Dziennik Gazeta Prawana logo

Google ostrzeże Polaków przed grypą

8 października 2009, 18:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Co robi pacjent, gdy dostrzeże pierwsze objawy choroby? Siada przed komputerem i w internetowej wyszukiwarce sprawdza informacje o dręczących go dolegliwościach. Właśnie w oparciu o takie poszukiwania rok temu Google stworzył system ostrzegania przed epidemiami grypy. Dziś ruszył on w Polsce. Zdania polskich lekarzy co do skuteczności tego systemu są jednak mocno podzielone.

Grypa, gorączka, kaszel, ból mięśni - gdy internauci zaczynają masowo sprawdzać w wyszukiwarkach takie hasła, można domyślić się, że przynajmniej część z nich może być chora na grypę. Takie jest właśnie główne założenie Google Flu Trends, czyli narzędzia stworzonego do przewidywania zagrożenia tą chorobą. "System jest jednak bardziej skomplikowany, bo dane o zapytaniach porównujemy z oficjalnymi statystykami o zachorowaniach od 2003 roku. W ten sposób powstał specjalny algorytm, który pozwala przewidzieć z 1-2 tygodniowym wyprzedzeniem atak grypy" - tłumaczy nam Marta Jóźwiak z polskiego oddziału Google. Do tej pory system działał w Stanach Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii. Wczoraj uruchomiono go jednak jeszcze w kolejnych kilkunastu krajach. Oprócz Polski została nim objęta znaczna część Europy i eksperymentalnie Rosja. "Informacje o polskiej statystyce zachorowań uzyskaliśmy z Europejskiego Centrum Prewencji i Kontroli Chorób Zakaźnych oraz z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Podobnie jest w przypadku innych europejskich państw objętych systemem, daje to gwarancję wysokiego poziomu naszych szacunków" - dodaje Jóźwiak.

Od dziś na stronie można zobaczyć jak Google ocenia ryzyko wystąpienia epidemii. W Polsce jest ono właśnie niskie, ale na Ukrainie już umiarkowane, a na Węgrzech wręcz wysokie.

"Największym plusem tego systemu jest możliwość odzwierciedlenia aktywności wirusa grypy w danym rejonie niemal w czasie rzeczywistym" - uważa Jan Bondar z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "System ten stosowany obok tradycyjnych metod kontrolowania grypy może być naprawdę pomocny. Nie oszukujmy się świat się zmienia, a pacjenci coraz częściej pomocy w pierwszej kolejności szukają w internecie" - dodaje Bondar.

Według właśnie opublikowanego badania Health Barometre 2009, z internetu w celu znalezienia jakiejś informacji na temat zdrowia korzysta już ponad połowa Polaków. "I dlatego warto wykorzystać to medium do zdobycia szybkiej informacji o zbliżającej się grypie" - uważa Andrzej Włodarczyk szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. "Jeśli jest dym to może być i ogień. Skoro ludzie zaczynają powszechniej pytać o grypę to bardzo możliwe, że stoi za tym nasilenie się choroby. Z drugiej strony trzeba jednak uważać na całkiem sporą grupę ludzi, którzy choć wcale nie są chorzy, to namiętnie szukają w internecie informacji o chorobach. Oni mogą doprowadzić do znacznego zafałszowania wyników" - dodaje Włodarczyk.

czytaj dalej

Rzeczywiście, jak pokazują przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych przez Microsoft badania, cyberchondria - czyli hipochondria spowodowana informacjami z sieci - staje się poważnym problemem. Blisko co dziesiąty internauta, tak zapędza się w swoich poszukiwaniach, że trafia na coraz to bardziej wyolbrzymione schorzenia. Właśnie dlatego nie wszyscy eksperci ufają systemowi opracowanemu przez Google.

"Mamy naprawdę sprawne zasady diagnozowania i ostrzegania przed epidemiami grypy. Działają one na podstawie najbardziej wiarygodnych informacji czyli wywiadów od lekarzy i pacjentów" - uważa profesor Lidia Brydak szefowa Krajowego Ośrodka ds. Grypy. "Żaden system oparty na enigmatycznych pytaniach zadanych w internecie tego nie zastąpi" - dodaje Brydak.

p

Zdrowie 2.0

Google Health to amerykański serwis gromadzący informacje dotyczące stanu zdrowia pacjentów, wyników badań oraz przebiegu chorób. Działa od marca 2008r. Na początku dane medyczne dotyczące pacjenta były dostępne tylko dla niego samego. W ostatnim czasie Google wprowadziło nową funkcję mającą na celu przekazywanie danych medycznych pacjenta pomiędzy użytkownikami, np. członkami rodziny i przyjaciółmi. Wszystko po to by w razie gdy przytrafi mu się coś złego w obcym miejscu lekarze mieli dostęp do podstawowych danych na temat jego zdrowia.

Na podobnej zasadzie ma działać serwis "Keas", tworzony właśnie przez przez byłego szefa Google Health - Adama Bosworth'a. Osoba zainteresowana skorzystaniem z portalu podaje przy rejestracji podstawowe dane (wiek, płeć, miejsce zamieszkania) i informacje zdrowotne (waga, wyniki badań laboratoryjnych, historia choroby), które przez system zostają przetworzone w zindywidualizowane i dostosowane do podanych danych plany i porady zdrowotne.

W Polsce ciekawą stroną dotyczącą zdrowia jest "Mamsm.pl" o Stwardnieniu Rozsianym. Można z niej nie tylko dowiedzieć się sporo na temat choroby, ale przede wszystkim dzięki specjalnie przygotowanej symulacji poczuć czym jest SM i doświadczyć z czym zmagają się chorzy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj