Dochodziła godz. 7 rano, kiedy rozpędzony w stojącą na poboczu w okolicach gliwickiego węzła Bojków ciężarówkę. Siła uderzenia była tak duża, że tir natychmiast stanął w płomieniach, a część stalowych maszyn, które miał w przyczepie, wtopiła się na jezdnię. Efekt? .
>>>Autostrada zalała się piwem
Takie historie powtarzają się na polskich drogach codziennie. "Tirów mają dość drogowcy, kierowcy aut osobowych i mieszkańcy miejscowości, którzy " - przyznaje Konrad Malec z Instytutu Spraw Obywatelskich, koordynator kampanii proponującej przewożenie całych tirów koleją na duże odległości.
Akcja zakończyła się klęską: koszty inwestycji okazały się za duże - . "Potrzebne są specjalne terminale do przeładunków i wagony do transportu ciężarówek" - mówi , największego kolejowego przewoźnika transportowego.
Pracownicy Instytutu Spraw Obywatelskich od 13 lat zwracają uwagę na to, że ciężarówki przewożące . "Rozwiązaniem byłoby pójście śladami Szwajcarii czy Austrii, gdzie znaczna część całego transportu odbywa się drogą kolejową" - mówi Malec.
Kryzys tylko pogłębia problem. "Teraz prawie . Klienci wymagają od nich, żeby realizowali zlecenia tanio i szybko. Dlatego po drogach jeżdżą przeładowane tiry, a kierowcy są zmuszani do łamania przepisów. A transport kolejowy w Polsce jest jednym z najdroższych w Europie" - mówi Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych "Tor".
>>>Makabryczna sobota na polskich drogach
Do tego najwolniejszych. "Po polskich drogach jedzie się średnio 50-60 km na godzinę, jeśli oczywiście ktoś się trzyma przepisów. Kolej wlecze się średnio 20-30 km na godzinę. A dla nas czas to pieniądz" - mówi właściciel jednej z firm przewozowych z Tarnobrzega. Kolej wymienia na umożliwiające szybszą jazdę, ale przy obecnym tempie .