Narysowałem Jezusa w żłóbeczku, Maryję i Józefa, i jeszcze Trzech Króli, bo ja też chciałbym tam być w tej szopce i cieszyć się razem z nimi. Z pasterzami, z królami, z owcami i kozami, bo one też na pewno tam były. Jestem pewien, że wszyscy razem czuli się ze sobą fajnie. Tak wyobrażam sobie moje wymarzone święta.

A w ogóle chciałbym, żeby w te święta wszystkim ludziom na świecie było tak fajnie i wesoło. Żeby żaden człowiek nie dostał od Mikołaja rózgi. A Święty Mikołaj żeby miał naprawdę wielki worek. Żeby bezdomni dostali mieszkania. Żeby biedni dostali ubrania, a dzieci prezenty i nikt nie był głodny. I żeby w te święta spadł śnieg, dużo śniegu. I jeszcze - żeby zwierzęta przemówiły ludzkim głosem.

I chciałbym życzyć wam wszystkim, żebyście byli dla siebie mili. Nie kłócili się, nie mówili sobie przykrych rzeczy, nie przeklinali i nie bili. Życzę wszystkim Wesołych Świąt!

Kamil Wiśniewski lat 12, z Domu Dziecka nr 9 w Warszawie

W domu dziecka na święta nie brakuje prezentów, brakuje tylko zapachu prawdziwego domu

Jak Boże Narodzenie, to musi być choinka, śnieg, Gwiazda Betlejemska i prezenty - mówią mali wychowankowie z domu dziecka. Rysują bombki, bałwany, domy z kominami, anioły... Na ich obrazkach trudno się doszukać śladu rodziców.

Dom Dziecka nr 9 w Warszawie wygląda jak szkoła. Od drzwi pachnie kartoflanką. To znak, że właśnie skończył się obiad. Zwykle posiłki nie obfitują w rarytasy. Na śniadanie chleb z mortadelą, na obiad jakaś zupa i kartofle z kawałkiem mięsa. Teraz jest trochę lepiej, bo są święta, a w święta ludzie przynoszą słodycze i można się objeść po uszy.

Wigilia ma tutaj zapach baru mlecznego. Na stołach ceraty, wokół odrapane ściany i pełno rozkrzyczanych współtowarzyszy niedoli. Harmider jak na wojnie, zero prywatności. Ale dzieci nie chodzą gołe i bose. Dostają od firm, sponsorów prezenty, o których może pomarzyć niejedno dziecko z normalnego domu. Tylko co warty markowy ciuch czy samochód na baterie, kiedy brakuje tego najważniejszego – miłości. W "dziewiątce" na brak miłości cierpi 40 wychowanków. Wśród nich są Andżelika, Paulina, Ziemowit, Tomek, Patryk, Michał, Damian, Dominik, Maja, Dawid i Kamil - dzieci w wieku od 5 do 12 lat, które zdecydowały się narysować dla nas swoje wymarzone święta.

5-letni brzdąc w ogromnych jak na takiego malucha okularach, z językiem na wierzchu, wykańcza właśnie swój świąteczny rysunek. "A co to takiego?" - pytam nieroztropnie. Na rysunku widnieją obok siebie dwie kulki, jedna zielona, druga niebieska. Moje pytanie dziwi chłopca. "No, jak to co? Nie widzisz?" - pyta. "Przecież to bombki są".

Takich słodkich maluchów jest tu mnóstwo. Mało którego odwiedzi w te święta ktoś z rodziny lub ktoś zabierze do domu bez cerat, bez zapachu kartoflanki. Na takie święta nie mają szansy ci nadpobudliwi, autystyczni, niemowy, cukrzycy, bo przecież chorych dzieci tu nie brakuje, a kto chce sobie psuć Wigilię kaleką. Nie dziwi więc, że na rysunkach dzieci z bidula nie widać ludzi. W końcu dorośli to nic dobrego, dorośli zawodzą.

