Dziennik Gazeta Prawana logo

Tak się bawi UNICEF!

15 czerwca 2009, 12:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dziś w sennym Gisenyi wielkie poruszenie. Przez miasto przejechała właśnie kolumnada pięknych terenówek. Nie jakichś tam steranych jeepów, ale błyszczących nowością luksusowych pojazdów. To na kwartalne spotkanie w najlepszym hotelu Rwandy zajechał UNICEF - pisze Robert Mazurek

Dziś w sennym Gisenyi wielkie poruszenie. Przez miasto przejechała właśnie kolumnada pięknych terenówek. Nie jakichś tam steranych jeepów, ale błyszczących nowością luksusowych pojazdów. Zdawało się nawet, że ich spaliny pachniały francuskimi perfumami. To na kwartalne spotkanie w najlepszym hotelu Rwandy zajechał UNICEF.

Po krytykującym nonsensy pomocy dla Karamojo w Ugandzie felietonie o „Kondomach bez granic” spadły na mnie w mejlach gromy. Że podważam sens pomocy Afryce i bije ze mnie niechęć do tubylców. Hm, dotychczas czytałem o sobie, że jestem „skrajnie promurzyński”, ale niech tam, nemo iudex in causa sua. Ale co do pomocy Afryce, to sobie wypraszam. Od dawna, na użytek prywatny i publiczny, wyznaję zasadę, że mamy moralny obowiązek pomocy tym, którym powodzi się gorzej od nas. Obowiązek moralny, bo odrzucam szantaż, że jeśli im nie pomożemy na miejscu, to przyjdą spalić nasze domy – z bandziorami, nawet potencjalnymi, trzeba walczyć, a nie im ulegać.

Trzeba było półgodzinnego dziennikarskiego śledztwa felietonisty z Polski, by odkryć, że ktoś tu robi ciężki szmal na pomocy charytatywnej? Wolne żarty, wszyscy o tym wiedzą. Ale skoro tak, to gdzie są te unicefy, oenzety, organizacje charytatywne, czemu nie biją na alarm, nie alarmują światowej opinii publicznej? Tak bardzo są zajęci bankietami na plażach jeziora Kivu?

Coca-cola kosztuje 600 szylingów, bilet do najbliższego miasteczka – dwa tysiące, a obiad w czymś, co trudno nazwać barem – trzy tysiące. To takim kobietom pomagają, nigdy nie pytając o wyznanie, cztery zakonnice z Rushooki. Brazylijki prowadzą najczystszą w kraju przychodnię, Niemka pracuje z wdowami po ofiarach AIDS, a Polka szefuje Centrum Kobiet. Dziewczyny z plantacji uczą się tam szyć, piec, haftować. No pięknie, pomyślałem ze złością, zakonnica uczy je, jak być lepszymi żonami dla pijanych trutniów. Akurat tego najbardziej potrzeba Afryce.

Byłem głupi. W istocie siostra Angelika, uparta Ślązaczka, pomaga tym kobietom zakładać small business! Po dwóch latach szkoły dostają one wyprawkę, maszynę do szycia i zostają krawcowymi, cukiernikami, hafciarkami. I zarabiają znacznie więcej niż na plantacji. Siostra Angelika (s.angelikacbm@gmail.com) nie ma grosza, by rozszerzyć działalność. Nie dla niej granty, terenówki, programy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj