p

Herfried Münkler*

O wspólnotach heroicznych i postheroicznych

Postać bohatera jest obiektem społecznej fascynacji począwszy od "Iliady", jako pierwszego opisu heroicznych wartości i form życia, aż do dzisiejszych produkcji Hollywoodu, które niezbędne dla kasowego sukcesu napięcie czerpią zwykle z kariery, triumfu i upadku bohatera. Bohater nie musi być przy tym wojownikiem; istnieją także "bohaterowie dnia codziennego", których heroizm objawia się nie w walce z bronią w ręku i zabijaniu przeciwnika. Jednakże wizerunek bohatera jest z reguły ściśle powiązany z przemocą i wojną. W każdym przypadku główną cechą bohaterstwa jest ofiarność: bohaterem może stać się tylko ktoś, kto jest gotowy do ponoszenia ofiar, włącznie z tą najwyższą, czyli ofiarą życia. Za tą gotowość do ponoszenia ofiar bohater otrzymuje uznanie i chwałę. Społeczność uratowana przed nieszczęściem i upadkiem dzięki ofierze ze strony bohatera dziękuje mu za to, przydając prestiżu za życia oraz pełną chwały pamięć po śmierci. Jako że idea ofiary, którą ktoś ponosi, by ratować społeczność, byłaby trudna do wyobrażenia bez kontekstu religijnego, społeczeństwa heroiczne mają z reguły religijne podwaliny. Do tej religijnej podstawy zaliczyć należy również religie polityczne w rozumieniu Erica Voegelina: a więc ideologie spajające społeczeństwa czy wspólnoty i zaopatrujące je w symbolikę, która zwyczajną śmierć w walce przeistacza w heroiczną ofiarę. Wyłącznie społeczeństwa posiadające tę zdolność do symbolicznego przekształcenia śmierci mogą być rozumiane jako społeczeństwa heroiczne. W innych społecznościach - preheroicznych jak i postheroicznych - zabici podczas wojny i działań zbrojnych uważani są za ofiary zwykłego wzajemnego mordowania się. Nie krew na broni wojownika czyni go bohaterem, lecz jego gotowość do poniesienia ofiary, za sprawą której inni zostaną uratowani. Stąd też bohater definiowany jest nie przez własną siłę do walki, lecz przez gotowość do poniesienia ofiary. Heroizm wyraża się w sposobie obchodzenia się z tym poświęceniem.

Bohater, jak żadna inna postać socjopolitycznej typologii skazany jest na dwoisty sposób przedstawiania. O bohaterach trzeba opowiadać. Jeżeli dokonują czynów heroicznych i nie ma przy tym nikogo, kto mógłby to zobaczyć i przekazać innym, to ich sytuacja staje się trudna: muszą wówczas sami opowiadać, jakimi to są bohaterami. Nawet jeżeli im się wierzy, to taka relacja pachnie samochwalstwem. Bez sławiącej opowieści ze strony niezależnego obserwatora heroiczna egzystencja bohatera przemija wraz z momentem bohaterskiego wyczynu. Bohatera spotyka wtedy ten sam los, co wojownika, od opisu którego Hegel rozpoczyna jeden z rozdziałów swojej "Fenomenologii ducha": kto w samotnym pojedynku pokonał i zabił przeciwnika, nie ma żadnej możliwości "zachowania" zwycięstwa zapewniającego status bohatera, jako że ten, kto mógłby to potwierdzić, nie żyje. Co prawda zwycięzca może demonstracyjnie obnosić się z częściami uzbrojenia lub ciała przeciwnika, od skalpu przy pasie po biały pasek na lufie czołgu, ale same trofea nie mówią nic o przebiegu walki i wielkości jego bohaterstwa. Trofea te mogły być przecież wyłudzone lub zdobyte podstępem. Nie można także wykluczyć, iż przeciwnik, od którego pochodzą te trofea, nie był słabeuszem bądź tchórzem. Trofea są tylko środkiem doraźnym na wypadek, kiedy w pobliżu nie ma ani poetów, ani dziennikarzy. "To, co pozostaje, jest dziełem poetów", jak pisze Hölderin. Dotyczy to przede wszystkim bohaterów. W "Odysei" opisane jest, jak to Odyseusz podczas pobytu u Feaków dopóty ukrywał swoją tożsamość, dopóki jeden ze śpiewaków nie opowiedział podczas uczty wieczornej o walce o Troję i ostatecznym upadku miasta. Podczas tej opowieści przedstawiony został w sposób bohaterski udział Odyseusza w zwycięstwie Greków po dziesięcioletniej walce. W trakcie występu śpiewaka Odyseusz zaczął płakać, a siedzący obok niego król Feaków Alkinoos słyszał jego kilkakrotne westchnięcia. Dopiero zapytany o przyczynę płaczu bohater wyjawił tak uprzednio troskliwie skrywaną tożsamość i opowiedział o przygodach, jakie przeżył po upadku Troi. Potwierdzenie całej historii przez opowieść śpiewaka i własny szok jako reakcja na nią dały mu możliwość pokazania tego, kim jest w rzeczywistości. Bez tego potwierdzenia ryzykowałby miano chwalipięty. Grupy społeczne są tylko wówczas heroiczne, jeżeli posiadają literaturę przekazującą ten heroizm - chociażby w formie wędrownych śpiewaków, którzy ustnie opowiadają o tym, czego dokonali bohaterowie. To właśnie owa literacka dwoistość obejmująca nie tylko tożsamość bohatera czyni dopiero z człowieka stosującego przemoc bohatera. A czyni to tym bardziej przekonująco, im silniej wedrze się do jego życia wewnętrznego, względnie - wyposaży bohatera w takie życie. Najpierw wściekłość Achillesa oraz wywołana tą wściekłością odmowa walki, i późniejsza zgoda na powrót na pole bitwy przyjaciela Patroklesa, złożenie przez niego ofiary i wynikające z tego cierpienia Achillesa czynią z tej maszyny do zabijania bohatera.

Stąd też poeta i bohater tworzą nierozłączną parę. Są od siebie uzależnieni: bez bohatera poeta nie ma o czym opowiadać, a bez poety bohater konfrontowany jest z egzystencjalną pustką. Przemiana zwykłego wojownika w sławnego bohatera jest jednakże czymś więcej niż tylko ubarwieniem przemocy sławą i honorem; chodzi tutaj raczej o pewien proces sublimacji, w którym ten, kto stosuje przemoc, podporządkowywany jest kodeksowi zachowań, którego nie wolno mu złamać pod groźbą hańby. Dzięki temu poeta jest czymś więcej niż tylko bezkrytycznym wielbicielem bohatera; staje się gwarantem i kontrolerem jego heroizmu, a jeżeli chce zniszczyć bohatera, może to uczynić siłą własnego słowa. Literatura posługuje się bohaterem nie tylko kreując go dla własnych celów, lecz także w drodze stwarzania i kontrolowania reguł i kodeksów stanowiących o tym, kiedy użycie przemocy jest dopuszczalne i honorowe. Najbardziej widoczne było to podczas tworzenia rycerskiego kodeksu honorowego w Europie XII i XIII wieku. Oszczędzać i bronić słabych, zwalczać i karać nikczemników, przestrzegając przy tym nieustannie reguł rycerskiego pojedynku - to właśnie stanowiło o prawdziwej rycerskości i odróżniało ją od zwykłego masakrowania przeciwnika.

