Tak PZPR wtopiła się w III RP
20 lat temu nastąpiło samorozwiązanie partii komunistycznej. Przez ten czas nie udało się wyjaśnić, co się stało ze znaczną częścią majątku partii. Jeden z jego likwidatorów Marek Biernacki opowiada, jak pieniądze były wyprowadzane i wciąż krążą, a także czy jest szansa na rozliczenie winnych.
- Kwaśniewski miał być premierem w PRL
- "Trybuna" wycofana z kiosków
- Interwencja ZSRR? To "pomocowa" sensacja
- Ludziom Jaruzelskiego obcięto emerytury
- Gierek na prezydenta, bo się dobrze kojarzy
- Filmowcy wracają do masakry Grudnia '70
- Miller: Goebbels zrobił film o Jaruzelskim
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
ANNA MARSZAŁEK: Równo 20 lat temu w Sali Kongresowej padły słowa: "Sztandar wyprowadzić", i XI Zjazd zakończył się samorozwiązaniem PZPR.
Mieczysław Rakowski w ostatnim wystąpieniu żalił się, że nikt partii nie lubi, dlatego jej członkowie "przechodzą do historii". Zostawili władzę
"Solidarności" i poszli robić wielki biznes. Zrobili go?
MAREK BIERNACKI*: Przekazanie władzy odbyło się częściowo spontanicznie. Część aparatu partyjnego i ludzi służb specjalnych precyzyjnie przygotowała się do jej oddania.
Najważniejsze było zabezpieczenie finansowe. Tworzono setki firm, które miały zostać zapleczem gospodarczym dla dawnych ludzi władzy. Największy paradoks polegał na tym, że osoby, które
zgodnie ze swoją wieloletnią ideologią należały do zwolenników własności państwowej i gospodarki sterowanej centralnie, w praktyce zastosowały zasady wolnego rynku i postawiły na
własność prywatną.
Ze sprawozdania likwidatorów majątku PZPR, Arnosta Becka i Jacka Molesty, wynika, że większość spółek zakładanych przez działaczy partyjnych i z kapitałem wyprowadzonym z majątku
partyjnego błyskawicznie upadła. Sukces odniosły tylko niektóre, np. BIG Bank SA i towarzystwo ubezpieczeniowe Polisa. Ale to też do czasu.
Taka też była rola wielu z tych firm. Trafiły do nich pieniądze partyjne, a potem one szybko przekazywały je do kolejnych. Transferowano kapitał i gubiono następców prawnych. To nie
przypadek, że zniknęły nawet dokumenty rejestrowe niektórych z tych spółek. Środki zasiliły prywatne majątki prominentnych postaci dawnego aparatu, co i dało potem podstawy działania
postkomunistów. Ugrupowania postsolidarnościowe nie miały pieniędzy na działalność polityczną. SLD zawsze miał zaś hojnych sponsorów, dysponował zapleczem i kapitałem.
Dlaczego nasze państwo okazało się tak słabe, że nie potrafiło tego procesu powstrzymać ani odzyskać i rozliczyć większości tych operacji?
Likwidatorzy majątku PZPR nie mieli wystarczających instrumentów, by skutecznie odzyskiwać dla państwa majątek PZPR. Zakładano, że nastąpi to w sposób spontaniczny, po wyborach ludzie
związani z systemem komunistycznym odejdą w niepamięć, a majątek partyjny przejmie państwo. Silna była też presja ustaleń Okrągłego Stołu. Konsensus polityczny między obiema stronami
spowodował, że nie zdecydowano się na działania radykalne.
A to procentowało politykom SLD przez całe lata. Oni zawsze mieli w odwodzie grupę sponsorów skłonnych wyłożyć miliony na kolejne kampanie parlamentarne i prezydenckie.
Oczywiście, nawet na samorządowe. Działacze partyjni mieli zabezpieczoną przyszłość czy nawet czas na przeczekanie czterech lat do kolejnych wyborów. Kiedy byli u władzy, dawali zarobić
swoim, a kiedy ją tracili, mieli zapewnione miejsce z wysoką pensją na przeczekanie. W tym systemie funkcjonowali też ludzie ze służb. Zresztą na samym początku, tuż po wygraniu przez nas
pokojowej rewolucji, to nie my, ale właśnie ludzie ze służb i aparatu partyjnego mieli łatwiejszy start. Wyjeżdżali za granicę, nawiązywali kontakty, mogli zakładać modne wówczas spółki
joint venture. Mieli swoje kontakty w kadrze urzędniczej, która przecież w większości resortów się nie zmieniła. To owocowało wiedzą o planowanych rozwiązaniach prawnych i możliwością
przygotowania się z własnym biznesem pod te pomysły. Wystarczy przypomnieć słynne kantory, których sieć Aleksander Gawronik otworzył wzdłuż zachodniej granicy o północy, dokładnie w
momencie wejścia przepisów o wymianie walut. To właśnie dzięki takim operacjom powstawały szybkie fortuny.
czytaj dalej

































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!