p

Larry Diamond*

O politycznej otwartości i obywatelskiej mobilizacji

Od 1974 roku demokracja przeszła kilka faz. Na przełomie lat 70. i 80. panował ostrożny trend prodemokratyczny, potem transformacja demokratyczna nabrała impetu i osiągnęła kulminację po upadku komunizmu w Europie Wschodniej. Na początku lat 90. dołączały do tej fali nawet najbiedniejsze kraje postkolonialnej Afryki, w tamtym czasie uważane za najbardziej niegościnny grunt dla demokracji. Globalne perspektywy demokratycznego rozwoju budziły euforię. Podzielałem tę radość. Przez ponad dwie dekady przekonywałem, że cały świat ma szansę stać się demokratyczny. To jednak nie wystarczy, rodzi się bowiem pytanie, czy kraje, które się zdemokratyzują, pozostaną demokratyczne oraz czy zbudowana tam wersja demokracji zadowoli obywateli. W latach 90. uważnie przyglądałem się temu, jak nowe demokracje realnie funkcjonują, i dostrzegłem pewne niepokojące zjawiska, które nie uszły również uwagi wielu innych politologów i obrońców praw człowieka. Wiele spośród nowych demokracji funkcjonowało bardzo kiepsko i miało dosyć nieliberalny charakter, jeśli w ogóle zasługiwały na miano demokracji. Owszem, odbywały się wielopartyjne wybory, które nie zawsze wygrywała ta sama partia, ale dla większości społeczeństwa demokracja była czymś fasadowym, a nawet niewidocznym. Wielu (lub większość) obywateli miało do czynienia raczej z takimi zjawiskami jak: nadużywająca swoich uprawnień policja, lokalne oligarchie, niekompetentna i bezduszna biurokracja państwowa, skorumpowany i niedostępny wymiar sprawiedliwości oraz sprzedajne elity rządzące, które za nic miały praworządność i nie były przez nikogo rozliczane. W rezultacie ludzie - zwłaszcza uboższe warstwy społeczeństwa, które w wielu nowych demokracjach stanowiły większość - byli obywatelami tylko z nazwy. Nie mieli realnej możliwości publicznego zabierania głosu i aktywnej partycypacji w życiu publicznym. Wybory powszechne były rywalizacją między skorumpowanymi, klienckimi partiami, które tylko w deklaracjach służyły interesom zwykłych ludzi. Parlament i samorząd lokalny nie reprezentowały szerszego elektoratu i nie reagowały na jego potrzeby. Istniała konstytucja, lecz nie konstytucjonalizm - czyli przestrzeganie zawartych w ustawie zasadniczej reguł i ograniczeń władzy. Formalnie ustrój miał demokratyczny charakter, ale ludzie wciąż nie byli wolni w sensie politycznym. W rezultacie dominował sceptycyzm i rozczarowanie do demokracji. W nadchodzącym dziesięcioleciu o losie demokracji nie zdecyduje zasięg jej ekspansji na obszary znajdujące się pod władzą dyktatur. Niestety, wiele dyktatorskich reżimów nauczyło się blokować demokratyczne przemiany i współpracować ze sobą w tym przedsięwzięciu. Szanse na to, że do 2015 roku większość autokracji w Azji, na terenach byłego Związku Radzieckiego i na Bliskim Wschodzie stanie się demokracjami (a tym bardziej demokracjami liberalnymi) są niewielkie. Większość z nich to silne państwa ze sprawnym i bezwzględnym aparatem bezpieczeństwa. Mają świadomość, jakie zagrożenia wiążą się z poszerzaniem przestrzeni wolności, rozwojem społeczeństwa obywatelskiego i umocnieniem się opozycji politycznej. Niektóre z tych reżimów mogą upaść z powodu jakiegoś nagłego kryzysu albo walk frakcyjnych w obrębie elity rządzącej, ale zaowocuje to raczej jakimś nowym rodzajem autorytaryzmu niż demokracją. Można natomiast mówić o realnej perspektywie demokratyzacji w tych regionach, gdzie demokracja już teraz jest silnie obecna (Ameryki Łacińska, Azja Południowa i Południowo-Wschodnia oraz niektóre obszary Afryki), w krajach, gdzie można mówić