Później do tego utrwalanego literacko kodeksu honorowego doszły jeszcze postanowienia międzynarodowego prawa wojennego, którego naruszenie było karalne. Ale związek między honorem i obowiązkami nałożonymi na specjalistów od przemocy nie stracił swojego znaczenia przez utrwalenie Ius in bello w haskiej ustawie dotyczącej praw w wojnie lądowej czy w konwencjach genewskich. Michael Ignatieff, jeden z najlepiej zorientowanych obserwatorów oraz komentatorów działań wojennych ostatnich dwóch dziesięcioleci, narzeka na erozję etosu przeciwnika wojennego i domaga się przywrócenia etosu żołnierza jako najskuteczniejszego środka przeciwko permanentnym atakom na cywilów, a zwłaszcza na kobiety i dzieci. Jednak "Warlords" nowych wojen i ich uzbrojone otoczenie nie nadają się do takich form legitymizacji przemocy. Nie interesuje ich honor, lecz władza i pieniądze. Dopiero gdy udałoby się zainteresować ich ponownie sławą i honorem, można byłoby dokonać postępu na drodze zaproponowanej przez Ignatieffa. Należy jednak powątpiewać, czy jest to w ogóle możliwe w obliczu tej odsublimowanej siły, którą rodzi perspektywa zdobycia pieniędzy i majątku. Z tego też powodu tylko niewielka liczba społeczeństw, w których prowadzone są "nowe wojny", może być określana jako heroiczna. Bardziej pasuje do nich pojęcie społeczeństw "masakrujących".

Reklama

Przeprowadzona środkami literackimi przemiana wojowników w bohaterów ma swoją cenę polegającą na nieustannym narzekaniu na rozpad i upadek, które jest charakterystyczne dla tej literatury. Dawniej bohaterowie byli bardziej bohaterscy, walki bardziej bojowe, a zwycięstwa dużo większe. Poeci spoglądają za siebie i uznają własną współczesność za epokę dekadencji, którą niebawem dosięgnie ostateczny rozpad. Żyjący obecnie bohaterowie są jedynie słabymi hamulcami tego procesu; być może mogą go powstrzymać, ale nie zatrzymać.

Tego typu atmosfera jest rzecz jasna polityczną bombą. Jeżeli upadek i koniec są nieuniknione, to uniknąć należy przynajmniej przeciągającej się niemocy: należy więc, skoro ma się jeszcze siłę, szukać rozstrzygnięcia na drodze wojny. Austriacki szef sztabu generalnego Conrad von Hötzendorf dążył do wojny, ponieważ w ten sposób miał nadzieję zatrzymać rozpad monarchii austro--węgierskiej. W carskiej Rosji podobne zamiary mieli wysoko urodzeni oficerowie. Wspólnoty heroiczne potrafią się bronić przed upadkiem i dekadencją jedynie stawiając na wojnę jako akt moralnej odnowy. Z tego też powodu nieustannie igrają z ogniem i jeżeli na określonej przestrzeni znajdzie się większa liczba społeczności heroicznych, to najbardziej prawdopodobne jest ich samozniszczenie w wielkiej wojnie. To właśnie nastąpiło w Europie na początku XX stulecia.

Wspólnota i społeczeństwo

Dotychczas, bez dokładniejszego rozróżnienia, mówiliśmy o wspólnotach i społeczeństwach, w których dominują heroiczne skłonności. Byłoby jednak sensowne dokonanie rozróżnienia między wspólnotą i społeczeństwem, zwłaszcza w odniesieniu do efektów i skutków wspomnianej wyżej atmosfery zagłady. Rozróżnienie to odwołuje się do tez socjologa Ferdinanda Tönniesa, który opisał te dwie podstawowe formy ludzkiego współżycia jako: "organiczną" i "mechaniczną" - tę, w której dominuje solidarność, i tę, której sedno stanowi rozdział i dystans między ludźmi, które zostają w końcu przezwyciężone przez wymianę oraz kooperację i jednocześnie tym samym potwierdzone. Jednakże rozróżnienia Tönniesa są tu tylko w ograniczonym zakresie niezbędne i potrzebne. Jako wspólnoty określamy tutaj grupy wyróżniające się ze swojego otoczenia ze względu na wspólne pochodzenie, wspólne obszary osiedlenia i życia albo wspólnie wyznawany katalog wartości i norm. Wspólnoty heroiczne mają często charakter solidarności męskiej części wspólnoty, która zapewnia wewnętrzną homogeniczność.

Natomiast społeczeństwa są skupiskami ludzi i grup różnego pochodzenia, które powiązane są ze sobą efektami funkcjonalnej kooperacji i mają mniej lub bardziej wykształconą wizję korzyści płynących z tej współpracy. Wspólnoty powstają na płaszczyźnie wspólnych wizji dotyczących pochodzenia lub wyznawanych wartości, społeczeństwa na płaszczyźnie postrzeganych korzyści. W odniesieniu do heroicznej samoświadomości wielkich grup oznacza to, iż wspólnoty heroiczne istniały przez cały prawie czas utrwalanej pisemnie historii ludzkości, natomiast społeczeństwa heroiczne były tutaj raczej wyjątkami. Nie ma w tym nic dziwnego: ideał heroicznej gotowości do ponoszenia ofiary, która pociąga za sobą ścisłe odgraniczenie od otoczenia, które z kolei albo nie potrafi zdobyć się na taką gotowość, albo wyznaje inne wartości, przemawia raczej za modelem socjalnym wspólnoty niż społeczeństwa. Pojawia się tu przede wszystkim kwestia fizycznej reprodukcji: bohaterowie nie są z reguły zwolennikami codziennej pracy, zwłaszcza wtedy, gdy przemienia się ona w fizyczną harówkę. Pozostawiają tę pracę innym, którzy obficie zaopatrują ich w produkty: albo z przyjaźni, albo - jeżeli jest to konieczne - zmuszeni do tego przemocą. Tym samym bohaterowie skazani są na lud pracujący. Nie wszyscy mogą być bohaterami, ich liczba pozostaje z reguły bardzo ograniczona. W ten sposób wspólnota heroiczna jest włączona w nieheroiczne społeczeństwo, które zaopatruje ją we wszystko, co niezbędne, a w nagrodę chronione jest przez bohaterów przed zewnętrznym zagrożeniom. Bohaterowie kładą tutaj duży nacisk na to, by nie mylić ich z ludem pracującym. Ściśle odgraniczają się od niego, a jedną z najważniejszych form tego odgraniczenia jest etos i związana z nim orientacja na honor. To właśnie wyznacza granicę między tym, co wewnętrzne, i tym, co zewnętrzne w społeczności heroicznej i zapewnia wyjątkowość społeczności bohaterów.

Poczucie dekadencji jako złagodzona forma atmosfery zagłady wyrasta z obawy przed erozją granic oddzielających otoczenie nieheroiczne i przenikaniem jego wartości i sposobów zachowania. Wspólnota heroiczna żyje w nieustannym strachu, że zostanie zaduszona lub wchłonięta przez społeczeństwo nieheroiczne. Im większa jest ta obawa, tym silniejsza skłonność do izolowania się i odseparowywania. Ponieważ jednak wspólnoty heroiczne uzależnione są od wymiany z otoczeniem, to tym samym przyspieszają swój upadek. Jeżeli społeczeństwo otaczające wspólnotę heroiczną nie traktuje jej z honorem i szacunkiem, lecz ignoruje, a nawet nią pogardza, to tym samym wspólnota taka pozbawiona zostaje eliksiru periodycznej rewitalizacji. Wspólnota heroiczna potrzebuje od czasu do czasu wojen i walk, jednakże - aby otrzymać nową porcję szacunku - musi dowieść utrzymującemu ją społeczeństwu korzyści z nich płynące. Wtedy rozkwita na nowo. Z tego punktu widzenia endemiczne poczucie dekadencji jest jak najbardziej na miejscu: jeżeli sprawy toczą się spokojnym i normalnym trybem, to dla wspólnot heroicznych stanowią zagrożenie; to, co je ratuje, to pojawienie się sytuacji wyjątkowych i ekstremalnych. Bezpośrednie przenikanie naznaczonych gotowością do ponoszenia ofiar i żądzą honoru skłonności do społeczeństwa pozostaje raczej wyjątkiem - w historii niewiele można odnaleźć takich przykładów.

