Profesor Marek G. brał w łapę, za co się dało - za przyjęcie do szpitala, za fachowe operowanie i za przyspieszenie zabiegu. Od 100 złotych do 2,5 tys. zł. W sumie wziął ponad 10,5 tys. złotych.

Okulista przyznał się do wszystkiego. Złożył wniosek do sądu o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzania rozprawy. Miałby zostać skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, 36 tys. zł grzywny, przepadek przyjętych korzyści majątkowych oraz zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w służbie zdrowia na okres pięciu lat.

Żona okulisty Renata G. utrzymuje, że jest niewinna. Prokuratura jednak zebrała dowody, na podstawie których oskarżyła ją o łapownictwo. Tyle że na mniejszą skalę niż w przypadku męża. Lekarka miała wziąć 20 zł łapówki w zamian za przyjęcie pacjenta w przychodni i wypisanie recepty. Drugi postawiony jej zarzut dotyczy przyjęcia 200 zł łapówki za pomoc, aby planowany zabieg przeprowadził lekarz o odpowiednich kwalifikacjach.

Marek G. został zatrzymany we wrześniu ubiegłego roku. Policjanci zatrzymali go w jego prywatnym gabinecie w centrum Lublina, bezpośrednio po tym jak wziął od pacjenta 2,5 tys. zł łapówki za przyspieszenie operacji zaćmy. Zabieg miał być wykonany w ciągu trzech tygodni. Na operację zaćmy w lubelskiej klinice trzeba było wówczas czekać ponad pół roku.

Aktem oskarżenia objęto także innego lekarza okulistę, 47-letniego Roberta K., który - według ustaleń prokuratury - przyjął 300 zł za pośrednictwo w przyspieszeniu wykonania zabiegu w lubelskiej klinice okulistycznej.