"Służby specjalne" przyciągną przed ekrany zapewne niemałą rzeszę widzów, którzy wyjdą z kina z przeświadczeniem, że WSI były… elitarną organizacją, ludzie w niej służący - wielkimi patriotami, a jej likwidatorzy - idiotami, którzy skazali na śmierć znakomitych fachowców - czytamy na stronie fronda.pl.

Dlatego portal poprosił o komentarz Antoniego Macierewicza. Likwidator WSI, a obecnie wiceprezes PiS nie zostawia suchej nitki na reżyserze i jego filmie.

Albo chciał wprowadzić w błąd, albo został wprowadzony w błąd, albo - co najprawdopodobniejsze - jedno i drugie - mówi Macierewicz. Jego zdaniem autor po prostu nie ma pojęcia, o czym zrobił film.

Macierewicz twierdzi, że Patryka Vegę dyskwalifikuje to, że rozmawia na ten temat przez dwa lata ze wszystkimi, tylko nie z tymi, którzy są w tym filmie pokazani negatywnie.

Ze wszystkimi innymi reżyser zrobił bardzo dokładną rozmowę, powołuje się na nich, wskazuje różnorodne wartości i problemy, tylko nie porozmawiał z nikim z komisji weryfikacyjnej i likwidacyjnej. To dyskwalifikuje wiarygodność tego filmu. Sam autor wielokrotnie wskazuje na to, jak bezwartościowy jest taki sposób działania. Zgadzam się z nim - taki sposób działania jest bardzo charakterystyczny dla różnorodnych materiałów dezinformacyjnych. Bardzo często służby specjalne posługują się tego typu propagandą dezinformacyjną. Oczywiście, nie ma to nic wspólnego z solidnym, uczciwym filmem akcji, który jakiś element prawdopodobieństwa musi zawierać. Film Patryka Vegi w tym zakresie nie zawiera żadnego prawdopodobieństwa - ocenił Antoni Macierewicz.

CZYTAJ TAKŻE: "Służby specjalne" to nie nowy "Pitbull", a kolejne "Ciacho">>>