Zamiast tego w politycznych systemach z większą liczbą aktorów domagających się równych praw i równego traktowania powstaje konieczność "uspołecznienia" tego, co heroiczne - przykładem tego są greckie polis, a w czasach współczesnych europejski system państw. Alternatywą dla tego jest rozszerzanie skłonności heroicznych na całe społeczeństwo, czego najważniejszymi przykładami są ateńska demokracja z V i IV wieku p.n.e., rewolucyjna Francja oraz reagujące na te przemiany Niemcy. Wraz z rozszerzeniem praw do politycznej partycypacji na wszystkich (męskich) obywateli i ze znacznie większymi możliwościami społecznego awansu ofiar zaczęto oczekiwać od każdego (męskiego) obywatela. Wyrazem tego procesu jest ateńskie pospolite ruszenie, rzymskorepublikańska konstytucja obronna oraz powszechny obowiązek służby wojskowej w Europie XIX i XX wieku. Proces ten doprowadził do wewnętrznej militaryzacji społeczeństwa. Uniformy, odznaczenia wojskowe, a wreszcie patent (pod)oficera rezerwy były nie tyle wyrazem przynależności do ekskluzywnego stanu, co wyrazem inkluzyjnych sił, które z reguły oddziaływały na każdego, kto przynależał do społeczeństwa.

Społeczeństwo heroiczne w odróżnieniu od wspólnoty heroicznej nie jest napiętnowane notoryczną, nieustannie mu towarzyszącą wizją dekadencji; wręcz przeciwnie - charakteryzuje go niedające się okiełznać poczucie siły i związana z tym pewność co do własnej przyszłości. Społeczeństwa heroiczne znajdują się w stanie nieustannego upojenia siłą i pewnością zwycięstwa - dlatego też skupienie wielu takich społeczeństw na jednym większym terytorium prowadzi do częstych wojen i wytworzenia się stanu permanentnej gotowości bojowej. Wojny takie nie są już konfliktami wspólnot heroicznych, które musiały być finansowane przez społeczeństwa, lecz wojnami w warunkach totalnej mobilizacji obejmującej wszelkie materialne i psychiczne rezerwy. Ich konsekwencją jest wyjałowienie i zmęczenie społeczeństw, które w krótkim czasie przeistaczają się z heroicznych w postheroiczne. Wyczerpały wszystko, co posiadały jako potencjał heroiczności (w jego materialnej i psychicznej formie), i w rezultacie doszły do wniosku, że to wszystko albo nic nie dało, albo w każdym razie nie dało wyników takich jak oczekiwano.

W tej sytuacji prawdopodobne są dwie reakcje: albo przy najbliższej okazji ponowiona zostanie próba oparta na założeniu, że ostatnim razem zmobilizowano zbyt mało heroicznej gotowości do poświęceń, albo model gotowości do ponoszenia ofiar i kumulacji honoru zostanie odrzucony. Na pierwszą reakcję stawiają zazwyczaj pokonani, ponieważ wiążą jeszcze nadzieję z zaprzepaszczonym zwycięstwem, podczas gdy zwycięzcy w sposób bardziej racjonalny skłaniają się ku drugiej reakcji. Tak wyglądała sytuacja w Europie międzywojennej: Francja, a zwłaszcza Anglia, postawiły na politykę appeasement i kierowały się strategiami militarnymi, które nie będą wymagały od nich tak wielkich ofiar. W Niemczech natomiast znaczące siły polityczne dążyły do militarnej rewizji wyników wojny, wykształciły strategie i taktyki, które w sporej części zorientowane były na wykorzystanie skłonności heroicznych. Przebieg pierwszej fazy II wojny światowej był odbiciem tych skłonności: od niewyobrażalnej z perspektywy lat 1914 - 1918 kapitulacji Francji, która nastąpiła, zanim jeszcze gros jej sił weszło do walki, aż do pośpiesznego odwrotu Brytyjczyków z kontynentu, na którym nie mieli zamiaru po raz kolejny tracić najważniejszych swoich oddziałów. Niemcy walczyli w tej wojnie aż do całkowitej klęski i skapitulowali dopiero wtedy, gdy nie było już prawie niczego, czym można byłoby walczyć. W konsekwencji skłonności postheroiczne rozwinęły się w Niemczech z taką siłą, jak w żadnym innym europejskim społeczeństwie.

