Wyrok jest prawomocny.

Sąd utrzymał tym samym w mocy wyrok sądu niższej instancji z marca 2018 r., od którego apelację wniosła Kołakowska.

Wpis: "Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso" autorstwa Kołakowskiej pojawił się w maju 2016 r. na jednym z portali społecznościowych jako komentarz do zdjęcia przedstawiającego posłankę PO drącą kartkę z treścią projektu uchwały ws. obrony suwerenności Rzeczypospolitej i praw jej obywateli. Podczas debaty sejmowej Pomaska oceniła, że przygotowany przez PiS tekst jest kompromitujący i Sejm nie może go przyjąć.

- Mam nadzieję, że ta uchwała skończy w ten sposób - mówiła, drąc kartkę.

Subsydiarny akt oskarżenia w tej sprawie Pomaska złożyła latem ub.r. Zarzuciła w nim Kołakowskiej nawoływanie do nienawiści i przemocy w związku ze swoją działalnością polityczną. Posłanka zdecydowała się na prywatny pozew po tym, jak miejscowa prokuratura dwukrotnie odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie wpisu uznając, że radna nie popełniła przestępstwa. W takiej sytuacji prawo daje pokrzywdzonemu możliwość wniesienia subsydiarnego oskarżenia.

- "Coś" to zaimek rzeczowny, który odpowiada na pytanie: co?. Czy można powiedzieć o człowieku: coś? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu. To już jest pierwszy element zniewagi - mówił w uzasadnieniu wyroku przewodniczący składu sędziowskiego Krzysztof Noskowicz.

Sędzia podkreślił, że oskarżona Kołakowska jest historykiem z wykształcenia. - I nie ukrywała tego w swoich wyjaśnieniach, jak bardzo ją boli brak suwerenności Polski zwłaszcza w XVIII wieku i że to też przyświecało jej, gdy reagowała na zachowanie oskarżycielki posiłkowej. Nie jest tak, że kontekst ogolenia na łyso kobiety - to wyrażenie porównujące Agnieszkę Pomaskę do prostytutek obsługujących Niemców - jest czymś, czego w potocznym obiegu się nie przyjmuje jako pewnik. To jest nawiązanie do powszechnie znanych faktów golenia kobietom głów w czasie II wojny światowej i te kobiety, które zadawały się z Niemcami, uznawane były za kolaborantki. Bliskość z wrogiem była często utożsamiana ze zdradą własnego narodu. Czyli mamy sytuację, w której Agnieszkę Pomaskę trzeba "ogolić na łyso" i potraktować jako prostytutkę: to już jest ciężka zniewaga - ocenił sąd.

Sąd przypomniał, że b. radna wyjaśniała, iż w jej wypowiedzi chodziło o "coś zupełnie innego". - Język polski to piękny język, a wypowiedzi w tym języku należy interpretować zgodnie z literalnym brzmieniem, czyli to, co mówimy, jest prostym i jasnym komunikatem (...) Wyjaśnienia oskarżonej to nic innego niż krętactwo - uznał sąd.

- Jeżeli nie dbamy o to, żeby odpowiedniej rzeczy czy zjawisku dać słowo, to tak to wychodzi. A potem nie ma się odwagi, żeby się do tego po prostu przyznać. Można było powiedzieć "pomyliłam się, jest mi przykro, czasami się tak zdarza w sytuacji wzburzenia" - mówił sędzia Noskowicz.

Zwrócił też uwagę, że ochrona dóbr osobistych polityka ma węższy charakter niż kogoś, kto nie jest osobą publiczną. - Czyli mówiąc potocznie, taka osoba publiczna powinna więcej znieść. Ale to mimo wszystko nie daje to upoważnienia do znieważania. Anna Kołakowska umieściła swój wpis kilka godzin po całym zdarzeniu. Miała zatem wystarczająco dużo czasu na zastanowienie się nad jego formą i jego treścią - uznał sąd.

Sąd podkreślił, że wbrew wyjaśnieniom Kołakowskiej, parlamentarzystka PO nie podarła uchwały sejmowej, ale jedynie jej projekt.

- Zawartość tej uchwały tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Czy było w tym projekcie uchwały mniej czy więcej na temat Trybunału Konstytucyjnego; czy chodziło o cudzoziemców; czy Unia Europejska chciała nam narzucić przyjmowanie uchodźców i w związku z tym godziło to w suwerenność Polski. Można tak ogólnie powiedzieć, że pewnie więcej zagrożeń dla suwerenności jest w rodzimych czynnikach, niż można by się tego spodziewać po setkach czy tysiącach kobiet uciekających skądś, otoczonych wianuszkiem dzieci - powiedział sędzia Noskowicz.

Zaznaczył, że "wyrok nie jest porażką sądu i wymiaru sprawiedliwości", "choć mogło się to zakończyć inaczej". - Deklaracje chęci pojednania pojawiały się, natomiast nie zostały zrealizowane. Układ ról w tym procesie był jasny: jeżeli ktoś chciał kogoś przeprosić, to oskarżony przeprasza, a pokrzywdzony wybacza, nie odwrotnie - dodał.

Sędzia nadmienił, że b. radna PiS broniąc użytych we wpisie słów powoływała się na intencje związane z patriotyzmem.

- To jest smutne, że ta definicja patriotyzmu jest taka dokładnie, jak głosi ją ten, kto o tym mówi. A jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to już nie jest patriotą. To przypomina czasy głębokiego średniowiecza, kiedy hołdowano zasadzie "Cuius regio, eius religio" (z łaciny: czyj rząd, tego religia - PAP). W tej sprawie zabrakło Sądowi Apelacyjnemu wzajemnej życzliwości, pojednania się, przeproszenia czy przebaczenia. W związku z tym życzmy sobie, żeby w Nowym Roku tego nam nie zabrakło, żeby prawo zawsze znaczyło prawo, a sprawiedliwość zawsze znaczyła sprawiedliwość - zakończył sędzia.

Na ogłoszeniu wyroku nie było ani Kołakowskiej, ani jej obrońcy.