Kilka dni temu jedna z agencji filmowych rozpoczęła poszukiwania aktorów do nietypowego zadania. opowiada nam aktor, który dostał zaproszenie na casting. Stawka brutto dla odtwórcy głównej roli wynosiła 4 tys. zł, dla towarzyszących - 2 tys. zł. Zastrzegano też, że wszystko ma być ściśle tajne. I stawiano jeden warunek: – dodaje nasz rozmówca. Agencja informowała, że chodzi o rządowy spot „fundacji, o której teraz głośno”. Nagrania miały zacząć się w sobotę rano.
mówi nam aktor. Dla niego to jasne, że chodziło o spot zamówiony przez Polską Fundację Narodową.
Kiedy zapytaliśmy Macieja Świrskiego, wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej, która zorganizowała kampanii „Sprawiedliwe sądy”, czy planowane są spoty z pijanymi sędziami, początkowo odpowiedział, że nic nie wie o żadnych filmach. przekonywał, ale obiecał sprawdzić, jak wygląda dalszy scenariusz ich kampanii. Po pół godzinie nie chciał niczego komentować. uciął. Rzecznik przyznał, że są planowane spoty, ale zaprzeczał wątkowi pijanych sędziów. Jak podkreślał, ”Fundacja nie planuje żadnych spotów z sędziami”. dodawał.
Szefowa agencji Solvere (założonej przez byłych pracowników Beaty Szydło), która pracuje przy kampanii „Sprawiedliwe Sądy”, najpierw poprosiła o smsa z pytaniem, a potem już nie odpowiedziała.
Agencja aktorska (która chwali się pracą przy kilkudziesięciu produkcjach filmów i seriali, m.in. : Katyń, Plac zbawiciela, Lejdis czy Na dobre i na złe) nie odbierała telefonu.
Jednak z oficjalnych informacji wiadomo, że kampania "Sprawiedliwe sądy” ma się być widoczna zarówno w telewizji, interecie, jak i na ulicach, gdzie kilka dni temu pojawiły się pierwsze billboardy z hasłem "Niech zostanie tak jak było. Czy na pewno tego chcesz?" i odniesieniem do strony internetowej takjakbylo.pl. Powstały też profile "Sprawiedliwe sądy" na Facebooku i Twitterze oraz kanał na serwisie youtube.com.
Pijaństwo to jeden z wątków - na stronie kampanii w części zatytułowanej "Nadzwyczajna kasta" można przeczytać o "pijanym" sędzim, który "awanturował się w klubie" oraz o sędzim, który "ukradł kiełbasę wartą 6,90 zł", a dzień później został "złapany na jeździe pod wpływem alkoholu". Są także informacje na temat nieprawidłowości przy tzw. aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie, wypuszczeniu przez sąd pedofila-recydywisty, a także o ciągnących się latami procesach.
Pojawiły się też pierwsze spoty, na których m.in. widać aktora, który mówi: „Czy wiesz, że ponad 80 procent Polaków popiera reformę sądownictwa? A zrobiła się z tego niezła awantura i odwrócono kota ogonem. A właściwie to dlaczego denerwują nas sądy?" . Inny dodaje: "Nie może być tak, że ukradniesz wafelek i możesz iść siedzieć, a taki sędzia - bach! - pokazuje legitymację sędziowską i puszczają go wolno". Jest też rozdzierająca historia rodzeństwa, któremu sąd odebrał siostrę.
Kampania nazywana też „aferą bilbordową” wzbudza wiele kontrowersji – przede wszystkim dlatego, że na fundusz założycielski PFN, która finansuje kampanię (koszty są w zależności od źródeł oceniane są od 10 do 19 mln zł) – składają się spółki skarbu państwa. Zaś przekaz kampanii jest prosty: sędziowie są źli.
Odbiorcy - jak pisał Piotra Zaremba - „nie dowiedzą się jednak z rzucanych haseł, że akurat dwa projekty, które wróciły do Sejmu za sprawą weta prezydenta, z efektywnością sądowych postępowań mają niewiele wspólnego. […] Za kampanią stoi jednak rząd, który upiera się, że pierwotne projekty ministra Ziobry były doskonałe”.