Jest niemierzalna, bo liczyć można tylko jej skutki. Poczucie narastającej agresji jest więc głęboko subiektywne. Wystarczy wspomnieć niedawne badania CBOS: przekonanie, że okolicę miejsca zamieszkania można nazwać bezpieczną, podziela rekordowo wysoki odsetek badanych (98 proc.). Jednocześnie ten sam dokument pokazuje coś innego: niemal połowa pytanych obawia się, że ktoś z ich najbliższych padnie ofiarą przestępstwa.

Do tego można dołożyć badania prof. UAM Jacka Pyżalskiego, że co trzeci nastolatek spotkał się z mową nienawiści w sieci, prawie 9 proc. doświadczyło jej osobiście, a wiele internetowych zachowań przenoszonych jest do realu. Warto także zacytować statystyki Instytutu Transportu Samochodowego. Ośmiu na dziesięciu polskich kierowców mówi, że przynajmniej raz w tygodniu zdarza im się obserwować agresywne zachowania na drogach, a trzech na dziesięciu przyznaje, że czasem też krzyczą na innych. Dla porównania, jeszcze w 2016 r. sześciu na dziesięciu kierowców twierdziło, że regularnie ma styczność z drogową agresją.

Niestety, nikt nie prowadzi statystyk pokazujących, jak często dochodzi do napaści słownych na ulicach i ile potyczek werbalnych przekształca się w rękoczyny. Albo kiedy zachowanie jednego człowieka wywołuje ostrą reakcję drugiego. Rozmawiałem z recydywistą. Narzekał, że wsadzili go do więzienia za to, że ukradł kurę. Za kurę? Ale gdy zacząłem zgłębiać temat, okazało się, że próbował wyrwać ptaka starszej pani z rąk. A że babcia nie chciała puścić, to pokaleczył jej nożem ręce. Kompletnie nie rozumiał, że to rozbój. Zapamiętał tylko tę kurę i swoją złodziejską intencję - opowiada dr Paweł Moczydłowski, kryminolog. I przekonuje, że to element szerszego problemu: nie chodzi o to, że niektórzy wyrodnieją, lecz o to, że dla agresywnych zachowań znajdujemy nowe wytłumaczenia.

Na szczęście jest też druga strona medalu. Coraz częściej pytamy o przyczyny patologicznych zachowań, głównie młodych ludzi – i upatrujemy odpowiedzi w brakach systemu wychowania, niedostatecznej opiece społecznej oraz w spóźnionym reagowaniu na te zagrożenia - dodaje. To szukanie odpowiedzi może być naszym kołem ratunkowym. Jest szansa, że wzbudzi refleksję.

Bolesne dowody szczerości

Psycholog dr Leszek Mellibruda woli inną perspektywę: zamiast pytać, czy jest więcej agresji, lepiej się zastanowić, czego jest ona wyrazem. Do niedawna psychologia wiązała agresję z frustracją wywołaną zniechęceniem, rozczarowaniem, złością. Obecnie częściej zwracamy uwagę na jej antropologiczne korzenie. Agresja to pierwotna emocja wyrażająca chęć dominacji. Nasi przodkowie reagowali tak np. na naruszenie terytorium. Wraz z rozwojem cywilizacji kultura miała regulować podobne zachowania. Ale jest w nas też dążenie do dobrobytu, polepszania pozycji względem innych. Każdy, kto zagraża naszemu statusowi materialnemu i społecznemu, uruchamia reakcje agresywne – mówi. Podkreśla, że agresja dotyczy przede wszystkim osób o niskiej kulturze osobistej. Przy założeniu, że jest ona odzwierciedleniem zasad kształtujących się wraz z rozwojem społeczeństwa. Zawiera normy mające scalać społeczność i zapobiegać samozniszczeniu. Ale jesteśmy jednocześnie wspólnotą zbudowaną hierarchicznie i każdy dąży do zajęcia wyższej pozycji. Każdy chce być osobnikiem alfa. Tłumaczymy to zachowanie, szukając analogii do natury, często do watahy wilków, i naginamy rzeczywistość do naszych potrzeb. Bo w watasze dominujący samiec nie używa przemocy, nie jest nawet najmocniejszym zwierzęciem. Od rozwiązań siłowych ma wilka beta. Alfa do zapanowania nad resztą używa autorytetu. Wstaje pierwszy, budzi stado, rozdziela żywność, kieruje do ataku - tłumaczy Mellibruda.