Pod koniec marca oskarżeni rozebrali się do naga przed historyczną bramą główną byłego niemieckiego obozu. Na wieńczącym bramę napisie "Arbeit macht frei" zawiesili płachtę z wyrazem Love (miłość). Zabili jagnię. Według nich miał to być protest antywojenny. Uczestnicy incydentu zostali zatrzymani.
Adam B. mówił we wtorek, że protestujący chcieli zwrócić uwagę Polaków i Europejczyków na problem wojny. - mówił. Nikita W. zeznał, że protest miał skłonić społeczeństwa, aby "nie zamykały oczu na kraje, w których lecą bomby", jako przykłady wskazywał Ukrainę i Syrię.
Do winy przyznała się natomiast uczestniczka akcji - Magdalena K. Zeznała, że już wcześniej wiedziała, jak ma przebiegać "performans". Miała świadomość, iż akcja może mieć znamiona znieważenia miejsca pamięci i sprawdziła nawet w internecie, co za to grozi. -– wyjaśniła. Magdalena K. zwróciła się o warunkowe umorzenie sprawy przeciwko niej.
Do zabicia jagnięcia przyznali się główni organizatorzy protestu Adam B. i Nikita W. Przed sądem podkreślili, że był to "przykry czyn". - – mówili. Jak podkreślili, nie są sadystami. - – zeznał Adam B. Nikita W. dodał, że owca "symbolizowała dzieci umierające pod bombami".
Zdaniem Katarzyny Kuczyńskiej z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals, która występuje w sądzie po stronie oskarżenia, zwierzę zostało pchnięte 15-krotnie nożem. - - powiedziała.
W procesie na ławie zasiadło dziewięciu spośród dwunastu oskarżonych. Wśród nich są Polacy, Białorusini oraz Niemiec.
Za znieważenie miejsca pamięci grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności. Za zabicie zwierzęcia można trafić do więzienia na 2 lata.