Dziennik Gazeta Prawana logo

Janet wciąż nie mówi o swoich oprawcach

25 kwietnia 2008, 01:26
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
DZIENNIK dotarł do szczegółów zeznań Nigeryjki Janet J.
DZIENNIK dotarł do szczegółów zeznań Nigeryjki Janet J./Inne
DZIENNIK dotarł do szczegółów zeznań Nigeryjki Janet J., która padła ofiarą handlu ludźmi. To, co powiedziała śledczym, wciąż nie daje odpowiedzi na wiele pytań - kobieta nie wskazała osób, które wyrządziły jej krzywdę. Dowiedzieliśmy się natomiast, że podczas swojego pobytu w Polsce nie była w żadnym domu publicznym, jak wcześniej zakładano, i że w pewnym momencie została porzucona przez swoich mafijnych opiekunów.

O przełomowych zeznaniach Nigeryjki pisaliśmy wczoraj. Janet J. po raz pierwszy przyznała w lubelskiej prokuraturze, że została skrzywdzona. Wcześniej w jedynych zeznaniach, jakie złożyła w minione wakacje, utrzymywała, że nie stało się jej nic złego.

Cały czas jednak na wolności pozostają ludzie odpowiedzialni za krzywdę swojej ofiary. Kim są, gdzie ich szukać, ilu ich jest - tego Nigeryjka na razie nie mówi. "Ma wielki problem z umiejscowieniem niektórych faktów w czasie" - mówi DZIENNIKOWI osoba znająca szczegóły śledztwa.

Kilka szczegółów stało się mimo to bardziej jasne. Janet J. potwierdziła, że celem jej podróży były Włochy. Miała tam być przerzucona razem z innymi Nigeryjkami. Wszystko działo się jesienią 2006 r. Problemy zaczęły się, kiedy kobiety razem ze swoimi "opiekunami" znalazły się w Warszawie. Nigeryjka - podobnie jak jej koleżanki - dostała od mafiosów instrukcje, jak ma przedostać się do Niemiec.

Ta pierwsza i jedyna próba jej przerzutu za Zachód nie powiodła się, bo zanim jeszcze spróbowała przekroczyć granicę, została zatrzymana przez Straż Graniczną w okolicach Zgorzelca. Dostała nakaz opuszczenia kraju, nie zastosowała się jednak do niego.

Według naszych rozmówców mniej więcej w tym czasie ludzie z mafii, która handluje żywym towarem, porzucili ją. Przyczyny nie do końca są jasne. "Janet miała wtedy pierwsze załamanie psychiczne. Stała się balastem, bo po co komuś towar, który stwarza problemy?" - mówi jeden z rozmówców DZIENNIKA.

Po incydencie w Zgorzelcu Janet J. znowu znalazła się w Warszawie i na kilka miesięcy, aż do marca 2007 r. ślad po niej zaginął. Wcześniej przypuszczano, że trafiła do domu publicznego, żeby odpracować u bandytów dług. Teraz zeznała w prokuraturze, że w żadnym domu publicznym w Polsce nie była. W tym czasie była wykorzystywana seksualnie, nie zeznała przez kogo.

5 marca kobietę zatrzymała w Warszawie Straż Graniczna. Miała nieważną wizę, więc wystąpiła o status uchodźcy. Czekała na decyzję w areszcie deportacyjnym. Wypuszczono ją i nakazano powrót do Nigerii. Dwa dni po wyjściu na wolność policja znalazła ją półprzytomną, a 26 kwietnia Straż Graniczna zawiozła ją do szpitala. Potem przerażoną i poranioną Nigeryjkę chciano deportować. Wtedy jej sprawę opisał DZIENNIK.

Kto konkretnie ją skrzywdził? To cały czas tajemnica, której Janet nie chce wyjawić. Według jej opiekunów z La Strady choć mafia zostawiła ją w Polsce, na pewno nie zrezygnuje z wyegzekwowania pieniędzy za nielegalny przerzut. To tłumaczy, dlaczego Janet J. wciąż boi się wskazać konkretne osoby odpowiedzialne za jej cierpienia.

DZIENNIK dowiedział się też, że nawet ekspertyza biegłego lekarza, który miał określić, od kiedy Nigeryjka była bita, nie wniosła niczego do sprawy. "Biegły stwierdził, że obrażenia mogły powstać zarówno jeszcze w Nigerii, jak i w Polsce" - mówi Beata Syk-Jankowska z lubelskiej prokuratury okręgowej.

p


Coraz lepiej, powoli odzyskuje zaufanie do ludzi. To przesympatyczna dziewczyna.


Jest cały czas pod opieką La Strady. Z oczywistych powodów nie mogę powiedzieć, gdzie mieszka, zresztą ona sama nie chce, żeby było o niej głośno. Jest objęta programem ochrony ofiar handlu ludźmi. Tak jak innym kobietom, które zostały skrzywdzone w ten sam sposób, pomagamy jej zacząć nowe życie. Nigeryjka jest w grupie, w której są głównie Polki, ale świetnie się z nimi dogaduje, jest lubiana, ma dużo nowych znajomych.


Teraz ukończyła kurs angielskiego, a na dodatek robi duże postępy w polskim. Co tydzień przegląda gazety z ogłoszeniami o pracę. Jeśli zauważy coś interesującego, sama dzwoni. Nie możemy jej w tym wyręczać, bo jeśli będzie w stanie dogadać się z ewentualnym pracodawcą przez telefon, ma większe szanse, że dostanie jakąś pracę. Mogę zdradzić, że już ma za sobą pierwsze dorywcze zajęcia i zarobiła już jakieś pieniądze.


Chciałaby pracować jako sprzątaczka. Zdaje sobie sprawę, że na wiele więcej liczyć nie może. Na początku, kiedy nagłośniliście jej dramat, zgłaszały się do nas różne osoby, które pod wpływem impulsu, deklarowały pomoc w znalezieniu pracy. Jednak teraz, kiedy ta pomoc mogłaby się przydać, niestety nikt nie spełnił obietnic.


Ona nie ma po co tam wracać. Martwi się o swoich bliskich, których zostawiła w Afryce, ale jednocześnie wie, że ma dług wobec bandytów, którzy ją tutaj sprowadzili.


Proszę o inne pytanie.


Jakkolwiek to zabrzmi - na razie Janet jest po prostu skazana na Polskę. Idealnie by było, gdyby mogła dostać obywatelstwo i zmienić nazwisko. To jednak na razie odległe plany.


O niebo lepiej, ale jej konstrukcja psychiczna nadal jest bardzo krucha. Cały czas jest pod opieką naszego psychologa.

*Irena Dawid-Olczyk pracuje w fundacji La Strada. Jest koordynatorką programu dla ofiar handlu ludźmi, którym objęta jest Janet J.

p


Śledczy do tej pory nie potwierdzili tożsamości i prawdziwego wieku Nigeryjki. Wiadomo, że pochodzi z południa Nigerii, z kilkumilionowego plemienia Edo. Sama Janet utrzymuje, że ma 22 lata, ale w rzeczywistości może być nawet o kilka lat młodsza. j.


To również zagadka, w której wyjaśnieniu może pomóc strona nigeryjska. Ustalenie prawdziwej tożsamości kobiet pomoże w dotarciu do nich, a tym samym do organizatorów handlu żywym towarem. Niewykluczone, że kobiety – zgodnie z planem – znalazły się we włoskich domach publicznych.


Ciągle nie wiadomo, kto dokładnie stoi za przerzutem kobiet z Nigerii do Włoch. Śledczy nie wiedzą również kim jest polski rezydent mafii, który załatwił formalności z ich przyjazdem do naszego kraju. Janet miała tzw. wizę sportową, oficjalnie miała dotrzeć do lubelskiego klubu sportowego na testy jako zawodniczka piłki ręcznej. Nigdy tam nie była.


Śledczy cały czas mają problem z dokładnym odtworzeniem wszystkich szczegółów pobytu Nigeryjki w naszym kraju. Sama Janet J. ma kłopot z ustawieniem w chronologicznym porządku wszystkich wydarzeń. To śledczy muszą teraz uporządkować i połączyć wydarzenia w spójną całość.


Janet J. na razie nie podaje nazwisk swoich oprawców.


Nadal nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Biegły lekarz, który badał Janet J., nie wykluczył, że część obrażeń mogła powstać jeszcze przed jej przyjazdem do Polski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj