Aresztowanie wspólnika biznesowego Jacka K. zamordowanego Krzysztofa Olewnika poświadcza, że są jeszcze ludzie, którzy mogli maczać palce w jego porwaniu i zabójstwie. Czy jest on ostatni wśród nich, nie wiadomo. Czy Jacek K. może być człowiekiem, który doprowadzi do wskazania mocodawców tej zbrodni, także nie wiemy.

Jedno jest pewne, że nadzwyczajna komisja sejmowa, która wkrótce ma rozpocząć badanie tej najbardziej bulwersującej sprawy ostatnich lat, jest konieczna. Nie rozumiem jej przeciwników, którzy twierdzą, że zamieni się ona w tani teatr, w którym dominować będą wzajemne oskarżenia polityczne między przedstawicielami głównych parti. I przypominać będzie raczej magiel niż próbę rzeczowego poznania prawdy w sprawie Olewnika.

Musimy się wreszcie przyzwyczaić, że sejmowe komisje śledcze są czymś naturalnym w każdej rozwiniętej demokracji. Nawet jeśli nie wszystkie one "trzymają" wysoki poziom i dokonują ważnych odkryć. Mimo różnych braków, komisje śledcze są ważnym organem, dzięki któremu szeroka opinia publiczna ma szanse z pierwszej ręki poznać krętactwa najwyższych urzędników w państwie podejmujących decyzje w różnych kluczowych sprawach.

W przypadku komisji "Olewnika" będziemy mogli zobaczyć na własne oczy funkcjonariuszy policji różnego szczebla, prokuratorów, którzy zajmowali się tą sprawą. A pewnie także, ustami parlamentarzystów, przepytać lokalnych polityków, czy i w jaki sposób ingerowali oni w przebieg śledztwa. Naocznie też będziemy mogli sprawdzić wiarygodność galerii osób przesłuchiwanych przez komisję.

Z całą pewnością wyjdą na jaw obyczaje, a być może nawet mechanizmy funkcjonowania policji i prokuratury na ich niskim i średnim szczeblu. Najprawdopodobniej będą one wskazówką, jakie choroby, a być może nawet jakie patologie, toczą polską policję i prokuraturę.

Ciekaw jestem też, jak tłumaczyć się będą przed komisją kolejni wiceministrowie i szefowie spraw wewnętrznych oraz najwyżsi prokuratorzy, u których bezskutecznie latami próbowała znaleźć pomoc rodzina porwanego Krzysztofa Olewnika. To nie będzie więc tandetny teatr, ku uciesze gawiedzi. To będzie próba, miejmy nadzieję, że udana, wejrzenia za kulisy skrywające tajemnice śledztwa, z których tylko część znana jest niektórym prokuratorom.

A niby dlaczego nie mamy poznać ich wszyscy? Po tylu latach piekła, przez jakie przeszli najbliżsi Krzysztofa Olewnika, należy im się, najbardziej z nas wszystkich, obejrzeć i posłuchać głównych i drugoplanowych bohaterów tej sprawy. Pozytywnych i negatywnych.