Podobnie jak społeczeństwa heroiczne nie miały wewnętrznych skłonności do odczuwania nastrojów upadku, tak też społeczeństwa postheroiczne nie postrzegały swojej pozycji następcy społeczeństw heroicznych jako rezultatu dekadencji. Z reguły interpretowały tę przemianę jako polityczny postęp względnie społeczny proces dojrzewania. Z tego powodu społeczeństwa postheroiczne są wewnętrznie zgodne. Mają pewną skłonność do interpretowania swojej roli jako ostatniego etapu społecznego rozwoju, ale nie wyciągają z tego wniosku, że teraz musi nastąpić jeszcze jedna mobilizacja wszelkich sił, lecz skłaniają się raczej do tego, by na osiągniętym odcinku urządzić się na stałe. Jeżeli dyskutują o niezbędnych reformach, to w formie metaforycznej, która ogranicza zmiany do regulacji śrub nastawczych - stosunki wewnętrzne są w zasadzie w dobrym stanie, potrzebują jedynie od czasu do czasu niewielkich korekt.

Demografia i heroizm

W ostatnim czasie wielokrotnie podkreślano to, że na rozkwit heroizmu mniejszy lub prawie żaden wpływ mają określone polityczne idee, dominacje wojowniczych religii czy też procesy kształcenia. Kwestia ta związana jest raczej z czynnikami demograficznymi i odsetkiem młodzieży poniżej 18. roku życia w społeczeństwie. Gunnar Heinsohn, socjolog z Bremy, specjalista od badań porównawczych nad ludobójstwem, streścił to jakiś czas temu w tezie mówiącej, że młodzi ludzie należący do "youth bulges", czyli ludnościowych "nadwyżek", sami wyszukują sobie ideologie oraz usprawiedliwienia i błędne jest mniemanie, iż w pojawieniu się gotowości do przemocy i poświęcenia główną rolę odgrywają polityczne idee. Brzmi to nieco deterministycznie, ale badania Heinsohna pokazują bardzo wyraźną korelację między wzrostem liczby ludności i intensywnością przemocy, która kształtuje społeczeństwo zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Tym samym ukazana została materialna, żeby nie powiedzieć materialistyczna, podstawa heroicznych oraz postheroicznych społeczeństw. W odróżnieniu od bogatych krajów OECD "rodziny w Trzecim Świecie mogą stracić jednego lub kilku synów i mimo to nadal funkcjonują. (...) Kraje Trzeciego Świata mogą wysłać w ogień milionowe armie młodych ludzi, którzy mając w domu starszych braci, nikomu i nigdzie nie są potrzebni, dlatego też heroizm może im się wydawać prawdziwą szansą". Natomiast bogate kraje Północy, z USA na czele, mogą co najwyżej przeciwstawić temu technologiczną przewagę, ale jej użycie prowadzi natychmiast do groźnego paradoksu moralnego: "Podczas gdy przeciwnicy mogą wysyłać na śmierć kolejnych nowych synów, jako że ich potomstwo w domu tworzy już następną masową armię, USA i jego sojusznicy ryzykują utratę twarzy, jeżeli w konsekwencji ich uderzeń po drugiej stronie trafione zostają dzieci". Tu leży problem powstających społeczeństw postheroicznych - proces ich powstawania nie postępuje globalnie i synchronicznie. Faza postheroiczna dotyczy przeważnie bogatych społeczeństw Północy, podczas gdy wiele społeczeństw na peryferiach strefy dobrobytu przeszło właśnie z fazy preheroicznej do heroicznej. Społeczeństwa te - czy to z powodu dużego odsetka męskiego potomstwa, czy też intensywności wyobrażeń religijnych - wykształcają dynamikę, która prawie zawsze ma samoniszczące konsekwencje, ale w niektórych przypadkach prowadzi do agresywnego zwrotu na zewnątrz, który z kolei w społeczeństwach postheroicznych, bardzo wrażliwych na objawy zagrożenia, wywołuje wybuchy strachu i paniki. Niekiedy prowadzi to do tego, że zapowiadane jedynie przez grupy terrorystów zamachy, względnie nagrania wideo ze szkoleń zamachowców-samobójców, wywołują w postheroicznych społeczeństwach histeryczne reakcje, zwłaszcza wtedy, gdy na ich terenie nastąpiły już pierwsze samobójcze ataki. Niezrozumienie patetycznie przedstawianego etosu poświęcenia łączy się wówczas z nagłym i szybko się rozprzestrzeniającym poczuciem bezbronności, a jedna z pierwszych reakcji polega na szukaniu przyczyn tego zjawiska w biedzie i nędzy. Pojawia się tu mianowicie nadzieja, że "przyczyny terroryzmu" zwalczyć można materialnym wsparciem. Oczywiście nie jest to ani mądra, ani dalekosiężna strategicznie reakcja, lecz jedynie wyraz głęboko zakorzenionej mentalności wykupu, która jest typowa dla społeczności postheroicznych: za pomocą pieniędzy chcą odwrócić od siebie zagrożenie ze strony spragnionych chwały wirtuozów śmierci. Terroryzm, mimo że stanowi bardzo przejrzyste zagrożenie, jest rzecz jasna największym wyzwaniem społeczności postheroicznych, jako że atakuje je w miejscach, w których zazwyczaj są bezbronne. Przejście od społeczeństwa heroicznego do postheroicznego w żadnym wypadku nie doprowadziło do sytuacji, w której to ostatnie zrezygnowało z instytucji i organizacji, które przejmują zadanie obrony przed wewnętrznymi i zewnętrznymi zagrożeniami. Społeczeństwa te mają po prostu inny stosunek do tych organizacji, co objawia się między innymi tym, że wyposażają je nie tyle w honor, co w pieniądze.

