O zamiarze powołania zespołu biegłych poinformowała we wtorek PAP prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prowadzącej śledztwo w sprawie zabójstwa Adamowicza.

Rzecznik wyjaśniła, że list zawierający ocenę działań ratowniczych podejmowanych wobec Pawła Adamowicza przez ratowników medycznych tuż po ataku na niego (jeszcze na scenie, na której odbywał się gdański finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy) dotarł do prokuratury w lutym.

Wawryniuk podała, że autor listu - lekarz biegły sądowy przygotował go z własnej inicjatywy, "w oparciu o doniesienia medialne". Rzecznik wyjaśniła, że medyk zakwestionował "prawidłowość czynności podejmowanych przez ratowników". Wskazał on, że – w jego ocenie - akcja prowadzona była nieprawidłowo. Jego zdaniem ratownicy nie powinni prowadzić czynności reanimacyjnych na scenie, a powinni byli natychmiast przywieźć poszkodowanego do szpitala, gdzie były - według jego oceny - większe szanse na uratowanie życia – powiedziała PAP Wawryniuk.

Zaznaczyła, że w związku z uwagami zawartymi w liście w ramach postępowania dotyczącego zabójstwa Adamowicza zostanie powołany zespół biegłych, który oceni działania ratowników. Rzecznik poinformowała, że w zespole tym znajdą się prawdopodobnie medyk sądowy, kardiolog i specjalista z zakresu ratownictwa medycznego.

Wawryniuk dodała, że przed powołaniem zespołu prokuratura zabezpieczy dokumentację dotyczącą przebiegu czynności ratowniczych podejmowanych wobec Adamowicza. Wyjaśniła, że wcześniej nie było potrzeby zabezpieczania tych dokumentów.

Radio Gdańsk, które jako pierwsze poinformowało o przesłanym prokuraturze liście, podało, że – zdaniem jego autora, patomorfologa z 30-letnim stażem - "długotrwała reanimacja prezydenta Gdańska w miejscu zdarzenia była błędem medycznym". Radio podało, że zdaniem lekarza "pacjenta należało natychmiast przewieźć do najbliższego szpitala, wówczas Adamowicz miałby dużo większe szanse na przeżycie, niemal graniczące z pewnością". Reanimacja na scenie, która w ocenie biegłego trwała aż 40 minut, spowodowała nieodwracalne skutki, m.in. wstrząs hipowolemiczny, którego następstwem jest śmierć mózgu. Jego zdaniem masowanie serca z raną kłutą po prostu spowodowało wypompowanie krwi z ciała pacjenta – poinformowała rozgłośnia, dodając, że - w opinii lekarza - serce z krwotokiem nie przestaje pracować i należało w pierwszej kolejności pozszywać rany.

13 stycznia wieczorem 27-letni Stefan W. podczas finału WOŚP w Gdańsku wtargnął na scenę i zaatakował nożem prezydenta Adamowicza. Jeszcze w nocy ugodzony kilkukrotnie nożem Adamowicz przeszedł pięciogodzinną operację. Następnego dnia zmarł. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele m.in. trzy głębokie rany - jedną w okolicy serca i dwie w brzuchu.

Stefanowi W. postawiono zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. Gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 27-latka.