Pozostali kandydaci nie zdobyli wymaganego poparcia. Odrzucona została nawet kandydatura Małgorzaty Raczyńskiej, która była nieoficjalnie wymieniana, jako następczyni prezesa TVP, gdy RMN odwołała ze stanowiska Jacka Kurskiego. Z naszych informacji wynika, że za jej dalszym uczestnictwem w konkursie głosowali Krzysztof Czabański oraz Joanna Lichocka, przeciwko był Juliusz Braun, a Elżbieta Kruk i Grzegorz Podżorny wstrzymali się od głosu.

Cała czwórka kandydatów zostanie teraz przesłuchana przez członków rady. Terminu jeszcze nie ustalono. Rozmowy będzie można śledzić online.

Agnieszka Romaszewska-Guzy to dyrektorka Biełsatu, z TVP związana od wielu lat, Krzysztof Skowroński jest założycielem i szefem Radia WNET oraz prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a Bogdan Czajkowski jest reżyserem.

Chętnych na stanowisko prezesa telewizji zgłosiło się aż 23. Ale z powodów formalnych już na wstępie odpadło pięć osób, w tym Piotr Barełkowski, współzałożyciel TV Republika.
Weryfikację przeszedł zaś Grzegorz Braun, choć był wcześniej karany za napaść na policjanta. Tymczasem regulamin konkursu wyraźnie wskazuje, że osoby skazane prawomocnym wyrokiem szefem TVP zostać nie mogą.

Gdy sprawa została nagłośniona przez media jeden z członków rady, Grzegorz Podżorny (z rekomendacji Kukiz’15), złożył wniosek o unieważnienie konkursu. Jak twierdzi, aż 13 kandydatów nie spełniło wymogów formalnych, tymczasem 8 z nich zostało dopuszczonych dalej.

W tym samym czasie do mediów dotarła kolejna informacja od jednego ze świadków, który obserwował Jacka Kurskiego w trakcie składania dokumentów. Z jego relacji wynikało, że obecny prezes spóźnił się ze złożeniem papierów.

W oświadczeniu pisał, że Kurski przyjechał do Wydziału Podawczego wraz z asystentami kilka minut przed godziną 16:00. - Przez ok. pół godziny - wraz ze swoimi współpracownikami - kompletował swoją ofertę, przy czym asystenci dowozili mu brakujące dokumenty - relacjonował. Tymczasem oferty należało złożyć - w zaklejonej kopercie do godz. 16.00.

- Te okoliczności, bez wątpienia potwierdzą nagrania z kamer monitoringu, w Wydziale Podawczym Kancelarii Sejmu, w którym należało składać oferty. Jeżeli na datowniku, potwierdzającym złożenie oferty konkursowej, został wpisany czas złożenia oferty sprzed godz. 16:00, wówczas można stwierdzić, że doszło do popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy - przekonywał nasz rozmówca. Nie zgodził się jednak podać nazwiska do publikacji. Twierdzi, że świadków opisanej sytuacji było więcej. Zaprzeczył też, jakoby zgłosił sprawę prokuraturze.

Szef RMN twierdzi, że o żadnym opóźnieniu mu nie wiadomo. - Wielu kandydatów złożyło dokumenty oświadczenia ostatniego dnia - mówi wymijająco Krzysztof Czabański.

Konkurs musi się zakończyć najpóźniej do 15 października. Nowy zarząd spółki ma być jednoosobowy.