”To jest rząd Platformy Obywatelskiej, a nasz projekt jest obywatelski. Nie rozumiemy, dlaczego premier Tusk o tym zapomina” - mówi Błażej Spychalski, student czwartego roku prawa na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i zastępca koordynatora akcji Ulga dla Studentów. I dodaje: ””.
Organizatorzy akcji mają prawo czuć się rozgoryczeni. Projekt trafił do Sejmu, gdzie 18 czerwca ma się odbyć jego pierwsze czytanie. Już teraz wiadomo jednak, że nie ma szans na poparcie ze strony koalicji. Powód? Przyjęcie ustawy oznaczałoby bowiem przyznanie większych ulg wszystkim uprawnionym obecnie do 37-proc. zniżki. To spowodowałoby zwiększenie obciążenia dla budżetu o 350 mln zł, a - zdaniem Ministerstwa Finansów - obowiązujący obecnie system zniżek już jest nadmiernie rozbudowany.
. 18 czerwca zjadą się na Wiejską, by przekonać posłów do poparcia ich inicjatywy. Chcą też zorganizować ogólnopolską akcję wysyłania e-maili do posłów i członków rządu i nie wykluczają masowych pikiet pod Sejmem. Ale to nie wszystko: planują zamieścić w internecie listę posłów, którzy głosowali przeciwko większym zniżkom.
”Nie zrezygnujemy z walki. Akcję zbierania podpisów pod obywatelskim projektem zorganizowaliśmy sami, bez niczyjej pomocy. Sami zebraliśmy pieniądze na ogłoszenia w prasie, plakaty i stronę internetową. ” - podkreśla Błażej Spychalski.
Ta determinacja jest w pełni zrozumiała, jeśli zajrzeć do studenckiego portfela. ”Mieszkam na stancji w Toruniu. Do domu w Szczecinie jeżdżę raz w miesiącu pociągiem osobowym, bo jest o 15 zł taniej niż pośpiesznym, chociaż podróż trwa kilka godzin dłużej. Za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogę sobie kupić buty lub jedzenie. Bo choć przywożę z domu zapasy, na cały miesiąc mi nie wystarczą. Przy większej zniżce na kolej byłoby mi lżej żyć” - mówi Małgosia, studentka filozofii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.