicki, wiceprezes partii Wolność.

Bardziej radykalny w ocenie jest Waldemar Rajca z Kongresu Nowej Prawicy. – – pyta mnie retorycznie.

Widzę gdzieś w oddali światełko w tunelu, kiedy Marek Zakrzewski, mentor środowiskowego wsparcia odpowiedzialny za aktywizację zawodową seniorów, obiecuje mi naraić jedną, dwie osoby niebiorące. Ale po dwóch dniach nie ma dla mnie dobrych wieści. – konstatuje Zakrzewski.

Iwona z Krakowa nie uważa się za bogatą, choć jej rodzinie nieźle się powodzi. Głosowała na PiS, ale nie sięga po pieniądze z państwowej kasy, choć ma piątkę dzieci. I gdzie tu logika? Nie ma! Iwona nie chce porozmawiać, nawet odpisać na pytania nie ma ochoty. Ma jedną cechę wspólną z tymi, co mogą brać 500+, ale tego nie robią – nie ujawnia się, nie chwali, nie afiszuje. To zdumiewające, że ci, których stać, i którzy za wszystko krytykują PiS – biorą i jeśli trzeba, mówią o tym głośno. A ci, którzy z własnej szczodrości mogliby uczynić hasło na billboardzie reklamowym, wolą milczeć i ukrywać się ze wstydu.

W dotarciu do Iwony pomaga mi Joanna. Odnajduję ją na jednej z zamkniętych grup, która debatuje o zasadności wprowadzenia 500+. Joanna sama bierze, ale chwali się, że ma dwie koleżanki, które odmówiły. Jedną z nich jest Iwona. Po długich namowach udaje mi się ją naciągnąć na krótkie zwierzenia. Ale na warunkach Iwony. Wysyłam więc kilka pytań za pośrednictwem Facebooka do Joanny, Joanna telefonuje do Iwony i robi za mnie dziennikarską robotę. Po chwili odpisuje na pytania. Co wiemy o Iwonie? Jest po czterdziestce, ma piątkę dzieci w wieku 3, 9, 11, 12 i 15 lat. Mąż ma własną firmę – dobrze zarabia. Ona nie pracuje. Nie zważając na kryterium dochodowe, przysługuje im przynajmniej „2000 plus”.

Tyle Iwona, która tak jak Przemysław nie musi się martwić o domowy budżet, i tak jak Bartłomiej dostrzega różnice między tym, co moralne, a tym, co materialne. To, co jedni widzą gołym okiem, innym zasłaniają różowe okulary. Bez obawy, skutki powszechnego 500+ jeszcze dadzą znać o sobie. Fachowcy przestrzegają przed odpływem kobiet z rynku pracy, poszerzaniem szarej strefy czy wyludnianiem się ośrodków adopcyjnych. Ale tego jeszcze nie widać, bo punkt widzenia zależy od miejsca, z którego się patrzy. –– mówi doradca biznesowy Marcin Senderski. –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj