Choroba sprawiła, że Kacpra dzieciństwo bezpowrotnie minęło. Choć ma 10 lat, w jego oczach jest świadomość, której każdy rodzic chciałby oszczędzić swojemu dziecku. Po każdej złej informacji nasz synek dzielnie podnosi głowę i staje do dalszej walki, z pokorą. Nie tak powinno być… Kacperek powinien bawić się, biegać po podwórku, mieć cudowne wakacje, a nie walczyć o życie na onkologicznym ringu… - tak na portalu siepomaga.pl pisze Marzena, mama Kacpra.

Reklama

Historia choroby Kacperka zaczęła się dwa lata temu. Miał bóle głowy, do których dołączyły wymioty i podwójne widzenie.

Diagnoza wykazała, że w głowie rośnie guz, a chłopiec ma też ostre wodogłowie.

Helikopter do Warszawy - nasz dzielny synek musiał lecieć sam. My w tym czasie pędziliśmy na złamanie karku samochodem. W Centrum Zdrowia Dziecka Kacperek przeszedł operację zatrzymania wodogłowia i pobrania próbek guza. Po tygodniu przyszły wyniki. Guzem, z którym przyszło walczyć Kacperkowi była germinoma. Usłyszeliśmy, że w tej sytuacji, to jak wygrana w totolotka. Że to najlepsze co mogło nam się przytrafić, bo guz łatwo poddaje się leczeniu i nie wraca. Lekarze uspokajali, że po leczeniu wszystko będzie dobrze i wkrótce zapomnimy o koszmarze - pisze pani Marzena.

Po czterech miesiącach leczenie zostało uznane za zakończone, a Kacperek zaczął wracać do normalności.

Chłopiec przeszedł kolejny kontrolny rezonans 6 czerwca.

Jego wynik nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Choroba wróciła i to w bardzo agresywnej postaci. Lekarze byli w szoku. Mówili, że to nie miało prawa się wydarzyć. A jednak u naszego synka się wydarzyło i to od razu w tak zaawansowany sposób. Usłyszeliśmy, że jest źle… Bardzo źle… Zostaliśmy natychmiast wezwani do szpitala - pisze pani Marzena.

Kacperek wrócił na onkologię i znowu walczył o życie.

Każda kolejna wiadomość była coraz gorsza. Guz dał przerzuty nie tylko w główce, ale i wzdłuż całego kręgosłupa. Lekarze powiedzieli, że to jest ekstremalnie rzadka sytuacja. Przyznali, że dotychczas leczenie pacjentów z przerzutami do kręgosłupa się nie powiodło… - pisze pani Marzena.

Na własną rękę wraz z mężem wysłali wycinek guza do zbadania w niemieckiej klinice specjalizującej się w molekularnych i genetycznych analizach guzów mózgu. Specjaliści z Bonn potwierdzili, że Kacperek walczy z germinomą, ale jednocześnie pokazali, że jego guz należy do wąskiej i bardzo rzadkiej grupy o podwyższonym ryzyku wznowy.

W tym czasie lekarze w Polsce podali Kacprowi chemię.

Cierpi, ale znosi to z pokorą. Chemioterapia niszczy organizm naszego synka… Kacper jest z tym wszystkim pogodzony, ale ja widzę w tym bezsilność i rezygnację. Boję się, że zabraknie mu siły do walki... Nie możemy na to pozwolić! - wyjaśnia pani Marzena.

Po kilku tygodniach gorączkowych poszukiwań i konsultacji pojawiło się światełko w tunelu. Profesor Finlay z Columbus w USA zaproponował nowatorską metodę leczenia. Chemioterapię połączoną z cyklem autoprzeszczepów szpiku. Dokładnie przeanalizował przypadek Kacperka i całą jego dokumentację medyczną. Uznał, że widzi bardzo duże szanse na ocalanie jego życia. Powiedział, że właściwie poprowadzone leczenie sprawi, że jest szansa całkowitego wyleczenia!

Ta szansa na życie kosztuje fortunę. Nie ma sposobu, żebyśmy sami zgromadzili tak ogromne pieniądze, szczególnie w tak ekstremalnie krótkim czasie. Jesteśmy zrozpaczeni... Wiemy, że nasze dziecko może żyć i zrobimy absolutnie wszystko, żeby tak było, dlatego z całej duszy błagamy tylko o wsparcie. Wiemy, że prosimy o cud, ale nie mamy innego wyjścia. Nasze dziecko umiera… - apeluje mama Kacpra.

Na leczenie chłopca potrzeba aż 4 mln złotych. Zbiórka prowadzona jest TU >>>>

Reklama