Dziennik Gazeta Prawana logo

Kupowanie dyplomów w Polsce. Tak uczelnie sprzedają "legalne" dokumenty

27 stycznia 2025, 08:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
pusta aula
Kupowanie dyplomów w Polsce. Tak uczelnie sprzedają "legalne" dokumenty/PAP Archiwum
Witamy w świecie sprzedawanych dyplomów. "Zapłaciłam w sumie 5000 zł. Była to dla mnie ogromna suma, ale było warto. Świadectwo odebrałam osobiście w szkole, sama dyrektorka wręczyła mi dokument" – czytamy w poniedziałkowej „Gazecie Wyborczej".

"Wszyscy znamy ludzi, którzy oszukują i wyłudzają pieniądze poprzez oferowanie różnego rodzaju dyplomów i świadectw. Sama dałam się nabrać. Najpierw wydałam 800 zł na pseudoświadectwo maturalne, gołym okiem było widać, że zostało po prostu wydrukowane w domu. Drugi raz zostałam oszukana na 1500 zł. Niby oferowali legalny wpis, ale on nigdy nie pojawił się" – poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" cytuje znalezione w internecie ogłoszenia z rynku fałszywych dokumentów.

Kupowanie dyplomów w Polsce. Tak uczelnie sprzedają "legalne" dokumenty

Gazeta informuje, że wg ogłoszenia autorka wpisu Domi1990 z pomocą koleżanki znalazła dobre dojście, dzięki czemu była w stanie zorganizować świadectwo szkolne, i że odebrała je osobiście w szkole, sama dyrektorka jej wręczyła dokument.

"Zapłaciłam w sumie 5000 zł. Była to dla mnie ogromna suma, ale było warto, bo w końcu znalazłam osobę, której można zaufać" – cytuje "GW" i dodaje, że w poście jest podany dokładny namiar na osoby świadczące podobnego rodzaju usługi.

"Czy można u państwa zrobić dyplom SGH? (...) I najważniejsze: na ile on będzie podobny do oryginału? 70 proc.? 80 proc.? 90 proc.?" - zapytał podczas prowokacji autor tekstu w "GW". "Jak oryginał i na oko nikt nie rozpozna, ale jak będzie wpis, to wszystko jest w systemie i jest na 100 proc. legalny i prawdziwy" - cytuje otrzymaną odpowiedź dziennik.

Skąd pochodzą wzory takich dokumentów?

Skąd pochodzą wzory takich dokumentów? Jak wskazuje "GW" zgodnie z art. 34 ust. 1 ustawy o dokumentach publicznych, uczelnia (jako emitent dokumentów publicznych) ma obowiązek umieszczenia na swojej stronie obowiązujących wzorów dokumentów publicznych.

Zdaniem "GW", nie można się jednak dziwić pędowi społeczeństwa do dyplomów, skoro "nasza klasa polityczna wykazuje nimi ponadprzeciętne zainteresowanie".

"Ministra ds. równości Katarzyna Kotula prezentowała się na stronach Sejmu jako magistra filolologii angielskiej po renomowanym Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (rzeczywiście studiowała tam, ale magisterki nie zrobiła). Kiedy sprawa wyszła na jaw, stwierdziła, że to błąd, wniosła o jego sprostowanie" – pisze "GW".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj