"To może zrujnować nasze wysiłki na rzecz poprawy wizerunku Polski" - mówi DZIENNIKOWI ambasador Wojciech Ludwik Kolańczyk. Precedens już jest. Rumunia od lat skarży się, że romscy żebracy przedstawiający się jako "biedni Rumuni" zniszczyli jej zagraniczną reputację. Czy tak może się stać również w przypadku Polski?
To nie tak. Technika tych zorganizowanych grup musi być po prostu nadzwyczaj skuteczna, skoro Norwegowie ulegają i wierzą w ich historie. Trudno podejrzewać, żeby kupowali te obrazki, bo chcą nimi ozdobić ścianę. Zwłaszcza że Norwegowie nie są narodem szczególnie otwartym, niechętnie nawiązują nowe kontakty, szczególnie z osobami z zagranicy.
Trzeba pamiętać, że dla Norwega wydatek rzędu 150 – 200 koron to niewielka suma. To przecież zamożne społeczeństwo. Być może w ten sposób po prostu zbywają namolnych gości, co
nie znaczy, że ufają ich słowom czy historyjce z kartki. Poza tym skłonność do pomocy słabszym jest tu bardzo silnie zakorzeniona. Dlatego od lat problem żebraków jest w tym kraju bardzo
widoczny. Do tego stopnia, że kilkakrotnie masowo apelowano do mieszkańców Norwegii, o to, by nie dawali pieniędzy żebrzącym ludziom.
Przeciętnemu mieszkańcowi Norwegii Polak niestety nadal kojarzy się z tanim robotnikiem, który pracuje dłużej i wydajniej, bo zależy mu na dobrym zarobku w krótkim czasie. To wszystko
oczywiście powoli się zmienia, ale niestety stereotyp jest taki, że Polacy są narodem, który często daje się nabrać czy wykorzystywać w pracy, bo to właściwie robotnicy z naszego kraju są
ofiarami nadużyć w tej dziedzinie. Niektóre negatywne opinie podsyca też prasa, publikując np. dane o liczbie wypadków samochodowych czy obcokrajowcach osadzonych w więzieniach. W tych
rankingach Polacy zajmują czołowe miejsca.
Od lat pracujemy, żeby ten obraz był lepszy. Z pozytywnym skutkiem, bo Norwegowie są w gruncie rzeczy pozytywnie nastawieni do mieszkańców naszego kraju. To właśnie z Norwegii była
gigantyczna akcja pomocy Polakom w czasie stanu wojennego. Tutaj też pracuje wielu lekarzy z Polski, bardzo cenionych przez Norwegów.
Jeśli to się rozniesie, to może zrujnować nasze wieloletnie działania na rzecz promowania pozytywnego wizerunku Polski. Wiadomo, że złe wiadomości błyskawicznie i na długo zakorzeniają
się w pamięci. I wtedy rzeczywiście zmiana takich poglądów może potrwać latami.
To prawda, dlatego te grupy trzeba namierzać już w Polsce.
*polski ambasador w Norwegii