-
KRZYSZTOF LIEDEL*: Rzeczywiście wygląda na to, że wpadł przez przypadek. Trzeba jednak pamiętać, że pakistańska policja szukała go od dłuższego czasu. Atta Ullah Khan był zamieszany nie
tylko w zabójstwo Polaka, ale ma też na sumieniu inne akty terroru. Każdy pakistański funkcjonariusz pełniący służbę na checkpoincie miał jego zdjęcie.
Nie mam co do tego większych złudzeń. Takich porwań w Pakistanie jest mnóstwo, więc tamtejsze służby mają się czym zajmować. Nie szukaliby terrorysty tylko dlatego, że zamordował naszego
rodaka.
Nie. Będą sukcesywnie wyłapywani, i to w podobnych okolicznościach. Nie będzie to trudne, bo służby mają ich zdjęcia - twarze dwóch czy trzech innych morderców geologa są widoczne na
filmie z egzekucji. Poza tym wbrew temu, co powszechnie się sądzi, nie są to wieśniacy z gór, którzy czatują na swe ofiary w krzakach, ale członkowie bardzo groźnej i dobrze zorganizowanej
grupy.
Poruszają się po całym kraju, operują nawet w stolicy i czują się bardzo pewnie - jeżdżą komunikacją publiczną i nie unikają punktów kontrolnych. Ale trzeba pamiętać, że to tylko żołnierze, oni wykonywali rozkazy. Nie mam żadnych wątpliwości, że ich przywódcy, ludzie, którzy zaplanowali porwanie naszego rodaka, a potem kazali go zabić, kiedykolwiek zostaną schwytani. Zbyt dobrze się pilnują i nie wypuszczają się poza tereny plemienne. Poza tym mają dobre kontakty w służbach bezpieczeństwa i armii. To ich chroni.
Starania o to powinny się rozpocząć jak najszybciej. Chodzi o pokazanie światu, że Polska wytrwale ściga tych, którzy wyrządzili krzywdę jej obywatelom. Ale Pakistan raczej nie zgodzi się
na wydanie mordercy. Terrorysta ma zbyt dużą wiedzę, przede wszystkim na temat działania swej organizacji, bezcenną dla tamtejszych służb specjalnych. Zostanie osądzony na miejscu.
*Krzysztof Liedel, ekspert od spraw bezpieczeństwa, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas