Jarosław Gowin, Gość Radia ZET, dodaje, że "znając sposób działania tajnych służb, zwłaszcza rosyjskich, należy spodziewać się miksu - być może niektóre informacje będą prawdziwe, inne nieco spreparowane, jeszcze inne całkowicie sfingowane".

Reklama

Wicepremier uważa, że w mailach, które do tej pory ujrzały światło dzienne - przy założeniu, że są one prawdziwe - "nie ma niczego, co kogokolwiek z przedstawicieli rządu stawiałoby w złym świetle". - Są takie treści, które powinny być chronione w sposób szczególny i wszystkie takie materiały, które sobie przekazywaliśmy, były dobrze chronione - zapewnia Gowin.

Dopytywany przez Beatę Lubecką o swoją wymianę wiadomości z Mateuszem Morawieckim, jej gość odpowiedział: - To był mail zawierający moją nieformalną opinię, w związku z tym, przesłałem go na prywatny mail premiera Morawieckiego. To, co zawarłem w mailu do pana premiera Morawieckiego jest w 100 proc. zbieżne z tym, co mówiłem publicznie. Nie zawiera żadnych informacji nt. działań rządu, poufnych, tajnych, ani żadnego elementu dokumentu rządowego – dodał. Zdaniem wicepremiera, "powinniśmy w tej sprawie zachować dystans". - Prowadzone są działania przez ABW. Poczekajmy na ustalenia naszych służb - skomentował.

"Miejsce dla gwiazdy trzeciej"

Jarosław Gowin odpowiadał też na pytanie o powrót Tuska. - O takim scenariuszu spekuluje się w kręgach politycznych już od wielu tygodni, nie mogę tego wykluczyć. Osobne jest pytanie o wpływ Donalda Tuska na polską scenę polityczną. Mnie się wydaję, że w międzyczasie na tym firmamencie opozycji rozbłysły dwie gwiazdy - Szymona Hołowni i Rafała Trzaskowskiego - nie jestem pewien, czy znajduje się tam miejsce jeszcze dla gwiazdy trzeciej - powiedział Gowin.

Dopytywany, czy powrót Donalda Tuska byłby kłopotliwy dla obozu rządzącego, odpowiedział, że "wręcz odwrotnie". - Donald Tusk jest politykiem, który ma duże poparcie wśród części elektoratu opozycyjnego, z drugiej strony jest politykiem, który chyba jak żaden inny mobilizuje elektorat Zjednoczonej Prawicy - zaznaczył.

Borys Budka rezygnuje z kierowania PO, partię prowadzi Donald Tusk - jako pełniący obowiązki przewodniczącego. O takim scenariuszu obaj politycy rozmawiali w Sopocie - pisze piątkowa "Gazeta Wyborcza". Scenariusz ten ujawniła też na swojej stronie internetowej "Polityka".

"Polityka" poinformowała, że decyzja Tuska ma zostać oficjalnie przestawiona czołowymi politykom ugrupowania w środę 23 czerwca, gdy odbędzie się posiedzenie zarządu krajowego PO. Budka miałby za to objąć funkcję szefa klubu parlamentarnego. Według tygodnika, w skonsolidowaniu władzy w partii Donaldowi Tuskowi mają pomagać jego byli ministrowie - Radosław Sikorski i Bartosz Arłukowicz.