Proces miał ruszyć we wtorek, ale w sądzie nie pojawili się oskarżeni: właścicielka posesji oraz mężczyzna, któremu prokuratura zarzuciła znęcanie się nad swoimi psami.

Reklama

34-letnia Joanna G. oskarżona zostało o to, że utopiła co najmniej cztery szczenięta, a następnie zakopała je na terenie przydomowej szklarni. Jak podkreślił pełnomocnik Fundacji na Rzecz Ochrony Zwierząt Mondo Cane mec. Mateusz Łątkowski, kobieta, działając ze szczególnym okrucieństwem, miała też uśmiercać szczenięta, które przeżyły topienie. Grozi jej nawet trzyletnie więzienie.

61-letni Zygmunt S. oskarżony został o to, że znęcał się nad psami, których był prawnym właścicielem, poprzez "utrzymywanie w stanie rażącego zaniedbania i zaniechanie leczenia, co doprowadziło do powstania przewlekłych chorób skóry". Miał je też doprowadzić do stanu skrajnego wygłodzenia i zagrożenia ich zdrowia i życia. Grożą mu dwa lata więzienia. Zwierząt mogło być więcej, jednak w zarzutach udało się ustalić co najmniej cztery zabite szczeniaki i co najmniej cztery psy doprowadzone do skrajnego stanu wyczerpania - powiedział we wtorek dziennikarzom adwokat. Fundacja, którą reprezentuje, występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Proces miał się rozpocząć we wtorek, ale w sądzie nie pojawili się oskarżeni. Sąd stwierdził, że Zygmunt S. nie został prawidłowo zawiadomiony o rozprawie i zmuszony był wyznaczyć kolejny termin na 20 października.

Przedstawicielka fundacji Anna Cierniak powiedziała dziennikarzom, że przed sądem fundacja będzie się domagać dla oskarżonych wydania zakazu posiadania zwierząt. Jak dodała, Joanna G. opowiadała o całym procederze uśmiercania zwierząt bez żadnych emocji. Tam nie było żadnego żalu, żadnej skruchy - po prostu robiła tak, bo nie miała co zrobić ze zwierzętami. Takie zabijanie zwierząt to dość powszechny proceder. Na wsiach, gdzie nie ma sterylizacji, dbałości o zwierzęta, niepotrzebne szczenięta wyrzuca się na gnojówkę lub topi - przyznała.

Mec. Łątkowski podkreślił, że pierwotnie w tej sprawie poznańska prokuratura skierowała do sądu wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Sąd rejonowy wniosków wobec oskarżonych nie uwzględnił, albowiem uzgodnione z oskarżonymi kary, w świetle zgromadzonego materiału dowodowego, są rażąco niskie; ponadto prokurator zignorował fakt, że w sprawie prawa pokrzywdzonego wykonuje fundacja, której jestem pełnomocnikiem, a która za moim pośrednictwem nie została zawiadomiona o skierowaniu wniosku do sądu - podał Łątkowski.

Do opisanych w akcie oskarżenia czynów miało dochodzić przed końcem marca tego roku. W maju na posesji Joanny G. odbył się prowadzony przez prokuraturę eksperyment procesowy. Przedstawiciele fundacji informowali wówczas, że w miejscu zakopania zwierząt były posiane pomidory i sałata, a psy miały służyć za "naturalny nawóz".

Reklama