Dwuletnia Lilianna w marcu ubiegłego roku w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Dziecko miało złamane kości czaszki i krwiaki. Lekarzom nie udało się jej uratować. Prokuratura w Pile ustaliła, że dziewczynkę popchnął ojczym, sfrustrowany niepowodzeniami w grze komputerowej. Dziecko upadło i uderzyło głową o metalową futrynę drzwi.

Początkowo pilska prokuratura postawiła ojczymowi dziecka Szymonowi B. zarzut znęcania się, matce – zarzut nieudzielenia pomocy. Na początku roku śledczy poinformowali jednak o zmianie kwalifikacji czynu na zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Grozi za to dożywocie. W czerwcu sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu wobec matki dziecka – na nieudzielenie pomocy.

Według prokuratury Angelika B., "działając z zamiarem ewentualnym, jako matka, mając prawny, szczególny obowiązek pieczy nad swoją małoletnią córką, przewidując możliwość pozbawienia jej życia i godząc się na to, pozbawiła ją życia". Oskarżona – jak wskazała prokuratura – dopuściła się tego w ten sposób, że "będąc świadkiem zachowania swojego męża, polegającego na chwyceniu dziecka za ręce, obróceniu tyłem do siebie i popchnięciu z dużą siłą, w wyniku czego dziecko upadło i bezwładnie uderzyło głową w metalową futrynę drzwiową oraz podłogę, i mając pełną wiedzę, że Lilianna w styczniu 2017 r. doznała poważnych obrażeń głowy, w kolejnych dniach, działając wspólnie i w porozumieniu ze swoim mężem, mimo pogarszającego się stanu zdrowia córki, utrzymywała stan zagrożenia życia dla dziecka".

Według śledczych kobieta nie udzieliła dziecku żadnej pomocy i zataiła przed lekarzami fakt odniesienia przez dziecko obrażeń głowy w wyniku uderzenia o futrynę. Lekarzom mówiła, że dziewczyna skarży się na ból głowy, ale zaprzeczała, by dziecko doznało jakiegoś urazu, uderzyło się w głowę.

Ojczym dziecka poza zabójstwem dziewczynki z zamiarem ewentualnym oskarżony został również o znęcanie się nad rodzeństwem dwulatki. Mężczyzna usłyszał również zarzut podania swojej żonie substancji psychotropowych.

Prokuratura domagała się 25 lat więzienia dla obojga oskarżonych.

W środę Sąd Okręgowy w Poznaniu, wydając wyrok w tej sprawie, zmienił wobec Szymona B. kwalifikację prawną czynu z zabójstwa z zamiarem ewentualnym na art. 156 par. 3, czyli spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, skutkującego śmiercią – i za ten czyn wymierzył mu 12 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał Szymona B. również winnym podania żonie narkotyków oraz znęcania się nad dziećmi: 6-letnim Tymoteuszem, 4-letnią Anastazją i 2-letnią Lilianną.

Jak zaznaczył sędzia Tomasz Borowczak, oskarżony "znęcał się w ten sposób, że wymierzając dzieciom karę za drobne przewinienia, wielokrotnie zamykał dzieci w nieoświetlonej łazience, wzbudzając w nich strach i przerażenie, a także znęcał się fizycznie nad 2-letnią Lilianną w ten sposób, że bez powodu szarpał ją, wykręcał ręce, przewracał, popychał, uderzał głową dziecka o twarde elementy wyposażenia mieszkania, oraz groził jej pozbawieniem życia" – podkreślił sędzia.

Łączna kara wymierzona Szymonowi B. za zarzucane mu czyny wyniosła 12 lat i 2 miesiące pozbawienia wolności.

Wobec Angeliki B. sąd również zdecydował o zmianie kwalifikacji czynu – na art. 155 kk, czyli nieumyślne spowodowanie śmierci – i za ten czyn wymierzył jej 2 lata pozbawienia wolności.

Uzasadniając wyrok, sędzia Borowczak podkreślił, że sąd po naradzie nie podzielił poglądu prokuratora, że nieprzekazanie informacji lekarzom o urazie głowy dziewczynki powinno skutkować przyjęciem kwalifikacji zabójstwa z zamiarem ewentualnym.

- Tym, co zdecydowało o niepodzieleniu stanowiska oskarżyciela, wyrażonego w opisie czynów zarzucanych oskarżonym w akcie oskarżenia i wskazanej tam kwalifikacji prawnej, była kwestia szeroko rozumianej świadomości oskarżonych. Przypisanie oskarżonym zamiaru, choćby ewentualnego popełnienia zbrodni z art. 148 par 1 kk wymagałoby wykazania, że objawy choroby realnie zagrażającej życiu Lilianny były tego rodzaju, że dla każdego postronnego obserwatora oczywistym byłoby, że owa choroba dziecka doprowadzi do jego śmierci – tłumaczył sędzia.

- W ocenie sądu okręgowego, objawy choroby (…) były tego rodzaju, że choć oskarżeni na podstawie tych objawów mogli i powinni (…) przewidzieć, że Lilianna umrze, jeśli nie zostanie jej udzielona odpowiednia pomoc medyczna, to jednak brak jest dowodów na to, ze oskarżeni na to się godzili, że zatem działali z zamiarem ewentualnym dokonania zabójstwa – dodał.

Sąd zaznaczył również, że zachowanie oskarżonych, w szczególności Angeliki B. względem jej dzieci "również nie uprawnia do wnioskowania, że życie Lilianny było dla oskarżonej obojętne". - Jak ustalono na podstawie zeznań lekarza rodzinnego, a także przedszkolanek, Angelika B. była zaangażowaną, troskliwą matką, zaangażowaną w wydarzenia artystyczne swoich dzieci przedszkolaków czy też systematycznie uczęszczającą z nimi na szczepienia do lekarza rodzinnego. W konsekwencji tych rozważań sąd po naradzie doszedł do przekonania, że brak jest wystarczających dowodów do przypisania oskarżonym zbrodni zabójstwa Lilianny – podkreślił sędzia.

Sędzia Borowczak poinformował również, że wyrok nie został wydany jednomyślnie. Jak mówił, "wyrok zapadł większością głosów, to znaczy, że zostało złożone od niego zdanie odrębne – przeze mnie jako sprawozdawcy – zdanie odrębne na niekorzyść oskarżonych co do kwalifikacji prawnych oraz kar wymierzonych oskarżonym".

Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu nie jest prawomocny.