Społeczeństwa postheroiczne pod ochroną tych organizacji przybierających niekiedy cechy charakterystyczne wspólnot heroicznych mają nadzieję na dalszy własny rozwój w warunkach pokoju i bezpieczeństwa. Zamachy terrorystyczne (w każdym razie te najnowszego typu) charakteryzuje jednak to, że potrafią obejść zapory stworzone przez owe instytucje i atakować bezpośrednio ludność cywilną. Ich celem jest wywołanie możliwie dużego efektu przy użyciu stosunkowo niewielkiej dawki przemocy, a społeczeństwa postheroiczne rzeczywiście dają im w tym zakresie dobre widoki na sukces. Jednocześnie wirtuozi śmierci, gotowi do poświęcenia samych siebie, pogardzają organizacjami terrorystycznymi społeczności postheroicznych, uważając je za dekadenckie. Dobitnym tego wyrazem jest wielokrotnie już cytowana wypowiedź jednego z talibów, że Zachód kocha coca-colę, natomiast islamscy wojownicy kochają śmierć.

© Herfried Münkler

przeł. Viktor Grotowicz

p

*Herfried Münkler, ur. 1951, politolog, historyk idei, profesor nauk społecznych na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, członek Berlińsko-Brandenburskiej Akademii Nauk. Specjalizuje się w filozofii politycznej i teorii wojny. Opublikował m.in. "Machiavelli" (1982), "Thomas Hobbes" (1993), "Über den Krieg" (2002), "Der neue Golfkrieg" (2003) oraz "Imperien" (2005). Po polsku ukazały się "Wojny naszych czasów" (2004). W "Europie" nr 104 z 29 marca ub. r. opublikowaliśmy jego tekst "Żyć z bombą".