Pierwszą manifestację, która ma się rozpocząć o godz. 10, organizuje Związek Zawodowy Rolników Rzeczypospolitej "Solidarni". Zdaniem związkowców, polski rząd dopuścił się w tym roku wielu zaniechań, a dwa najbardziej palące problemy to nieogłoszenie klęski żywiołowej spowodowanej suszą oraz brak skutecznych działań w związku z epidemią ASF dziesiątkującą trzodę chlewną.

”- Kpina ministerstwa rolnictwa i pana Mateusza Morawieckiego zmusiła nas do podjęcia decyzji o wyjściu na ulicę i to jest dopiero preludium - mówi w rozmowie z TOK FM Marcin Bustowski z ZZRR "Solidarni".

Działacze wyliczają, że aż jedna trzecia rolników z poszkodowanych przez suszę wciąż nie ma oszacowanych strat i nie może liczyć na pomoc państwa. - Jak będzie trzeba, będą strajki jak we Francji. Będziemy palić opony, będziemy blokować drogi. Rolnicy już są tak zdesperowani, że nie będziemy pobłażać temu - zapowiada Bustowski.

Zdaniem związkowców brak ogłoszenia stanu klęski żywiołowej po tegorocznej suszy przełoży się m.in. na drastyczną podwyżkę cen żywności. Natomiast straty mogą doprowadzić do upadku 20-30 tys. gospodarstw rolnych.

Wśród pomniejszych postulatów jest także dotowanie przez rząd importu z Ukrainy, przeciwko czemu sadownicy i producenci wieprzowiny protestowali już w lipcu.

Spod gmachu ministerstwa spraw zagranicznych rolnicy planują przejść przed kancelarię premiera.

Z kolei stołeczni taksówkarze swoją manifestację planują między godziną 12 a 16. Przejazd protestacyjny ma ruszyć z okolic Cmentarza Północnego na Bielanach, a zakończyć się przy Stadionie PGE Narodowy na Pradze-Południe. 

Taksówkarze będą protestować przeciw "nielegalnym przewoźnikom". "Protestujemy przeciwko rozrastającej się pladze przestępców gospodarczych w transporcie drogowym osób oraz przeciwko braku skutecznych działań służb państwowych do tego powołanych - czytamy na profilu związku zawodowego "Warszawski Taksówkarz" na Facebooku.

Związkowcy uważają, że polscy taksówkarze są codziennie okradani przez "dziesiątki tysięcy przestępców gospodarczych". Konkretnie chodzi im o obecne w Polsce aplikacje, takie jak Uber czy Taxify, umożliwiające korzystanie z usług przewoźników, którzy nie mają odpowiednich licencji i działają na innych zasadach niż tradycyjne taksówki - informuje "Metro".