"Poniżej zamieszczam komunikat BBN, który uzupełnia konieczne, jawne informacje dotyczące incydentu pod Bydgoszczą. Wobec aktualnej sytuacji bezpieczeństwa międzynarodowego rozwaga oraz powściągliwość osądów są niezbędne w przedmiotowej sprawie" - napisał na Twitterze szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera.
Szanowni Państwo!
May 12, 2023
Poniżej zamieszczam komunikat BBN, który uzupełnia konieczne, jawne informacje dotyczące incydentu pod Bydgoszczą. Wobec aktualnej sytuacji bezpieczeństwa międzynarodowego rozwaga oraz powściągliwość osądów są niezbędne w przedmiotowej sprawie. pic.twitter.com/TosL9rfTa8
Co stało się pod Bydgoszczą?
27 kwietnia minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro poinformował na Twitterze, że prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie szczątków obiektu powietrznego znalezionego w lesie pod Bydgoszczą. MON przekazało, że w okolicach miejscowości Zamość, ok. 15 km od Bydgoszczy, znaleziono szczątki niezidentyfikowanego obiektu wojskowego. Resort zapewnił, że nie ma zagrożenia dla mieszkańców.
Dzień później gen. Piotrowski w oświadczeniu dla mediów powiedział, że trwają intensywne dochodzenia, sprawdzenia, intensywny dialog między różnego rodzaju instytucjami w celu ustalenia, w jaki sposób sprzęt mógł się tam znaleźć i jakie jest jego pochodzenie. Dowódca operacyjny nawiązał do wydarzeń z połowy grudnia ub.r., gdy Rosjanie przeprowadzili jeden ze zmasowanych ostrzałów rakietowych Ukrainy.
Premier Mateusz Morawiecki wyraził 28 kwietnia przekonanie, że są podstawy, by łączyć znalezione szczątki obiektu z incydentem z grudnia ub. r., gdy nad terytorium Polski przeleciała rakieta. Dodał, że polecił szefowi MON objęcie dochodzenia osobistym nadzorem. Premier pytany 10 maja, kiedy dowiedział się o zdarzeniu odparł, że pod koniec kwietnia.
Błaszczak: Dowódca Operacyjny zaniechał obowiązków
Błaszczak powiedział w czwartek, że podległe dowódcy operacyjnemu Centrum Operacji Powietrznych-Dowództwo Komponentu Powietrznego otrzymało 16 grudnia ub.r. od strony ukraińskiej informację o zbliżającym się w stronę Polski "obiekcie, który może być rakietą". Szef MON mówił, że "nawiązano współpracę ze stroną ukraińską oraz że strona amerykańską; właściwie uruchomiono procedury współpracy sojuszniczej; podwyższono gotowość bojową naszych środków dyżurnych; w powietrze poderwano dyżurne samoloty polskie i amerykańskie. Obiekt był odnotowany przez polskie naziemne stacje radiolokacyjne".
Dodał, że kontrola wykazała, że COP zadziałało prawidłowo i poinformowało w meldunku przełożonego - dowódcę operacyjnego - o niezidentyfikowanym obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej. Błaszczak powiedział, że zgodnie z ustaleniami kontroli w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych Dowódca Operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków nie informując ani jego, ani Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i innych przewidzianych w procedurach służb o obiekcie. Szef MON zaznaczył, że ewentualne decyzje personalne lub dyscyplinarne zostaną podjęte po konsultacji z prezydentem. Błaszczak zaprzeczył, by odmówił zlecenia poszukiwań obiektu.