o pewnej otwartości i pluralizmie (Wenezuela, Malezja, Kirgistan), jak również w tych, które są instytucjonalnie słabe, wewnętrznie podzielone i trawione kryzysami (Pakistan, Iran i Zimbabwe). Jeśli najnowsza historia dostarcza jakichś wskazówek, to następna dekada może przynieść trochę niespodzianek. Komunizm na Kubie może upaść, jeśli Fidel Castro wreszcie umrze, lub też, co bardziej prawdopodobne, jeśli Stany Zjednoczone pójdą po rozum do głowy i zniosą embargo. Pewnego otwarcia można oczekiwać również w Singapurze, jeśli ojciec założyciel i polityczny mentor Lee Kuan Yew zejdzie ze sceny. Inteligentniejsza i lepiej skoordynowana pomoc zagraniczna może skłonić zależne od niej państwa afrykańskie do wybrania drogi autentycznej demokracji. Ale niespodzianki mogą również mieć przeciwstawny charakter - musimy liczyć się z tym, że część nowych demokracji upadnie. Generalnie wydaje się mało prawdopodobne, by całkowita liczba państw demokratycznych znacząco wzrosła w ciągu następnej dekady. W kontekście wojny z terrorem oraz pogłębiającego się kryzysu w Iraku i na Bliskim Wschodzie trudno też żywić nadzieję na to, by Stany Zjednoczone i ich demokratyczni sojusznicy wykorzystali swoje cenne wpływy geopolityczne do promowania demokracji w niestabilnych regionach. A bez takiej ofensywy większość krajów z kiepskimi perspektywami dla demokratyzacji pozostanie niedemokratyczna. Po 2015 roku szanse na kolejną ekspansję demokracji będą pochodną przede wszystkim trzech czynników. Pierwszy z nich to rozwój gospodarczy połączony z rozwojem szkolnictwa, zwiększonym dostępem do informacji i organizowaniem się społeczeństwa. Czynnik drugi to stopniowa integracja większości krajów w globalny system gospodarczy, społeczny i polityczny, w którym demokracja będzie dominującą wartością i najbardziej atrakcyjnym rodzajem ustroju politycznego. Spełnienie tych dwóch powiązanych ze sobą warunków oznaczałoby wzrost presji na demokratyzację w Azji (zwłaszcza w Chinach i Wietnamie), Iranie (o ile reżim nie upadnie wcześniej) i niektórych krajach arabskich. Aby demokracja odzyskała atrakcyjność jako uniwersalna wartość, demokracje zachodnie, a przede wszystkim Stany Zjednoczone muszą zachować się racjonalnie i nie ograniczać swobód obywatelskich przy okazji walki z zagrożeniem terrorystycznym. I wreszcie trzeci czynnik, który przesądzi o tym, czy demokracja powróci do okresu rozkwitu z lat 80. i 90.: nowe demokracje powstałe po 1974 roku muszą pokazać, że potrafią rozwiązywać problemy i spełniać oczekiwania społeczne w takich dziedzinach jak: wolność, sprawiedliwość, równość i poprawa warunków życia. Jeśli demokracje nie będą lepiej walczyły z korupcją i przestępczością, nie zapewnią rozwoju gospodarczego oraz sprawiedliwości i swobód obywatelskich, to ludzie prędzej czy później stracą wiarę i zwrócą się ku niedemokratycznym opcjom. Nowe demokracje muszą się umocnić, tak by wszystkie warstwy społeczne nabrały przekonania, że jest to bez porównania najlepszy z możliwych ustrojów, jak również uwierzyły w zasady demokratycznej konstytucji. Innymi słowy, aby demokracje przetrwały, ich przywódcy i obywatele muszą zinternalizować ducha demokracji. Jeśli wiele spośród niestabilnych nowych demokracji nie przetrwa, staniemy przed zupełnie innym wyzwaniem: nie jak krzewić demokrację, lecz jak powstrzymać proces nazwany przez Samuela Huntingtona trzecią falą antydemokratyzacji. Podstawowa zasada każdej kampanii militarnej czy politycznej głosi, że znajdujące się w natarciu wojska czy idee muszą w pewnym momencie ugruntować swoją pozycję na zdobytych terytoriach, zanim wyruszą na podbój nowych.

Dlaczego nowe demokracje źle funkcjonują?

Dlaczego demokracje trzeciej fali często są słabe i niestabilne? Złe rządzenie rodzi rozczarowanie obywateli. W niektórych państwach, np. w Turcji i Brazylii, jakość rządzenia ulega poprawie. W innych - takich jak RPA czy Indonezja - istnieje tradycja silnego państwa, która pomaga im radzić sobie z wyzwaniami transformacji. Ale w większości zagrożonych demokracji jakość rządzenia albo spada, albo utrzymuje się na niskim poziomie. W niektórych korupcja, nadużywanie władzy i nepotyzm są tak głęboko zakorzenione, że trudno sobie wyobrazić, by państwa te przetrwały jako demokracje bez reform. Problem polega na tym, że w opisanych wyżej krajach, jak również w większości państw niedemokratycznych, zła jakość rządzenia nie jest aberracją czy chorobą, którą można wyleczyć. Jak przekonująco pokazują ekonomiści Douglass North, John Wallis i Barry Weingast, jest to stan naturalny, który można porównać do fabrycznego ustawienia maszyny. Przez ostatnie 10 tys. lat dziejów ludzkości naturalną tendencją nie było ograniczanie władzy i podporządkowywanie jej dyscyplinie prawa, instytucji i konkurencji rynkowej, lecz zagarnianie i monopolizacja władzy. Kiedy zamknie się społeczeństwu dostęp do polityki, władza jest wykorzystywana do ograniczania konkurencji gospodarczej, aby zwiększyć dochody niewielkiej elity rządzącej. Taki porządek ograniczonego dostępu czy też system rabunkowy - jak go nazywam - może być stabilny, jeśli rządząca elita przeznacza część dochodów na egzekwowanie i utrzymywanie porządku politycznego, ale system taki nie zapewni trwałego rozwoju gospodarczego. Nie da się go również pogodzić z autentyczną demokracją. Na dłuższą metę stabilna demokracja z wysoką jakością rządzenia musi być zakorzeniona w porządku otwartego dostępu, obejmującego pluralizm, wolną konkurencję i równość warunków w sferze gospodarczej i politycznej. Porządek otwartego dostępu może istnieć tylko w kulturze i strukturze społecznej, którą można nazwać społeczeństwem obywatelskim. We wzorcowym społeczeństwie obywatelskim występuje obfitość kapitału społecznego, czyli zaufania, zasad postępowania i woli współpracy. W społeczeństwie obywatelskim ludzie sobie ufają i zrzeszają się w celu realizacji zbiorowych celów. Mogą się różnić poglądami i przekonaniami, ale szanują się nawzajem i są tolerancyjni wobec odmienności. Obywatele uważają innych za równych sobie i wierzą w równość szans, mając przy tym świadomość, że idealna równość wyników jest nieosiągalna. Stosunki między ludźmi są przede wszystkim poziome: każdy człowiek ma taką samą godność, takie same obowiązki, takie same uprawnienia i równość ta jest zapisana w prawie. Jednostki są prawdziwymi obywatelami, to znaczy interesują się sprawami publicznymi i zależy im na pomyślności całej wspólnoty. W swoim postępowaniu do pewnego stopnia kierują się duchem publicznym. Podobnie jak kapitalizm nie jest to utopia, lecz system zgodny z egoistycznymi elementami ludzkiej natury. Ludzie biorą pod uwagę interesy innych między innymi ze względu na wiarę w to, że większość innych obywateli będzie się zachowywała podobnie. Wiara ta nie wynika wyłącznie z zaufania do kultury obywatelskiej, ale także z istnienia silnych i skutecznych instytucji publicznych, które nagradzają postawy obywatelskie i zachęcają do nich. Kultura zaufania, współpracy, wzajemności, umiaru, tolerancji i kompromisu nie może istnieć na dużą skalę bez wsparcia instytucji politycznych. Ludzie przestrzegają prawa, płacą podatki, nie naruszają norm etycznych, zostają ławnikami czy w inny sposób działają na rzecz dobra wspólnego nie tylko dlatego, że przepaja ich duch obywatelski, ale również dlatego, że inni tak postępują i że za niewywiązywanie się z powinności obywatelskich grozi kara. Może zasmucać, że ludzie mniej by sobie pomagali bez tych instytucji wymuszających, ale jest też jaśniejsza strona medalu: tak jak kultura obywatelska wymaga instytucjonalnego wsparcia, rabunkowa kultura korupcji i maksymalizacji dochodów elity rozkwita pod nieobecność skutecznych instytucji i może ulec zmianie dzięki ich wprowadzeniu. Społeczeństwo rabunkowe jest odwrotnością społeczeństwa obywatelskiego. Nie ma prawdziwej wspólnoty, nie ma wspólnej wizji dobra publicznego i nie ma szacunku dla prawa. Ludzie są cynicznymi oportunistami. Ci, którym uda się zdobyć władzę polityczną, dążą do jej monopolizacji i czerpania z niej profitów. A zatem nawet jeśli odbywają się wielopartyjne wybory, mają one charakter brutalnej gry o sumie zerowej, w której stawką jest wszystko. Ludzie zawierają ze sobą sojusze dla zdobycia władzy i przywilejów, ale nie na równej stopie. Obowiązują stosunki hierarchiczne. Zwykli ludzie nie są autentycznymi obywatelami, lecz klientami wpływowych patronów. Rażące nierówności polityczne i społeczne prowadzą do powstania utrzymywanych za pomocą siły pionowych układów zależności i wyzysku. W społeczeństwie rabunkowym urzędnicy żerują na państwie, a silni na słabych. Zaangażowanie obywatelskie jest śladowe, kompromis należy do rzadkości i "prawie wszyscy czują się bezsilni, wyzyskiwani i nieszczęśliwi". Demokracja nie przetrwa długo w społeczeństwie rabunkowym, ponieważ trwała demokracja wymaga konstytucjonalizmu, kompromisu i szacunku dla prawa. Nie wygeneruje też stabilnego wzrostu gospodarczego, ten bowiem wymaga inwestowania kapitału w produktywną działalność, a w społeczeństwie rabunkowym ludzie nie wzbogacają się dzięki uczciwej pracy i podejmowaniu ryzyka, tylko przez wykorzystywanie przywilejów władzy, okradanie państwa i omijanie prawa. Nic dziwnego, że społeczeństwo rabunkowe z reguły współwystępuje ze słabym państwem.