Tylko 5-letni Ziemowit obok kolorowej, bogato przystrojonej choinki nagle rysuje ludzką postać, schematycznie kreśli ją czarną kredką. "A kogo tu narysowałeś obok choinki?" - pytam malucha. Chłopiec bierze głęboki wdech, zastanawia się, potem wydech i wdech, wydech i wdech, aż w końcu wyznaje. "To tata".

IZABELA MARCZAK: Twój rysunek dziś zdobi okładkę naszej gazety...

KAMIL WIŚNIEWSKI*: Fajnie. Nawet jedna z dziewczyn w szkole, jak się o tym dowiedziała, podeszła do mnie i powiedziała: "Gratuluję ci Kamil". To było miłe.

Przyjemnie jest zwyciężać?

Trochę tak, a trochę nie. Bo jedni są wtedy dla ciebie mili, a inni zazdroszczą i ci dokuczają. A jak zazdroszczą bardzo, to nawet niszczą ci rzeczy, żebyś nie zadzierał nosa.

Tym razem też tak było?

Nie, jeszcze nic złego się nie stało.

Narysowałeś stajenkę ze zmierzającymi do niej Trzema Królami? Dlaczego akurat to?

Myślę, że fajne są święta w stajence. Cztery dni temu brałem udział w jasełkach i bardzo mi się podobało.

Jaką postać grałeś?

Chciałem być królem, ale ciocia powiedziała, że bardziej nadaję się na pasterza, więc zostałem pasterzem. Właściwie to nie wiem, dlaczego bardziej nadaję się na pasterza.

Pamiętasz swoje kwestie?

Najpierw zapowiadałem Boże Narodziny: "Patrzcie, patrzcie dwa anioły z niebieskiej krainy, czy słyszycie o dzieciątku tę naszą nowinę". Później dawałem Jezusowi dary i mówiłem: "A ode mnie masz maleńki śmietankę w garnuszku, bo cię kocha, bo cię wielbi małe me serduszko". A na końcu było najdłuższe: "Kochamy cię Boże Dziecię, chwalimy szczerze dobry Jezu, kiedyś będziesz najlepszym pasterzem. Będziesz swoje pasł owieczki, od zguby ratował. Wszystkim, wszystkim ludziom świata będziesz pasterzował".

Dlaczego na swoim drugim rysunku, który dla nas przygotowałeś, narysowałeś uśmiechniętego anioła?

Po prostu lubię anioły. Po raz pierwszy dowiedziałem się, że istnieją, chyba kiedy byłem w zerówce. Ale wtedy nie miałem właściwie pojęcia, kim naprawdę są.

A kim są?

Anioły są dobre i pomagają ludziom. Chciałbym, kiedyś spotkać anioła. Poprosiłbym go wtedy, żeby mi pomógł w matematyce i w pogodzeniu się z niektórymi kolegami z klasy.

Wierzysz w anioły, w Świętego Mikołaja też?

Już nie.

Dlaczego?

Przestałem wierzyć, jak miałem 10 lat, kiedy sam pomagałem przynosić rodzicom prezenty ze sklepu. Wówczas zrozumiałem, że Mikołaj nie istnieje.

Gdyby jednak istniał i mógłbyś zażyczyć sobie, czego tylko chcesz, co by to było?

Chciałbym dostać markowy strój bramkarza i oryginalną piłkę nożną. Rękawice już mam.

Jakie były twoje najfajniejsze święta w życiu?

To było chyba trzy lata temu. Spędzaliśmy je w domu. Było dużo gości, dużo prezentów, choinka, na stole śledzie, sałatki, pierogi, barszcz czerwony. Było miło.

Gdybyś miał dokończyć zdanie: "Dla mnie najważniejsze w święta jest...", to co wstawiłbyś przed kropką?

Rodzina.

*Kamil Wiśniewski, 12-letni wychowanek Domu Dziecka nr 9 w Warszawie, w którym mieszka od 15 lutego 2007 r., zwycięzca konkursu "Dziennika" na rysunek pt. "Wymarzone święta"