Inne
Reklama

Prognoza na lata 2008-2035 przygotowana przez demografów z GUS nie pozostawia złudzeń - będzie nas sukcesywnie ubywać. Za 27 lat liczba Polaków zmniejszy się. I to aż o 2,2 mln. "To tak, jakby nagle rozpłynęli się w niebycie wszyscy mieszkańcy Warszawy" - mówi dr Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. "Ale moje obawy budzi głównie jakość tych, którzy zostaną" - dodaje.

Rzeczywiście struktura naszego społeczeństwa bardzo się zmieni. Zniknie ponad dwa miliony dzieci, a przybędzie cztery miliony emerytów. Będziemy bowiem żyli dłużej niż obecnie. Panowie o sześć lat, a panie o trzy lata. Czyżby starzejący się Polacy wcale nie planowali więcej potomstwa? Otóż nie. Problem paradoksalnie nie dotyczy naszych chęci, których mamy pod dostatkiem. W końcu wskaźnik dzietności wzrośnie. To potencjalnych matek zabraknie. W 2035 roku jedynie 38 proc. kobiet będzie w odpowiednim do macierzyństwa wieku (obecnie jest ich prawie połowa). A poza tym panie będą dłużej korzystać z uroków beztroskiego życia bez zobowiązań i - jak wynika z badań - o zakładaniu rodziny pomyślą dopiero po trzydziestce. Dlatego za 28 lat urodzi się o 120 tys. mniej dzieci niż w roku ubiegłym.

Czy to oznacza, że dzieci staną się dobrem deficytowym i hołubionym? "Rzeczywiście, czasem jak czegoś mamy mniej, to bardziej o to dbamy, ale w przypadku relacji rodzic - dziecko, najważniejsza jest świadomość i umiejętność stawiania granic i wierzę, że to nie zostanie zaburzone" - uspokaja Katarzyna Waluchowska, psycholog dziecięcy.

Są jednak i dobre wiadomości na przyszłość. Mniej Polaków zacznie opuszczać swoją ojczyznę za chlebem. "Tutaj będą mieli lepsze perspektywy zawodowe, warunki życia i wzrosną płace. Czego chcieć więcej" - komentuje Jacek Męcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Nasz kraj stanie się też drugim domem dla prawie dwukrotnie większej liczby obcokrajowców niż teraz. Tylko w 2035 roku stały pobyt uzyska aż 30 tys. przybyszów z zagranicy. Zdaniem ekspertów głównie z krajów byłego ZSRR, Azji Południowo-Wschodniej i Afryki. '" Jednorodność naszego narodu zostanie przełamana, staniemy się krajem wielonarodowym i wielokulturowym" - przyznaje Marek Kupiszewski, dyrektor Środkowoeuropejskiego Forum Badań Migracyjnych.

Co ciekawe, cudzoziemcy będą osiedlać się nie tylko w dużych miastach. Za 30 lat nikogo nie zdziwi więc Azjata mieszkający na polskiej wsi, czy czarnoskóry lekarz pracujący w powiatowym szpitalu, a na polskich ulicach rozbrzmiewać będzie rosyjski i ukraiński. "Zamiast mówić o tolerancji zaczniemy ją nareszcie praktykować" - mówi Krzysztof Łęcki.

Reklama

Wieś docenią także Polacy, którzy coraz chętniej zaczną korzystać z jej uroków. "To przejaw naszej społecznej dojrzałości, wolimy przyrodę i ciszę od miasta. Z takim podejściem zaczniemy doganiać Zachód" - tłumaczy DZIENNIKOWI socjolog.

p

"Nie można zmusić ludzi do rodzenia dzieci"

KLARA KLINGER: Według najnowszego raportu GUS za 30 lat Polaków będzie o dwa miliony mniej niż teraz.

KRYSTYNA SLANY*: Nic dziwnego. To efekt kilku czynników. W porównaniu z latami 80. czy nawet 90. w Polsce spada wskaźnik dzietności, czyli rodzimy coraz mniej dzieci. Do tego dochodzi emigracja. Pomimo spadającej liczby wyjazdów, nadal odpływ ludności jest bardzo wysoki. I przede wszystkim wyjeżdżają młodzi ludzie w wieku rozrodczym, a w kraju zostają starsi.

To trochę przerażająca wizja.

Niby dlaczego? Przecież liczba obywateli nie przekłada się na ich jakość. Teraz przeważa po prostu racjonalne podejście do rodziny. Przedtem silna rodzina była wielodzietna. Teraz się to zmieniło i tradycyjna, stabilna rodzina ma jedno, góra dwoje dzieci, ale za to są one o wiele bardziej zadbane. Rodzice stawiają na ich edukację – wysyłają do prywatnych szkół, kształcą dodatkowo. Są one też dużo zdrowsze i dłużej żyją. Dziś dzieci nie są już traktowane jako siła robocza. I jest to zmiana jakościowa.

Za kilkadziesiąt lat będziemy funkcjonowali w starym społeczeństwie, poprawi się jedynie mężczyznom, którzy będą żyli dłużej...

To wspaniała wiadomość. Wskazuje na to, że jakość życia w Polsce się poprawia. A mężczyźni w końcu przestaną być dyskryminowani. Oni zawsze byli bardziej narażeni przez np. hazard, ryzykowny tryb życia, choroby zawodowe – jeżeli żyją dłużej, to znaczy, że warunki życia są coraz lepsze.

Ale kto będzie płacił na nasze emerytury?

Pieniądze na emerytury to nie tylko składki ubezpieczeniowe. Warto położyć nacisk na szukanie nowych zasobów surowców, rozwiązań ekologicznych, rozwój nowych technologii. Bo nie można zmusić ludzi do rodzenia dzieci. To byłoby absurdalne. Ponadto ludzie chcą mieć dzieci, ale determinują ich czynniki zewnętrzne – warunki ekonomiczne w jakich żyją, bezpieczeństwo kraju itd. Jeżeli będzie dobra koniunktura, to zwiększy się wskaźnik dzietności, tak jak to się dzieje w Skandynawii i Francji.

p

*Prof. Krystyna Slany, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmuje się kwestiami demografii