Karolina Korwin Piotrowska prowadziła we "Wprost" stałą kolumnę zatytułowaną "Bomba tygodnia", w której opisywała wydarzenia z życia znanych postaci z branży rozrywkowej. Jednak, jak wynika z jej wtorkowego wpisu na Facebooku, jej współpraca z tygodnikiem dobiegła końca. A stroną, która zdecydowała o jej zerwaniu, była dziennikarka.

Wolność to wielka zdobycz ostatnich 25 lat. Wolność słowa, prasy, przekonań, w końcu wolność w życiu prywatnym. Dla mnie wolność jest religią. Wczoraj coś w tej wolności pękło. Rozpętano szaleństwo - zaczęła swój wpis Karolina Korwin Piotrowska. I wyjaśniała, dlaczego lubi media z całą ich różnorodnością i miejscami rozemocjonowaniem. Wyliczyła też grono dziennikarzy, których pracę ceni i cenić będzie. Wśród nich umieściła Kamila Durczoka.

Dziennikarka napisała: (...) mam nadzieję, że jeszcze niejedno niewygodne pytania zada w moim imieniu i pokaże mi swoją wizję świata oraz sprowokuje do myślenia. Interesuje mnie wyłącznie jako świetny dziennikarz; nie sprawdzam, co robi po godzinach. Moja zasada brzmi - dopóki nie zabijesz, nie skrzywdzisz, rób w życiu prywatnym co tylko chcesz. No, chyba, że o tym opowiadasz publicznie. To inna sprawa. Durczok jednak o swoim życiu intymnym nie opowiadał. Do wczoraj. 

Korwin Piotrowska złożyła deklarację, wedle której nie zgodzi się na "wchodzenie do sypialni" w imię walki z mobbingiem czy źle pojętej wolności prasy oraz interesu publicznego. Jak przyznała, nie ma w niej zgody na publikowane donosy, pachnące na milę żenującym szambem ubeckie prowokacje, na publiczne, bezpodstawne niszczenie ludzi.

Nie mam wpływu na ludzkość. Mam jednak władzę nad swoim podwórkiem. I jestem człowiekiem, mogę wyobrazić sobie, co stanie się, jeśli będziemy nadal udawać, że nie stało się nic. A stało się od wczoraj bardzo dużo bardzo złych, haniebnych rzeczy. Jeśli mam nadal nazywać siebie człowiekiem, dziennikarzem, uprawiać ten zawód z podniesioną głową i uczciwie, to poniedziałkowa kolumna mojego autorstwa we „Wprost” była moją ostatnią. Trzeba zatrzymać wreszcie to szaleństwo. Chorą pogoń za sensacją. Ja, na swoim podwórku, mówię „stop”. Kolegom z „Wprost” dziękuję za dobrą współpracę i gratuluję świetnej sprzedaży ostatniego numeru gazety.

Odejście Korwin Piotrowskiej z "Wprost" ma związek z publikacją tygodnika, dotyczącą Kamila Durczoka. Gazeta napisała, że w mieszkaniu, w którym przebywał dziennikarz, znaleziono ślady białego proszku (jak się potem okazało, były to narkotyki - CZYTAJ >>>), a także materiały pornograficzne oraz osobiste rzeczy szefa "Faktów" TVN. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>