Słaby to kraj, w którym jedyne emocje budzi bój o przeszłość, bo teraźniejszość i przyszłość są poza intelektualnym zasięgiem zarówno rządzących, jak i opozycji, a nawet większości inteligenckich elit. Słaby to kraj, w którym jedni próbują rozszarpać Wałęsę, a inni historyków z
Sikorski miał małe szanse na kierowanie NATO, od kiedy "niet!" powiedzieli Niemcy, a na ostatniej prostej potwierdzili to "niet" Amerykanie. Jednak w ostatni weekend . Nawet jeśli człowiek, którego Kaczyński wybrał na swojego przyjaciela w Unii Europejskiej, Vaclav Klaus, woli Putina od Sikorskiego (Kaczyński nie ma w tej kwestii poglądów Klausa, co najwyżej poglądów Klausa stara się nie dostrzegać), to także Klaus nie miał w obecnej sytuacji wpływu na mianowanie Sikorskiego lub jego utrącenie.
, nawet jeśli pałacowe zwierciadełko jego PR-owców powie mu coś wręcz przeciwnego.
Jeszcze większym błędem był taniec na linie minister Kudryckiej. , kiedy przedstawiła pierwsze projekty reformy szkolnictwa wyższego. Choćby plan zlikwidowania odziedziczonej po PRL, a może nawet po średniowieczu, procedury habilitacyjnej, która sprawia, że polskie uniwersytety bardziej są dziś podobne do leśnych garnizonów wojskowych niż do nowoczesnych zachodnich uczelni. Panuje w nich "fala". Przez pół zawodowego życia młodzi naukowcy noszą za profesorami teczki, żeby przez drugą połowę życia - już jako uczeni habilitowani - sami odgrywać się na asystentach traktowanych jak "koty".
Kiedy Kudrycka zaproponowała likwidację tej farsy, która zabiera polskim uczonym najlepsze twórcze lata ich młodości, profesura - i ta lewicowa, i ta prawicowa, i ta pro-, i ta antylustracyjna - powiedziała solidarnie "nie!". Bo oni już swoją falę odsłużyli, a teraz rząd chciał im zabrać rozkosze panowania nad "kotami", a także zagrozić wygodnym profesorskim dożywociom, wprowadzając jakieś mroczne kontrakty na czas ograniczony. Zatem premier i pani minister z projektu reformy się wycofali, pozostał jakiś jej ogryzek, który - być może - będzie kiedyś wprowadzony. Teraz .
. Bo PiS czy SLD wad mają - na razie - trochę więcej. Będziemy Tuska kochać jako słabego władcę w słabym kraju. Kraju, który - na całe szczęście - wczołgał się do Europy i nie powinien być z niej wypędzony. Ale własnego potencjału nie ma.