”Na podręczniki wydamy około 200 zł. Kredki, ołówki, farby, mundurek, buty, strój gimnastyczny to ponad 350 zł. Do tego tornister. W sumie rozpoczynającej naukę w jednej z warszawskich szkół.
Jak sam przyznaje, taki wydatek, choć niemały, nie jest dla jego rodziny dotkliwy. ”Mamy jedno dziecko, chcemy, żeby miało jak najlepsze rzeczy” - dodaje.
Ale nie wszyscy są w tak komfortowej sytuacji. ”Ja musiałam kupić książki i przybory szkolne dla dwójki dzieci, zapłaciłam ponad 2 tys. zł. To dla nas wielkie obciążenie” - zauważa pani Kasia, mama pierwszo- i trzecioklasisty.
Podobnie jest w przypadku gimnazjalistów. ”Dla Pawła, który idzie do szkoły sportowej, część podręczników można było kupić taniej, bo były używane, ale Piotr wybrał gimnazjum z klasą informatyczną i musiał mieć wszystkie nowe” - opowiada pan Andrzej z Gdyni, ojciec dwóch bliźniaków. Na podstawowy komplet książek dla dwóch chłopców już wydał 550 zł, a kupić musi jeszcze te do nauki języków obcych wraz z ćwiczeniami.
”Reforma programowa i , którzy muszą za nie zapłacić. Przez tę zmianę praktycznie został zlikwidowany rynek książek używanych” - oburza się Elbanowski. Dlatego w internecie na stronie ”Ratuj maluchy” rodzice rozpoczęli akcję wysyłania do szefowej MEN Katarzyny Hall rachunków za zakupione podręczniki. Przypominają jej też składane publicznie obietnice, że pierwszaki w szkole podstawowej i w gimnazjach dostaną książki za darmo.
” w ramach programu ”Wyprawka szkolna”, a nie wysyłać rachunki do ministerstwa” - odpowiada na te zarzuty Grzegorz Żurawski, rzecznik resortu edukacji. Podkreśla przy tym, że w tym roku na program wsparcia rodziców przy zakupie podręczników przeznaczono 104 mln zł. ”To dwa razy więcej niż przed rokiem. Z pomocy będzie mogło skorzystać około 550 tys. dzieci w wieku szkolnym” - dodaje.
Jego słowa nie przekonują jednak organizatorów akcji sprzeciwu. ”Program ”Wyprawka szkolna” jest tak pomyślany, żeby rząd za dużo nie wydał, dlatego adresowany jest tylko do rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie” - ocenia Elbanowski.
Ci podkreślają, że podręczniki nie mogą być tańsze bez obniżenia poziomu ich wydawania i zawartości.
”W naszej branży jest duża konkurencja. Wiemy też, że rodzice liczą każdy grosz, dlatego ceny nie są zawyżane. Nie oznacza to, że rodzice nie mają racji, ale ” - mówi Paweł Komisarczuk z wydawnictwa pedagogicznego Operon.