Beata Szydło poinformowała dziś, że w zabezpieczenie i usuwanie skutków nawałnic włączyło się wojsko. Premier po odprawie ministrów poświęconej pomocy po nawałnicach poinformowała, że rząd jest przygotowany do tego, żeby uruchomić dodatkowe siły.
- - powiedziała Szydło na briefingu.
Jak poinformowała, poleciła uproszczenie procedur, tak żeby nadzór budowlany mógł włączyć się w szacowanie szkód. Szefowa rządu podkreśliła, że są przygotowane także środki, które będą wypłacane przez ośrodki pomocy społecznej. - - powiedziała Szydło.
Premier pojawiła się już też na miejscu katastrofy. Szefowa rządu rozmawiała kilkanaście minut ze strażakami i przedstawicielami miejscowych władz, a następnie ma się udać w objazd do trzech miejscowości nad rzeką, aby obejrzeć skutki nawałnicy. Potem ma się odbyć krótka konferencja prasowa. Oprócz szefowej rządu w Rytlu są też minister ochrony środowiska Jan Szyszko i szef MON Antoni Macierewicz. Minister obrony spotkał się z przedstawicielami sztabu wojskowego zgrupowania zadaniowego w miejscowości Rytel oraz żołnierzami pracującymi w okolicach Rytla
- mówił na miejscu katastrofy szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Przyznał, że bardzo ważna jest również pomoc finansowa. Przypomniał, że już w poniedziałek do samorządów trafiła pomoc finansowa, która stanowi bezpośrednie, pierwsze wsparcie - w wysokości do 6 tys. zł.
- dodał minister spraw wewnętrznych i administracji.
Błaszczak dodał, że rozmawiał również z towarzyszącym mu wiceszefem MON Bartoszem Kownackim o możliwym wykorzystaniu wojska do pomocy w usuwaniu strat, a ten przyznał, że jest na to otwarty i czeka na stosowne sygnały ze strony wojewodów odnośnie takich potrzeb.
- podkreślił Błaszczak.
Wiceszef MON zapewnił w Wielkiej Kloni, że jego resort jest cały czas w kontakcie z MSWiA i reaguje na wszelkie zapotrzebowania i wnioski, które płyną po nawałnicy. Pułk inżyniersko-saperski z Inowrocławia jest gotowy, żeby pomóc na terenie regionu - zapewnił.
- podkreślił Kownacki.
Wiceminister zaznaczył, że w jego ocenie w takich sytuacjach byłoby o wiele łatwiej, gdyby na terenie województwa kujawsko-pomorskiego istniały wojska obrony terytorialnej.- dodał Kownacki.
Błaszczak i Kownacki w Sitowcu rozmawiali z mieszkankami zniszczonego domu, który już starają się odbudować z pomocą kilku osób. Kobiety opowiadały, jak doszło do uszkodzenia ich domu. Politycy pytali, co potrzebują, jak można im pomóc. Wyrazili też nadzieję, że poszkodowanym uda się odbudować dom przed zimą.
W Dziedzinku spotkali się z rodziną Jana Kaczyńskiego, na którego domu został zniszczony dach. Gospodarz opowiadał, jak udało się zdobyć plandekę i zabezpieczyć dom przed ewentualną wichurą i deszczem. Błaszczak mówił, że nie powinno być tak źle przy likwidowaniu zniszczeń, jeżeli służby wojewody będą tak prężnie działać w organizowaniu pomocy poszkodowanym jak dotychczas. Następnie szef MSWiA oraz wiceszef MON udali się do Mąkowarska w powiecie bydgoskim, a także do powiatu tucholskiego, gdzie odwiedzili Pruszcz, Bagienicę, Małą Klonię i Wielką Klonię. Wieczorem w Bydgoszczy wezmą udział w posiedzeniu zespołu zarządzania kryzysowego w urzędzie wojewódzkim.
W wyniku nawałnicy w województwie kujawsko-pomorskim osiem osób zostało rannych, zniszczonych zostało ok. 2,5 tysięcy domów i 8 tys. ha lasów, a 110 tys. odbiorców zostało pozbawionych prądu. W tej chwili nadal nie ma go ok. 5,5 odbiorców. Najbardziej ucierpiały powiaty tucholski, sępoleński, nakielski, żniński, bydgoski, a częściowo też powiaty inowrocławski i radziejowski.
Wciąż nie ma prądu
Najtrudniejsza sytuacja jest w powiecie kartuskim, gdzie energii elektrycznej pozbawionych jest 16,8 tys. gospodarstw domowych. Co gorsza, nie sposób ocenić, w jakim terminie wszystkie awarie zostaną naprawione. - - stwierdził dyżurny Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Gdańsku Jerzy Jakubowski.
Jedną z najciężej dotkniętych kataklizmem miejscowości jest Rytel, wieś w Borach Tucholskich. Wedle relacji "Gazety Pomorskiej", tam prądu może brakować nawet przez dwa tygodnie. Na agregacie pracuje również tucholski szpital.
Dlaczego wojsko dopiero teraz?
W Rytlu i okolicach od weekendu pracują strażacy, ale także mieszkańcy, a nawet turyści, którzy przyjechali w te okolice na wakacje. Ogromnym problemem, a zarazem niebezpieczeństwem okazał się Wielki Kanał Brdy - tu ciek wodny zatarasowały powalone drzewa. Jeśli kanał nie zostanie udrożniony przez opadami, mieszkańcom grozi powódź.
- - mówił sołtys Rytla, Łukasz Ossowski, w rozmowie z "Gazetą Pomorską", jeszcze przed ogłoszeniem przez MON decyzji o oddelegowaniu wojska do pomocy poszkodowanym przez nawałnice.
Wedle relacji Ossowskiego, już w piątek Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego dostało sygnały o tym, że potrzeba żołnierzy. Był to moment, w którym próbowano dotrzeć do harcerzy z obozu w Suszku. - - opowiadał Ossowski.
"Wojsko przyszło na pomoc ludziom, jak tylko otrzymaliśmy informację, że wojewoda zwrócił się do ministra obrony narodowej"
W Rytlu ze skutkami nawałnic, jakie przeszły przez Polskę w nocy z piątku na sobotę, zmagają się żołnierze z 3. Batalionu Drogowo-Mostowego, 34. Batalionu Radiotechnicznego oraz z innych jednostek zabezpieczających.
Jak powiedział na antenie TVP Info dowódca 3. Włocławskiego Batalionu Drogowo-Mostowego w Chełmnie ppłk Krzysztof Mikrut, w tej chwili wojsko dysponuje siłami 70 żołnierzy oraz ponad 30 jednostkami sprzętu, a głównym zadaniem żołnierzy jest udrożnienie koryta rzeki Brda oraz wielkiego kanału Brdy. - dodał. Poinformował, że prace polegają głównie na wyciąganiu z koryta rzeki powalonych konarów i całych drzew, co , przepływ wody i
Ppłk Mikrut podkreślił, że teren jest bardzo trudny, niedostępny. Praca wojska polega zatem z wody. Jak jednak zaznaczył Mikrut,
- powiedział.
Mikrut zapewnił jednocześnie, że wojsko - mówił. Zaznaczył, że wojsko w tym przypadku obowiązują procedury, których należy przestrzegać.
W wyniku nawałnic w Polsce zginęło sześć osób (pięć na Pomorzu), w tym dwie nastolatki, które przebywały na obozie harcerskim w miejscowości Suszek. Ponad 50 osób, w tym 38 uczestników obozu w Suszku, doznało też różnego rodzaju obrażeń. W poniedziałek wieczorem w szpitalach pozostawało troje harcerzy. Silny wiatr uszkodził lub zerwał dachy z prawie 3 tys. domów, w tym z ponad 2 tys. mieszkalnych.