Decyzja o przywróceniu części MiG-ów 29 do służby pozwoliła odetchnąć nie tylko pilotom, którzy będą mogli wrócić do latania, a przez to do pobierania tzw. dodatku lotniczego. Jest ona korzystna również dla przemysłu. Chodzi o Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 4 w Bydgoszczy i WZL nr 2 w Warszawie, które mają być wkrótce połączone. Te przedsiębiorstwa zajmują się serwisowaniem samolotów MiG-29 i w dużej mierze z tego żyją.
– – wyjaśnia Justyna Mosoń, dyrektor departamentu komunikacji i marketingu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. – – dodaje.
Zakłady w Bydgoszczy wyremontowały ostatnio kilka silników, prace zakończyły, ale nie mogły się doczekać płatności od wojska, ponieważ samoloty nie zostały odebrane. By tak się stało, trzeba było wykonać lot. Co było niemożliwe, ponieważ wszystkie maszyny zostały uziemione. Według naszych informacji chodziło o co najmniej kilkanaście milionów złotych. Teraz z jednej strony odetchnie zakład, z drugiej jest to także dobra wiadomość dla księgowych w wojsku, którzy pod koniec roku na gwałt szukają sposobów, jak zrealizować budżet. Ma to także konsekwencje długofalowe. – – wyjaśnia Justyna Mosoń.
W podobnym tonie wypowiada się związany z Bydgoszczą były wiceminister obrony Bartosz Kownacki. – – stwierdza poseł Prawa i Sprawiedliwości.
O ile przemysł może być zadowolony, to dla wojska ta decyzja wiąże się z pewnymi komplikacjami. Generał Jacek Pszczoła, inspektor Sił Powietrznych, powiedział w poniedziałek, że "do dyspozycji wojska pozostaje 5 maszyn, kolejnych 12 zostanie dopuszczonych do lotów po wykonaniu lotów kontrolnych". De facto będziemy więc mieli jedną eskadrę. Dotychczas mieliśmy dwie eskadry i maszyny tego typu stacjonowały w Malborku i Mińsku Mazowieckim. – mówi nam osoba przez lata związana z lotnictwem wojskowym. O ile nie dojdzie do kolejnych nieprzewidzianych problemów, to MiG-i 29 powinny służyć w Wojsku Polskim do połowy przyszłej dekady.