Paweł Piskorski, dawne cudowne dziecko PO, zamierza przechwycić podupadłe, ale dysponujące majątkiem Stronnictwo Demokratyczne. To tylko trampolina aby wrócić do wielkiej krajowej polityki. A po co tam wracać? Aby odzyskać dawną pozycję, ale też zemścić się na Donaldzie Tusku, który wypchnął go przed trzema laty z Platformy. Powszechnie wiadomo, że to dla eurodeputowanego Piskorskiego nieomal cel życia. Taki cel działa często na polityka jak najlepszy środek dopingowy na sportowca. Tyle że z dzisiejszej perspektywy przeciw Piskorskiemu działa zarówno logika wielkich partyjnych bloków jak i własny wizerunek.

Raz po raz rozmaici politycy deklarują, że potrzeba czegoś trochę na prawo lub trochę na lewo od PO czy PiS. W teorii każdy politolog przyklaśnie ich rozumowaniu, ale nie wyborcy. Donald Tusk i Jarosław Kaczyński wciąż nieźle obsługują zbiorową wyobraźnię Polaków, którzy nie wdają się w subtelne analizy ich programów. Partia Tuska to dobrze naoliwiona, żywiąca się tyleż emocjami co polityczną rutyną machina. Ciężko będzie ją skruszyć.

Własny wizerunek obciąża Piskorskiego o tyle, że zapisał się w naszej pamięci jako młody pragmatyk, technokrata nastawiony na skuteczne promowanie siebie i swojej grupy. Na tle tego, co widzieliśmy w polityce później, i widzimy dzisiaj, ten jego pragmatyzm nie jawi się już jako coś demonicznego. Oskarżany o nadużycia, powygrywał procesy. Ale nadal ciężko byłoby mu wytłumaczyć, po co chce być w polityce. Tuskowi i Kaczyńskiemu dziś już takich pytań nie zadają. A kiedyś wytłumaczyć potrafili.

Piskorski ma dwie drogi. Może wrócić do pomysłu budowania centrolewicowego bloku z takimi "lepszymi" dawnymi SLD-owcami jak Celiński, Borowski, Cimoszewicz czy Rosati (a może nawet Kwaśniewski). Tyle że taka lewicowa kanapa na razie istnieje tylko jako twór potencjalny, a jej ewentualni liderzy nie kwapią się do ryzyka, Piskorski mógłby też zaczekać na kryzys w Platformie. Jeśli zaczną się w niej niesnaski, gdy przywództwo Tuska zostanie wystawione na szwank, być może wielu ludzi, Piskorski ma tam dobrych znajomych, powita go z otwartymi ramionami. Gdy już dziś marszalek Komorowski sarka na premiera w związku ze sprawą Palikota, widać, że żelbetonowa jedność PO to moźe ulec erozji. Pytanie, jak szybko.

Bo na razie wielkie machiny trzymają się mocno. A Piskorskiemu warto poradzić aby poszukał w polityce, nawet tak bardzo sprowadzonej do medialnego show jak dzisiejsza, jakiegoś tematu, trwalszej wartości. Sam pragmatyzm i chęć odwetu nie wystarczą. Nawet jak się jest tak zdolnym jak on.