. ”Okazało się, że możemy mieć problem z pomocą, bo nie mamy gdzie jej schronić” mówi Irena Dawid Olczyk z La Strady. ”Rząd zrozumiał wreszcie, że takie miejsce jest naprawdę potrzebne” - dodaje. . Dzięki temu schronisko nadal będzie działać.
Do tej pory znajdowało się w kamienicy w centrum Warszawy. Teraz przeniesie się do podobnego lokalu, którego adres jest ściśle tajny. Dlaczego? Bo życie mieszkających tam kobiet, które często zeznają przeciw groźnymi przestępcom, jest zagrożone. Boją się też, że znajdą je ci, od których uciekły. ”” - opowiada Irena Dawid Olczyk. W schronisku powoli wracają do życia. Tu mogą przebywać z kobietami, które mają podobne doświadczenia, tu otrzymują pomoc psychologa.
. Tak jak 21-letnia Anna, która z małego miasteczka w Wielkopolsce pojechała do Niemiec pracować jako kelnerka. Posadę załatwił jej znajomy, obiecując spore zarobki. Na miejscu okazało się, że to praca w agencji towarzyskiej. Kiedy próbowała uciekać, była bita i zastraszana, uwolniła ją dopiero niemiecka policja. Po powrocie do Polski trafiła do hostelu. Półtora miesiąca później wróciła do domu.
. I bardzo dobrze, bo noc to właśnie pora, kiedy ofiary szukają pomocy. ”Pamiętam, jak zadzwoniła do nas kobieta, której udało się uciec z rąk ludzi zmuszających ją do prostytucji. Przez 8 lat nie mówiła o tym nikomu, dopiero kiedy w nocy usłyszała program o kobietach w podobnej sytuacji, zadzwoniła do nas. Choć minęło tyle lat, nie mogła się otrząsnąć z przeżyć. Pomogło jej wsparcie psychologa” - opowiada Dawid Olczyk.
Kiedyś też pracownicy La Strady w poniedziałek po weekendzie odsłuchali z sekretarki dramatyczną prośbę o pomoc. Nigdy tej osoby nie odnaleźli. Teraz telefon odbierany jest o każdej porze. To ważne, bo .