Dziennik Gazeta Prawana logo

Górnik: Zginął mój kolega. My uciekliśmy

18 września 2009, 16:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Wycofaliśmy się szybko, było nas około 18" - mówił w radiu TOK FM jeden z ocalałych górników. "Tam jest mój mąż, jesteśmy trzy miesiące po ślubie" - płacze żona poparzonego górnika. W wyniku zapłonu metanu w kopalni "Wujek-Śląsk" w Rudzie Śląskiej zginęło 12 osób, a 15 jest ciężko rannych.

"Nawet dzisiaj z nim do pracy jechałem, rano mnie autem przywiózł. Już raczej z nim nie pojadę z powrotem - mówił w radiu TOK FM załamany górnik. . W pewnym momencie usłyszał huk. "Nic tego nie zapowiedziało, przynajmniej do godziny 10" - mówi górnik.

"Pracowałem powyżej przebudowy. Poniżej poszły dymy i byłem przekonany, że jest strzał i że przeczekamy. Schowaliśmy się do świeżego powietrza, ale dymy narastał, narastały... Telefon do dyspozytora, okazało się, że było zapalenie metanu. Wycofaliśmy się szybko, było nas około 18 górników" - opowiada Jankowski i dodaje, że jego grupę uratowała wiedza, w która stronę iść. "" - tłumaczy. Jego zdaniem możliwe jest, że przyrządy nie wykryły metanu, który mógł się zgromadzić w jakiejś szczelinie.

Tragedia w kopalni "Wujek-Śląsk, Ruch Śląsk" w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach,wydarzyła się ok. godz. 10.15 na poziomie 1050 metrów. Przed bramą zakładu zgromadzili się bliscy pracujących tam górników. "Nieoficjalnie mówią mi, że . Ale nikt nam nic nie mówi, nie ma żadnych informacji" - mówiły reporterowi TOK FM żony górników.

Rodziny górników gromadzą się przed szpitalami, gdzie lekarze walczą o życie poparzonych i rannych. "Tam jest mój mąż. . Dowiedziałam się od mamy męża. Później zadzwonił jego kierownik. Zawsze jest człowiek dobrej myśli. Jesteśmy trzy miesiące po ślubie" - mówi jedna z kobiet czekających pod szpitalem na informacje o stanie zdrowia górników.

"Nie chcą mnie wpuścić do szpitala. Nawet nie wiem czy on w nim jest. Czekamy" - mówi stacji TVN24 narzeczona jednego z rannych górników. Matka innego płacze: ". Zadzwonił tylko żebym przyjechała i nic nie mówił".

Lekarze ze szpitala w Siemianowicach Śląskich nie chcą wpuszczać rodzin górników. Cały czas walczą o ich życie. "Najpierw musimy się nimi zająć. Są w stanie ciężkim. Mają poparzenia ciała od 40 do 90 procent. " - mówi doktor Marek Grabowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj