"Tusk chce się zapisać w historii"
Każdy poważny polityk myśli o tym, jak się zapisać w historii. Do tej pory premier Tusk nie dokonał niczego wielkiego. Dopiero następne rządy pozwoliłyby Tuskowi na taką inicjatywę, jaka pozwoliłaby mu zapisać się w historii, w pamięci społecznej - uważa Ireneusz Krzemiński.
- Jeśli nie Tusk, to kto? Oto typ Polaków
- Komorowski prezydentem? Żona mówi "nie"
- Polacy dobrze oceniają decyzję Tuska
- Cimoszewicz nie zamierza kandydować
- Oto, dlaczego premier zostaje premierem
- Prezydent o Tusku: Szanuję, nie komentuję
- Cimoszewicz bije Komorowskiego w I turze
- Raciborski: Roztropna decyzja Tuska
- Jurek: Jestem gotów kandydować
- Tusk: Wygrałbym te wybory
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kamila Wronowska: Donald Tusk nie zamierza walczyć o fotel prezydenta. Jest pan zaskoczony?
Ireneusz Krzemiński*: Nie. Spodziewałem się, że Donald Tusk będzie się starał zrezygnować z kandydowania, chociaż wydawało się jeszcze niedawno, że jest to jego marzenie. Po prostu
doświadczenie władzy, którą ma premier, uświadomiło mu, że ulokowanie się w Pałacu Prezydenckim jest początkiem politycznej emerytury. Prezydent w Polsce, choć jest wybierany w
powszechnych wyborach, ma jednak bardzo ograniczone możliwości. Widać to po Lechu Kaczyńskim. Przecież on szumnie na początku swojej prezydentury zapowiadał, że będzie miał mnóstwo
inicjatyw, że będzie bardzo aktywny. A skończyło się co najwyżej na bardzo aktywnym blokowaniu działań rządowych.
To jedyny powód?
W grę mogła wchodzić także taka kalkulacja: gdyby się udało postawić takiego kandydata, który ma szansę wygrać te wybory, a później Platformie Obywatelskiej wygrać wybory parlamentarne,
to wówczas powstałby układ, który pozwalałby stosunkowo łatwo wprowadzić w Polsce wiele ważnych zmian. To Tuska może bardzo pociągać. Sądzę, że każdy poważny polityk w którymś
momencie myśli o tym, jak się zapisać w historii. Do tej pory premier Tusk nie dokonał niczego wielkiego. Więc trzeba spojrzeć na to perspektywicznie - dopiero następne rządy pozwoliłyby
Tuskowi na taką inicjatywę, jaka pozwoliłaby mu zapisać się w historii, w pamięci społecznej.
Premier swoją decyzję tłumaczył tak, że on po prostu chce dalej realizować plany swojego rządu.
Wydaje mi się to prawdziwe. Do tej pory Platforma nie wykazała się jakimiś szczególnymi osiągnięciami, które mogłyby się zapisać w dziejach kształtowania państwa. A przecież okazało
się, że w pamięci społecznej na trwałe zapisały się reformy rządu Jerzego Buzka, bez względu na to, że przecież nie oceniano go jako premiera najlepiej. Z perspektywy czasu okazuje się,
że zapoczątkowane przez niego reformy były ważnym dziełem. Chodzić więc może o to, by podobnie wpisać się w historię i w dobrą pamięć ludzi. Zwłaszcza że problemów do rozwiązania
jest sporo i byłoby się czym zasłużyć dla przyszłości.
Tusk decyzję o niekandydowaniu podobno podjął już dawno - w kwietniu ubiegłego roku. Dlaczego zatem zwlekał z jej ogłoszeniem?
To jest pytanie do premiera. Moim zdaniem decyzja ta rzeczywiście jest dosyć późna. Zostało mało czasu, żeby tę sympatię, którą ma Tusk, przerzucić na kogoś innego. Ale może się
uda.
czytaj dalej


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!