Komentując w środę w TOK FM komunikację PKN Orlen odnośnie cen paliw, prezes PFR powiedział, "że PKN znalazł się w trudnej sytuacji w ubiegłym roku, bo z jednej strony już od lata ceny ropy na świecie spadały, co tworzyło przestrzeń do obniżania tych cen. Złoty się również umocnił do dolara, co również powodowało, że te ceny mogły być niższe i one trochę spadły, natomiast te spadki nie były tak głębokie, jak mogłyby być."

Reklama

Obawy Orlenu

Orlen tłumaczy to tym, że obawiał się, że istotnie niższe ceny paliw spowodują odpływ tych paliw zwłaszcza w obszarach przygranicznych z Polski, i może to doprowadzić tak jak na Węgrzech do braku paliw – przekazał Borys. Dodał, że marże Orlenu "nie były tajemnicą, bo spółka co miesiąc publikuje swoje marże rafineryjne."

Prezes PFR ocenił, że rynek paliw w Polsce mierzy się z dwoma problemami. Po pierwsze, Orlen rzeczywiście odchodzi od przerobu ropy z Rosji, tej ropy uralskiej (...), a przechodzi na przerób ropy transportowanej drogą morską. Po prostu ta ropa jest droższa, więc niestety w wyniku wojny i sankcji nałożonych na Rosję musimy się przyzwyczaić, że te ceny po prostu będą trochę wyższe - zaznaczył. Drugi problem polega na tym, że mamy deficyt, który występował jeszcze przed wojną, zwłaszcza jeżeli chodzi o diesla – wskazał Borys. Przyznał, iż "obawy o to, że rzeczywiście może być za mało paliw w stosunku do popytu, mają pewne swoje uzasadnienie".

"Od stycznia ceny nie wzrosły"

Jak zauważył zarazem, to "że od stycznia te ceny nie wzrosły o tyle, ile wynosi teraz powrót do wyższej stawki VAT, spowoduje, że inflacja w pierwszym kwartale na pewno już "nie dotknie" 20 proc.".

Na szczęście ceny ropy na światowych rynkach są stabilne, złoty również jest w ostatnich dwóch miesiącach bardzo stabilny, natomiast (...) w lutym wejdzie kolejny pakiet sankcji – praktycznie nie będzie można importować ropy z Rosji drogą morską. (...) Nie jestem ekspertem rynku paliw, ale widziałem różne prognozy - część mówiących, że jednak ta podaż paliw na świecie jest odpowiednio duża i nie powinniśmy zobaczyć kolejnego szoku cenowego, po takie, że z pewnym niewielkim wzrostem możemy się liczyć – kontynuował Paweł Borys.

Reklama

Odnosząc się do zawartych w KPO zobowiązań dot. efektywnego podnoszenia wieku emerytalnego, Borys zwrócił uwagę, że "pomimo powrotu do niższego wieku emerytalnego, w Polsce rośnie aktywność zawodowa. Od siedmiu lat przekroczyliśmy średnią unijną europejską". Ja zachęcam do jak najdłuższej aktywności zawodowej - dodał. Z jednej strony rzeczywiście nasza demografia jest bardzo zła i w perspektywie najbliższych 25 lat ubędzie na rynku pracy ponad 2 (mln), prawie 3 mln pracowników. Ale z drugiej strony świat technologii tak się rozwija, praca się automatyzuje, że część krajów eksperymentuje z tzw. stałym dochodem, bo liczy się z tym, że ludzie nie będą mieli prac – zauważył prezes PFR.

Prezes PFR: Rząd koncentruje się na czymś innym

Zastrzegł, że jest zwolennikiem tworzenia form zachęcających ludzi do aktywności zawodowej, a w Polsce nie ma akceptacji dla wyższego wieku emerytalnego. Pytany w TOK FM o waloryzację 500+, Borys przekazał, że nie ma informacji, "żeby rząd w tej chwili podejmował w tym zakresie jakiekolwiek decyzje". Najważniejszy jest dla nas w tej chwili powrót na ścieżkę szybkiego wzrostu, bo to będzie wpływało na sytuację finansów publicznych - wyraził opinię.

Wydaje mi się, że rząd koncentruje się na czymś innym, mianowicie na polityce prorodzinnej poprzez rozwój infrastruktury, głównie żłobkowej, przedszkolnej, form ułatwiających powrót kobiety na rynek pracy. I badania, chociażby ze Skandynawii, wskazują, że to ma główny wpływ tak naprawdę na decyzję dotyczącą posiadania dzieci – zwrócił uwagę. W samym KPO głównie na te cele trafiają pieniądze. Czyli poprzez inwestycje w tworzenie przyjaznego otoczenia dla wychowania dzieci – podsumował.