Dziennik Gazeta Prawana logo

Linia władzy linią uniwersytetu

3 kwietnia 2009, 19:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Organizując spektakularny nalot na uniwersytet z powodu niewygodnej dla władzy, ale nonkonformistycznej pracy magisterskiej, minister Kudrycka daje jasny znak wyczulonemu na takie sygnały środowisku. Siedźcie cicho! - pisze Jan Rokita, komentator DZIENNIKA

Dokładnie rok temu, kiedy premier Tusk z patosem apelował do rektorów o wyrzeczenie się korporacyjnych interesów i – jak mówił – „serdeczny spisek pro publico bono w jednym celu: otwarcia polskich uczelni na światową konkurencję”, pojawiła się nadzieja, że nazwisko Kudryckiej stanie się symbolem pierwszej wielkiej reformy uniwersytetów w wolnej Polsce.

UJ pod tym względem należy do wąskiej grupy szkół starających się trzymać standardy. W ubiegłorocznym rankingu jakości kształcenia kapituła pod przewodem prof. Marka Safjana uznała go za najlepszą uczelnię w Polsce. Musiała też zdawać sobie sprawę, że swoją decyzją podkopuje prestiż jednej z ważniejszych instytucji publicznych. Państwowa Komisja Akredytacyjna, nie będąc dotąd uwikłana w żadną aferę finansową ani polityczną, miała moc wiarogodnej oceny standardów akademickich. Doprawdy ciężką winę wobec państwa polskiego bierze na siebie ktoś, kto wpędza w partyjne zlecenia instytucję odpowiedzialną za jakość szkół wyższych. Jak bardzo PAK-ę wpędzono w matnię, widać było po zakłopotaniu jej przewodniczącego prof. Rockiego. Nie wykonać zadania źle, wykonać – jeszcze gorzej.

Winą Kudryckiej jest w końcu wzmocnienie trendu oportunistycznego na uczelniach. Co tu dużo mówić: dawno minęły czasy, w których wydziały społeczne i humanistyczne polskich uniwersytetów obfitowały w uczonych o nonkonformistycznych charakterach i mocnych przekonaniach. To zresztą jest prawdziwa przyczyna, dla której tak trudno zacząć zapowiadane rok temu przez Tuska i Kudrycką reformy akademickie.

Zagadką jest, po co Pani Profesor dała się ubrać w taką misję. Z reakcji premiera, zaskakująco żarliwie przyjmującego odpowiedzialność za jej decyzję, wolno sądzić, że Ale w każdej wersji zdarzeń jest to jej kompromitacja. Jeśli wykonywała polecenie, wzięła na siebie rolę bezwolnego narzędzia w ręku Tuska. Jeśli nie, to wzorem licznych swoich partyjnych kolegów – sama poszła w bój, gdy tylko Tusk kilkoma słowy wskazał kierunek ataku.

Uniwersytet został zapewne trafiony ledwie odłamkiem pocisku artyleryjskiego wymierzonego w inny cel: IPN. Od jakiegoś czasu Tusk zdaje się sprawować swoje rządy osobiste w sposób bardziej chimeryczny i kapryśny. Zwracać musi choćby uwagę złość, z jaką reaguje na przejawy niesubordynacji wobec własnej woli. Tuskowy cezaryzm nie jest w stanie ani zrozumieć, ani pogodzić się z instytucjami państwowymi autonomicznymi względem jego taktyki politycznej. Wedle diagnozy Tuska każda kontrowersja wokół historii najnowszej jest potencjalnym paliwem dla PiS i kłopotem dla PO. Dlatego gra o historię jest dlań jedną z postaci gry o władzę. A jeśli historycy – zwłaszcza ci z IPN – tego nie rozumieją, tym gorzej dla tych historyków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj