W wywiadzie anonsowanym przez tygodnik od niedawna kierowany przez Tomasza Lisa Bielan mówił o tym, że Jarosław Kaczyński bał się Kazimierza Marcinkiewicza, dlatego nie zdecydował się na wcześniejsze wybory. Wspominał też Lecha Kaczyńskiego. Były prezydent był cholerykiem, gawędziarzem, mlaskał, nie chciał ćwiczyć czytania z promptera i miał słabość do Donalda Tuska - wynikać miało z wywiadu Adama Bielana, udzielonego tygodnikowi. 

Bielan: Kaczyński przestraszył się Marcinkiewicza>>>>

Sęk w tym, że kilka godzin po zapowiedzi wywiadu w "Newsweeku" Bielan wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że go nie udzielał.

Ponad półtora roku temu, odbyłem wielogodzinną rozmowę z panią Teresą Torańską, która miała wydać książkę o Katastrofie Smoleńskiej. Ponieważ podczas tej rozmowy pani Torańska nie ukrywała negatywnego stosunku do Jarosława oraz ś.p. Lecha Kaczyńskich, wyraźnie zastrzegłem konieczność dokonania autoryzacji moich wypowiedzi przed publikacją książki - pisze Bielan.

Polityk twierdzi, że dziennikarka nie uzgodniła z nim w jakim tytule prasowym ma ukazać się ten materiał. Wybrane z wielogodzinnej rozmowy, zdezaktualizowane, poskładane dowolnie i zupełnie pozbawione kontekstu, zmanipulowane strzępy zdań – oto, co zaproponowano mi jako rzekomy wywiad. Nigdy nie wyraziłem i nie wyrażam zgody, na tego rodzaju publikacje - dodaje Bielan.

Polityk twierdzi, że w ostatnich dniach, próbowałem bezskutecznie skontaktować się tak z Teresą Torańską, jak i z kimkolwiek z redakcji „Newsweek’a”. Złamano elementarne zasady etyki dziennikarskiej i prawo, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak, po zapoznaniu się z całym tekstem publikacji, wystąpić na drogę sądową - zapowiedział Bielan.