Tak stało się w odniesieniu do uzgodnionych w Walii sił szybkiego reagowania. Andrzej Walentek odniósł się też do wypowiedzi szefowej niemieckiego resortu obrony o braku możliwości wypełniania zobowiązań sojuszniczych. Według eksperta, potwierdzają one tylko to, o czym od lat mówiono po cichu, w wojskowych gabinetach. Walentek powiedział, że ponad połowa samolotów bojowych niemieckiego lotnictwa jest niesprawna, co jest efektem wieloletnich zaniedbań. Zwrócił uwagę, że chodzi o najbogatszy kraj europejski i posiadający jedną z większych armii w NATO.

Otwarta krytyka NATO przez wojskowych może być początkiem zmian w Pakcie Północnoatlantyckim - uważa natomiast redaktor naczelny magazynu "Nowa Technika Wojskowa" Andrzej Kiński. Dodał, że rozpoczęte mogą zostać wspólne działania członków Sojuszu, wynikające z zagrożeń podobnych do tych z zimnej wojny. Poza tym opinie cytowane przez niemiecką prasę mogą uzmysłowić politykom, że obronność trzeba traktować poważniej. Ekspert częściowo broni też ustaleń, jakie zapadły w sprawie sił szybkiego reagowania.

Przypomniał, że była to na razie deklaracja polityczna, którą wojskowi mają wdrożyć. Andrzej Kiński uważa też, że nawet obecnie Sojusz jest w stanie w miarę szybko zareagować na nagłe zagrożenie. To dzięki wojskom specjalnym, lotnictwu i marynarce wojennej. Andrzej Kiński ma nadzieję, że krytyczne głosy ze środowiska samych wojskowych wpłyną na polityków, którzy decydują o wydawaniu pieniędzy podatnika na nowe uzbrojenie. Ekspert przypomniał też, że od lat mówi się o wspólnych przedsięwzięciach w ramach Sojuszu, ale do tej pory były to tylko puste deklaracje. Przyszedł czas na realne kroki - podkreślił.

Informacja, że niemiecka armia w ramach NATO nie jest w stanie zabezpieczyć krajów Europy Wschodniej, jest ważnym sygnałem dla Władimira Putina - twierdzi z kolei Tomasz Pisula z Fundacji Wolność i Demokracja. Jak przewidywał w Polskim Radiu 24, może to oznaczać, że NATO nie będzie kruszyć kopii za któryś z małych krajów na wschodzie Europy. Ekspert przypomniał opinie amerykańskich specjalistów, którzy zwracali uwagę, że porzucenie przez duże kraje NATO któregokolwiek z krajów Europy Wschodniej i pozostawienie ich Putinowi przez duże kraje, będzie oznaczało koniec NATO. To z kolei - zdaniem Tomasza Pisuli - jest długofalowym celem polityki Kremla.

Ekspert zaznaczył, że nie chodzi o możliwości bojowe armii Niemiec, która liczy ponad 200 tysięcy żołnierzy, czy Wielkiej Brytanii, mającej dobrze przygotowaną armię, ale o brak chęci zaangażowania się w ewentualny konflikt z Rosją. Ekspert ocenił, że NATO zdaje się być kolosem na glinianych nogach, a Stany Zjednoczone ograniczają liczebność swoich żołnierzy w Europie i Afryce Północnej mimo sytuacji na wschodzie Ukrainy - z niecałych 60 tysięcy o 10 w ciągu najbliższych lat. To z kolei - zdaniem eksperta - może mieć poważne skutki dla Polski. Jest bowiem tak, że tam, skąd wycofują się Amerykanie, pojawia się lokalny hegemon. W naszym wypadku są to Rosja i Niemcy, którzy są się w stanie dogadać między sobą, ponad głowami państw naszego regionu - uważa Tomasz Pisula.

W walijskim Newport członkowie państw NATO zobowiązali się wdrożyć "Plan Działań na rzecz Gotowości". Dokument to odpowiedź Paktu na kryzys na Ukrainie. Jednym z efektów tego planu ma być utworzenie sił szybkiego reagowania. Mają one być gotowe do użycia w ciągu dwóch dni. Zdaniem amerykańskiego generała Martina Dempseya - którego wypowiedź przytoczył "Der Spiegel" - jest to zadanie niemożliwe.

Oznaczałoby to jego zdaniem, że żołnierze praktycznie śpią w mundurach. Z kolei w "Bildzie" ukazała się wypowiedź niemieckiej minister obrony, która przyznała, że ze względu na słabą kondycję armii - szczególnie sił powietrznych - Niemcy nie będą mogły wypełnić części zobowiązań wobec NATO. Chodzi o deklarację, w myśl której Niemcy - w sytuacji kryzysowej - dostarczają Sojuszowi, w ciągu 180 dni sprzęt lotniczy.