Kończąc śledztwo w tej sprawie, prokuratura skierowała wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. Kobiety nie zgodziły się jednak na takie rozwiązanie, twierdząc, że są niewinne. Sprawa trafiła więc na sądową wokandę.
Prokuratura oskarżyła Annę Kołakowską (radną PiS w Gdańsku w latach 2014-2018 - PAP) i jej córkę Marię (kobiety zgodziły się na podanie danych osobowych – PAP) o to, że dopuściły się przemocy wobec policjantów szarpiąc ich za tarcze. Oskarżone miały uniemożliwić funkcjonariuszom wykonanie rozkazu rozproszenia kontrmanifestacji do Marszu Równości.
-– powiedziała w rozmowie z PAP Anna Kołakowska.
Zdaniem byłej radnej PiS, zatrzymanie jej córki było bezzasadne, a policjanci nadużyli swoich uprawnień. Zapewniała, że na nagraniach, które pojawiły się po Marszu Równości i zostały opublikowane w sieci, a później w mediach, nie widać, by kobiety były agresywne.
- - powiedziała Kołakowska.
- – dodała.
Podczas poniedziałkowej rozprawy wyjaśnienia złożyli policjanci - pokrzywdzony Michał H. oraz świadkowie Michał T. i Tomasz Sz.
Mężczyźni podkreślali, że wielokrotnie zeznawali w tej sprawie, jednak z uwagi na czas, który upłynął, nie pamiętają dokładnie przebiegu wydarzeń, które miały miejsce w maju 2016 roku podczas Marszu Równości.
- - mówił podczas rozprawy Michał H.
Anna Kołakowska skorzystała z prawa do zadawania pytań i poprosiła, aby pokrzywdzony wyjaśnił, skąd wiedział, że to jej córka szarpała za tarczę. Policjant powiedział jednak, że nie wie dzisiaj, kim była ta osoba.
Policjant wskazywał, że "pilnowanie porządku i ochrona uczestników tego typu manifestacji jest sytuacją stresową i dynamiczną". Podkreślił też, że w czasie pełnienia służby funkcjonariusze wykonują polecenia dowódcy.
Tomasz Sz., który był wówczas dowódcą jednej z kompanii, która zabezpieczała marsz, zapewniał, że wszystkie czynności, które podjął, były zgodne z prawem.
- - wyjaśnił. Dodał, że tego dnia zatrzymane zostały również inne osoby.
Reprezentujący oskarżone kobiety adwokat Stanisław Wojtkowski dopytywał go, czy podczas takich sytuacji zatrzymuje się osobę, która znajduje się najbliżej, czy najbardziej agresywną.
- - dodał.
Kolejny z policjantów - Michał T. zeznał, że dostrzegł, jak Anna Kołakowska szarpała jednego z funkcjonariuszy.
- - mówił.
Na koniec rozprawy Anna Kołakowska wydała oświadczenie. Wspomniała o nagraniu, które - jak uważa była radna - dokładnie pokazuje, co wydarzyło się 21 maja 2016 roku.
- - relacjonowała na sali rozpraw Kołakowska.
Jak przyznała, zareagowała wówczas emocjonalnie.
- - tłumaczyła b. radna.
Następna rozprawa, podczas której przesłuchani zostaną kolejni świadkowie zaplanowana została na 16 kwietnia.
21 maja 2016 r. ulicami Gdańska przeszedł Trójmiejski Marsz Równości. Równolegle odbyła się też kontrmanifestacja, w której brali udział m.in. działacze środowisk narodowych. Zablokowali oni ulicę, którą zgodnie z planem, miały maszerować osoby biorące udział w marszu. W trakcie próby odblokowania ulicy doszło do starć między policją, a grupą przeciwników Marszu Równości. Wśród kilku zatrzymanych wówczas osób była m.in. Maria Kołakowska.
Dwa dni po zatrzymaniu córki radnej ówczesny szef MSWiA Mariusz Błaszczak oceniał, że policja pokazała, że jest silna wobec słabych. W jego ocenie nieakceptowalny był fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która, nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi.
Dzień po manifestacji komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szymczyk zlecił przeprowadzenie kontroli dotyczącej działań gdańskich policjantów. Informując o jej wynikach szef policji mówił, że "policjanci zachowali się profesjonalnie", a zatrzymanie było zasadne, bo "istniało duże prawdopodobieństwo, że osoba zatrzymana mogła dopuścić się przestępstwa". - - mówił komendant Szymczyk.
Własne postępowanie wyjaśniające przeprowadziła też gdańska KWP. Ono także wykazało, że policjanci ochraniający gdański Marsz Równości, działali zgodnie z prawem.