We wtorek (2 kwietnia) wieczorem na Facebooku fundacji SMS z Nieba opublikowane zostało oświadczenie ks. Rafała Jarosiewicza. "Fakt spalenia książek i innych przedmiotów był niefortunny. Nie miał on jednak charakteru prześmiewczego wobec jakiejkolwiek grupy społecznej czy religii, nie był też wymierzony w książki jako takie czy kulturę" – pisze.

Dodaje, że jeśli ktokolwiek jego działanie odebrał w ten sposób, to chciałby go w tym miejscu go bardzo serdecznie przeprosić.

Pisze również, że przez ostatnie pięć lat działania fundacji rozdała ona za darmo prawie ćwierć miliona książek, w tym też takie pozycje, które uratowano przed zniszczeniem w sytuacji likwidacji magazynów przez wydawnictwa. "Niefortunna była także publikacja fotografii ukazujących zniszczenie książek i innych przedmiotów dobrowolnie przyniesionych przez uczestników rekolekcji, zwłaszcza że nie zawierała żadnych wyjaśnień" – pisze w oświadczeniu. Informuje, że z profilu na Facebooku usunięty został zamieszczony materiał, by jak wyjaśnia "nie generował kolejnych emocji". Na końcu swojego oświadczenia ksiądz jeszcze raz bardzo przeprasza.

W niedzielę fundacja SMS z Nieba opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia przedstawiające księży i ministrantów wrzucających do ogniska m.in. książki z serii "Harry Potter" i "Zmierzch", afrykańskie i hinduskie figurki i maski, obrazy, a nawet parasolkę z japońską ikoną dziecięcej popkultury Hello Kitty, którą przedstawiciele polskiego Kościoła już nie raz w przeszłości uznawali za satanistyczną.

Do zdarzenia doszło na terenie parafii pw. NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku.

"Jesteśmy posłuszni Słowu: <Posągi ich bogów spalisz, nie będziesz pożądał srebra ani złota, jakie jest na nich, i nie weźmiesz go dla siebie, aby cię to nie uwikłało, gdyż Pan, Bóg twój, się tym brzydzi>" - tak katolicka organizacja uzasadnią swoją akcję palenia książek na oczach okolicznych mieszkańców. "Duża liczba uprawiających magię przynosiła swe księgi i palił je wobec wszystkich" - to kolejny cytat z posta oznaczonego hasztagiem "hajcujemy".

Zdjęcia wywołały ogromne poruszenie wśród internautów. Spora część oburzonych sugeruje, że palenie książek to mentalny powrót III Rzeszy. Niektórzy zwracają też uwagę, że wśród palonych przedmiotów znalazła się figurka Dharmy, czyli religijny symbol hinduizmu, co może naruszać art. 196 kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych. Co bardziej pragmatyczni komentatorzy piszą z kolei, że za palenie plastikowych przedmiotów, jak parasolka, grozi grzywna do 5 tys. zł.

Fundacji SMS z Nieba przewodzi obecny na akcji palenia książek ks. Rafał Jarosiewicz, który kilka lat temu zasłynął jeżdżeniem po Polsce mobilnym konfesjonałem.

W rozmowie z portalem natemat.pl ks. Jan Kucharski, proboszcz gdańskiej parafii, usprawiedliwia bulwersujące zdarzenie.

- To nie było palenie jakichś tam książek, ale palenie przedmiotów związanych z magią i okultyzmem. Oprócz książek były tam także inne przedmioty – amulety, talizmany. To wierni je przynieśli, bo nadszedł czas, żeby zrobić z tym porządek - mówi ks. Kucharski.

Dalej proboszcz powołuje się na Biblię. - W Dziejach Apostolskich jest napisane, że ludzie składali magiczne przedmioty i wszystko było niszczone. My odwołujemy się tylko do Pisma Świętego. Na przykład w Starym Testamencie jest dużo na ten temat. Czytamy tam, że takie przedmioty są obrzydliwością dla Boga - wyjaśnia.

Pytany o skojarzenia z paleniem książek przez nazistów, duchowny odpowiada, że "każdy może mieć skojarzenie jakie chce, jesteśmy przecież wolnymi ludźmi". - A ludzie mają różne skojarzenia. My wiemy, co szkodzi, wiemy, co nie jest dobre dla wierzących i dlatego taka forma tego wydarzenia, powiedziałbym nawet, że ewangeliczna. Owszem dla jednych może być szokująca, ale ludzie, którzy mają bożego ducha - zrozumieją to - puentuje.