Przyczyny osobiste wykosiły kilkoro wiceministrów już na samym początku. Miały swe źródło w przeszłości i niewyjaśniony do dziś związek z zainfekowanymi funkcjonariuszami SB. Był też minister Graś, u którego przyczyną osobistą okazało się złamane serce i zawód miłosny objawiający się tym, jak to niedawno potwierdzili politycy PO, że Tusk przestał go do siebie zapraszać. Poseł, człowiek wrażliwy, nie mógł tego znieść i się poddał oraz podał. Do dymisji.

Problemy zdrowotne dotknęły z kolei wiceministrów - cóż za banał! - zdrowia. Pan Włodarczyk (serce) zapadł jakiś miesiąc temu, a pan Grzegorek (prawdopodobnie portfel) w tym tygodniu. Wraz z nimi zachorzeć ma ponoć co najmniej dwóch posłów koalicyjnego PSL. Nie wiem, czy podając pełne nazwiska obu byłych wiceministrów, nie popełniam wykroczenia, ale człowiek w prasie nie nadąży. Zaczyna pisać, kiedy to jeszcze wredne pomówienia, redaktor wkłada to do gazety, gdy informuje już o tym minister i premier, a państwo czytają, kiedy delikwent nazywa się już tylko W. czy G., a w jego imieniu wypowiada się mec.

Mecenas nie jest na razie potrzebny minister Piterze, którą z kolei dopadł "skrót myślowy”. Pani minister oznajmiła, że nie ujawni ile i na co wydają członkowie rządu, korzystając z kart kredytowych, bo jej - tu cytat - "się odechciało”. Niemrawo tłumaczyła się potem, że to był tylko taki skrót, że przenośnia, bo ona owszem, ujawni, ale nie teraz, nie od razu, że wszystko wymaga "akceptacji, przeglądu i weryfikacji”. Kiedy wybuchł skandalik, okazało się, że czekać nie trzeba, ale żeby się narodowi od tej jawności we łbach nie poprzewracało, ujawnione zostaną tylko kwity na pisowców. Czyli wróci dorsz, restauracja, perfumy.

A ministrowie obecni? Wszak to dobrze ponad pół roku jak rządzą, i choćby nie wiem, jak kombinować, to raporty bankowe dawno przyszły, prawda? Na razie znamy tylko wydatek na krzesła ogrodowe, które zaordynowała w trybie pilnym pani Tusk, a kancelaria jej małżonka usiłowała wkręcić dziennikarzy, że to meble do królewskich Łazienek. A za co rząd płaci kartą? Pani Pitera zapowiadała, że zakupy te będą jawne. Teraz pewnie powie, że się przejęzyczyła.

A przejęzyczenie może być bolesne w skutkach, o czym przekonał się pan, który chcąc zwrócić uwagę żonie, że ma brudną torbę, powiedział jej, że ma brudną, no, buzię. Małżonka gniewa się do dziś. "Ty się nie przejmuj" - pocieszał go kolega. "Ja to się przejęzyczyłem. Chciałem powiedzieć: <Jaka świetna zupa kochanie, dziękuję>, a powiedziałem: <Ty stara krowo, zmarnowałaś mi najlepszych 25 lat życia>.”