Blok na warszawskiej Woli. Dwa razy w tygodniu ok. godz. 18 na klatce schodowej przed jednym z mieszkań ustawia się kolejka. Ludzie czekają w niej do prywatnego gabinetu lekarskiego. Stoją w ciszy, nie rozmawiają ze sobą o nękających ich dolegliwościach. Nie wyglądają też na chorych. Do gabinetu wchodzą na chwilę.
Tak opisuje prywatny gabinet pan Rafał, pracownik działu prawnego w dużej firmie. Przyznaje, że sam kupił lewe L4. ”Bałem się redukcji w pracy. Na razie nie mam perspektyw na inną, więc będę chciał przedłużyć ”leczenie”. Przyjdę jeszcze raz. Wydam 70 zł, ale na chorobowym dostaję ponad 4 tys. zł, to dużo więcej niż zasiłek dla bezrobotnych” - wyjaśnia.
. W krakowskiej izbie dowiedzieliśmy się tylko tyle, że wpływają zawiadomienia od pracodawców o lekarzach wystawiających takie zwolnienia. ”Nie wiem, dlaczego lekarze to robią ani jak często. Ale jeżeli nawet pacjent symuluje, mówiąc, że ma bóle, to nie można tego zbagatelizować” - stwierdziła Jolanta Orłowska-Heitzman, naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy.
. ”Polacy nie potrafią działać w grupie, więc nie czujemy się odpowiedzialni za dobro wspólne: państwowe, publiczne, społeczne. Ono jest dla nas niczyje” - wyjaśnia Katarzyna Korpolewska, psycholog społeczny.
a kary stosowane były niezwykle rzadk. W ciągu ostatnich 10 lat w całym kraju uprawnienia do wystawiania zwolnień odebrano zaledwie 94 medykom. ”To proceder wzajemnego oszukiwania, bo pieniądze na świadczenia zdrowotne są ze składek wszystkich ubezpieczonych” - mówi Jacek Dziekan z biura prasowego ZUS. . Dlatego inspektorzy ZUS rozpoczęli jeszcze dokładniejsze kontrole wydanych zwolnień.
Jeżeli udowodnią oszustwo, . ”Dla lekarza rodzinnego, który przez rok nie może wysyłać swoich pacjentów na chorobowe, jest to poważne ograniczenie i dotkliwa kara” - przyznaje Dziekan. ”Musimy wreszcie zacząć stosować kary, żeby zjawisko lewych L4 ograniczyć do rozmiarów błędu statystycznego” - dodaje.