Jak pokonać państwo rabunkowe

Reklama

Zwycięstwo demokracji i rozwoju gospodarczego wymaga poskromienia nadużyć władzy, otwarcia rynku politycznego i gospodarczego dla wszystkich i spętania naturalnych tendencji rabunkowych władzy bezosobowymi, bezstronnymi regułami i instytucjami. Aby społeczeństwo przeszło ze stanu rabunkowości i zamknięcia do stanu otwartości i demokracji, potrzebnych jest kilka zdecydowanych posunięć. Po pierwsze, należy zbudować horyzontalne relacje oparte na zaufaniu i współpracy, najlepiej w poprzek podziałów etnicznych i regionalnych, aby naruszyć fundamenty elitarnych hierarchii i spersonalizowanych rządów. To z kolei wymaga budowy prężnego społeczeństwa obywatelskiego z liczną partycypacją społeczną, niezależnymi organizacjami, środkami masowego przekazu, instytutami badawczymi i innymi ośrodkami, które będą generowały kapitał społeczny, krzewiły normy obywatelskie, forsowały interes publiczny, podnosiły świadomość obywatelską, burzyły bastiony klientelizmu, patrzyły władzy na ręce i lobbowały za reformą systemu zarządzania państwem. Następnie należy skonstruować skuteczne instytucje, które ograniczą uznaniowość władzy, poddadzą jej decyzje i posunięcia społecznej kontroli i będą ją rozliczały ze zgodności jej działań z konstytucją, prawem i interesem publicznym. Oznacza to tworzenie instytucji pionowego i poziomego rozliczania. Najważniejszą instytucją pionowego rozliczania są prawdziwie demokratyczne wybory, w których obywatele mogą wymienić ludzi władzy źle wywiązujących się ze swoich obowiązków. Inne instytucje pionowej kontroli to publiczne wysłuchania, audyty obywatelskie i ustawa o swobodnym dostępie do informacji. Z kolei kontrola pozioma polega na tym, że niektóre instytucje państwowe mają prawo i obowiązek nadzorować inne instytucje i urzędników. Aby narzędzia poziomego rozliczania były skuteczne, muszą być niezależne od kontrolowanych przez siebie organów. Do narzędzi tych należy wymiar sprawiedliwości, komisje parlamentarne, rzecznicy praw obywatelskich oraz agendy przeznaczone do walki z korupcją. Tam gdzie demokracja kiepsko funkcjonuje, instytucje poziomej kontroli zawsze są słabe i nieefektywne, a społeczeństwo obywatelskie z reguły jest mało prężne i dysponuje skąpymi środkami. Po trzecie, źle działające demokracje potrzebują lepszych, silniejszych i bardziej demokratycznych instytucji, które połączą obywateli nie tylko ze sobą nawzajem, ale również z procesem demokratycznym. Instytucje te to partie polityczne, parlamenty i samorząd lokalny. Oczywiście z definicji muszą one istnieć w każdej demokracji, ale niekiedy tworzą tylko pozorny pluralizm - jak to nazywa Thomas Carothers z Carnegie Endowment - czyli partycypacja polityczna ogranicza się do udziału w wyborach, ponieważ polityka jest zdominowana przez elity, skorumpowana i głucha na potrzeby zwykłych obywateli. Władza i środki znajdują się w rękach dominującej partii (wybranej demokratycznie w RPA i Argentynie, a niedemokratycznie w większości krajów postsowieckich) albo ponadpartyjnej oligarchii. W tej sytuacji reformy muszą obejmować wewnętrzną demokratyzację partii politycznych i wzmocnienie innych instytucji przedstawicielskich. Aby państwo mogło dobrze funkcjonować jako demokracja, musi skutecznie wykonywać takie podstawowe funkcje jak: zapewnienie bezpieczeństwa, stanowienie prawa, pobór podatków, budowa infrastruktury oraz zapewnienie powszechnego dostępu do służby zdrowia i systemu edukacji. Budowa demokracji w kraju, który nie spełnia tych warunków, może być bardzo trudna, o czym boleśnie przekonała się społeczność międzynarodowa, kiedy próbowała postawić z powrotem na nogi upadłe państwa. Nie ma potrzeby powoływać się tutaj na przykład interwencji w Afganistanie i Iraku czy w Bośni i Kosowie, ponieważ tego rodzaju wniosek wynika z porównania transformacji demokratycznych w Ameryce Łacińskiej w latach 70. i w postkomunistycznej Europie na początku lat 90. Jak tłumaczy Francis Fukuyama, silne państwo nie musi oznaczać państwa, które intensywnie ingeruje w sprawy społeczne i gospodarcze. Z punktu widzenia demokracji i rozwoju ideałem jest państwo, które skutecznie i z poparciem społecznym wypełnia w miarę ograniczony zakres funkcji. Wreszcie reformy muszą objąć sferę gospodarczą, przede wszystkim tworząc bardziej otwartą gospodarkę rynkową, w której możliwe jest bogacenie się dzięki uczciwej pracy i inicjatywie w sektorze prywatnym, a państwo odgrywa ograniczoną rolę, raczej nie zajmując się produkcją. Im szerszy zakres własności państwowej i kontroli państwa nad życiem gospodarczym, tym większy zakres korupcji i nadużywania władzy przez rabunkowe elity. Silne gwarancje dla własności prywatnej tworzą przestronniejszy krajobraz instytucjonalny, który ogranicza korupcję władzy. Tam gdzie istnieje rozległa własność państwowa, prywatyzacja może stworzyć kontekst bardziej sprzyjający demokracji. Z drugiej strony sam proces prywatyzacji może być i bywa korupcjogenny. Dlatego też czysty leseferyzm nie jest idealną receptą na dobre zarządzanie państwem i dobre społeczeństwo. Skutecznie funkcjonująca gospodarka rynkowa wymaga niezależnego nadzoru nad instytucjami finansowymi, giełdą i wielkimi przedsiębiorstwami z tych samych powodów, dla których należy kontrolować władzę. Rynki generują szereg nieprawidłowości, które biorą się z nierównego dostępu do informacji i wpływów, toteż niezbędny jest pewien poziom regulacji, odgrodzonej od partyjnych nacisków politycznych. Wszystkie wymienione powyżej warunki muszą zostać w jakimś stopniu spełnione, jeśli demokracja ma dobrze (albo przynajmniej bardzo długo) funkcjonować. We wszystkich źle zarządzanych demokracjach występuje pewien wspólny problem: rozpleniona korupcja, nepotyzm, klientelizm i nadużycia władzy. Zmiana sposobu funkcjonowania państwa wymaga zmiany sposobu funkcjonowania polityki i społeczeństwa, w tym także oczekiwań od ludzi władzy. A to z kolei wymaga stałej kontroli sprawowania urzędu przez polityków.

Mobilizowanie społeczeństwa obywatelskiego

Nawet rozbudowane i dobrze zaprojektowane instytucje kontrolne nie spełnią swojego zadania, jeśli społeczeństwo nie ma woli i środków potrzebnych do obrony instytucji społecznych. Rozliczanie poziome musi być pobudzane i wzmacniane przez pionową presję ze strony społeczeństwa obywatelskiego, jak również z zewnątrz. Prężne społeczeństwo obywatelskie jest niezbędnym warunkiem przetrwania demokracji. Rozmaite organizacje społeczne - korporacje adwokackie, organizacje kobiece, stowarzyszenia studenckie, instytucje religijne, instytuty badawcze, organizacje monitorujące wybory i przestrzeganie praw człowieka - mogą tworzyć koalicje lobbujące za zmianami ustrojowymi, które poprawią jakość rządzenia, a jednocześnie umożliwią skuteczniejszą kontrolę władzy. Transparency International (TI) z filiami w ponad 90 krajach,pokazała, że międzynarodowe społeczeństwo obywatelskie może tworzyć skuteczne koalicje z wewnątrzkrajowymi stowarzyszeniami walczącymi o reformy ustrojowe i nadzorującymi władzę. Nie wszędzie TI działa równie skutecznie, ale w wielu państwach stoi na czele walki społeczeństwa obywatelskiego o możliwość kontrolowania rządzących, a także o reformy prawne i instytucjonalne sprzyjające transparentności i zmniejszające przestrzeń dla korupcji. Transparentność z definicji wymaga swobodnego przepływu informacji. Nie ma transparentności bez wolnej i pluralistycznej prasy. Kluczem do wolności i autonomii prasy jest wypracowanie i przestrzeganie wysokich standardów zawodowych w dziennikarstwie. Aby móc skutecznie demaskować korupcję, prasa musi być wolna od nacisków i posiadać odpowiednie środki, a jednocześnie wykazywać się dojrzałością i nie publikować oskarżeń opartych wyłącznie na pomówieniach. Warto położyć nacisk na tę ostatnią kwestię, ponieważ prasa, która często stawia zarzuty niepoparte mocnymi dowodami, traci wiarygodność. Dziennikarstwo śledcze wymaga kompetencji i środków, które posiada niewiele gazet i czasopism. Ten dział dziennikarstwa powoli wyrasta jednak na odrębną dziedzinę, z podręcznikami, normami, ośrodkami szkoleniowymi i coraz rozleglejszą międzynarodową siecią współpracujących ze sobą organizacji. Rosnąca niechęć obywateli do korupcji generuje znaczny popyt na tego rodzaju teksty. Ostatnią linią pionowej obrony są czujni, politycznie świadomi i dobrze poinformowani obywatele, którym leży na sercu dobro publiczne i którzy są gotowi zgłosić odpowiednim organom przypadki korupcji i nadużyć władzy. Pomocne może być tutaj ustawodawstwo, które chroni demaskującego korupcję obywatela przed represjami. Państwo powinno również umożliwić zgłaszanie takich spraw w warunkach anonimowości, zwłaszcza przez internet. I jeszcze jedna kwestia: jak wymusić na państwie reformy, skoro większości polityków nie zależy na wprowadzaniu mechanizmów, które by ograniczały sposób sprawowania przez nich władzy? Zdarzają się wprawdzie wizjonerzy gotowi rzucić wyzwanie państwu rabunkowemu i oczyścić państwo z korupcji - na przykład Ernesto Zedillo w Meksyku czy Fernando Henrique Cardoso w Brazylii - ale generalnie jedyną metodą na przełamanie status quo jest konsekwentne wywieranie nacisku na państwo przez instytucje społeczeństwa obywatelskiego, w tym także międzynarodowe.

Larry Diamond

p

*Larry Diamond, ur. 1951, amerykański politolog i publicysta, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Stanforda, pracownik Hoover Institution. Był m.in. doradcą Departamentu Stanu i Banku Światowego. Zajmuje się głównie kwestiami demokratyzacji w krajach rozwijających się. Doradzał amerykańskiej administracji w Iraku. Jest autorem m.in. książek "Promoting Democracy in the 1990s" (1995), "Developing Democracy: Toward Consolidation" (1999), "Squandered Victory: The American Occupation and the Bungled Effort to Bring Democracy to Iraq" (2005) oraz ostatnio "The Spirit of Democracy" (2008).