"Jak ja nie znoszę wywiadów"

Z panią Marią Czubaszek spotkałam się w listopadzie 2014 roku. Nasza rozmowa miała dotyczyć jej najnowszej książki "Blog niecodzienny". Na powitanie usłyszałam od autorki, że wywiady to najgorsza rzecz na świecie i godzi się na nie tylko dlatego, że musi. Po takim wstępie spodziewałam się sztywnej i mało sympatycznej atmosfery. Okazało się jednak, że pani Maria po prostu potrzebuje chwili na przełamanie dystansu. Zabawnymi anegdotami sypała jak z rękawa, otwarcie mówiła o swoich, często dość kontrowersyjnych poglądach. Rozmawiałyśmy przez dwie godziny, kiedy wyłączyłam dyktafon, usłyszałam, że jeśli za sekundę nie wyjdziemy na zewnątrz na papierosa, to pani Maria się udusi. Choć sama nie palę, z chęcią potowarzyszyłam jej podczas wyczekanego "dymka". Zdecydowanie rozluźniona zapytała, czy jestem z Warszawy. Kiedy usłyszała, że moje miasto rodzinne to Łódź, powiedziała kilka pochlebnych słów, a później z podejrzliwą miną dociekała, czy nie jestem przypadkiem jednym z tych "słoików", które siedzą w stolicy, jednocześnie nieustannie ją krytykując. Pani Maria kochała bowiem Warszawę. Kiedy przyznałam, że mieszkam tu, bo lubię to miasto, zasłużyłam na uśmiech i serdeczny uścisk dłoni. To niestety było moje jedyne spotkanie z autorką. Miałam nadzieję, że porozmawiamy przy okazji jej kolejnej książki, niestety nie zdążyłyśmy.

"Wszystkie kobiety są piękne, tylko po niektórych tego nie widać"

Maria Czubaszek była kochana przede wszystkim za swoje poczucie humoru i rzadko spotykany dystans. Uwielbiała żartować z samej siebie, co łączyło ją z jej wielką, platoniczną miłością, czyli Woody Allenem. Często cytowała neurotycznego reżysera i powtarzała, że właściwie we wszystkim się z nim zgadza. Lubiła podkreślać, że ma "nienachalną urodę". Goszcząc w programie Kuby Wojewódzkiego zgodziła się dostarczyć gościom wodę twierdząc, że "Wodzianki zawsze były piękne, to teraz może być stara".

Prowadziła potwornie niezdrowy tryb życia. Nie rozstawała się z papierosem, bo jak twierdziła, palenie zawsze sprawiało jej więcej przyjemności, niż seks. Nie lubiła jeść, a głównym składnikiem jej diety były zaś parówki:

Ostatnio byłam w „Pytanie u na śniadanie”, wchodzę do studia o 7.40 a tam już śmierdzi smażona ryba. I jeszcze na koniec nagrania podbiega pani z kamerką i pyta, co ja jadam na śniadanie. Wiec jej mówię że nic, bo mi jedzenie na czczo szkodzi i jem tylko o 2 w nocy paróweczki. Dlatego lubię „Szkło kontaktowe”, bo tam nikt nie pichci. - powiedziała w trakcie naszej rozmowy.

Lekko i z dystansem mówiła także o sprawa poważnych takich, jak śmierć i przemijanie:

Chciałabym trochę ładniej wyglądać przed spaleniem. Bo ja chcę być spalona. Na złość tym wszystkim, którzy zabraniają palić, puszczę dymek jeszcze po śmierci.

Uważała, że żartować można ze wszystkiego, dopóki robi się to z klasą. Przeszkadzało jej polskie nadęcie i brak dystansu. Naszą rozmowę zakończyła takimi słowami:

To jest mój apel starej kobiety: mniej powagi, więcej dystansu i autoironii. Jak Szymborska powiedziała, jesteśmy tu tylko na chwilę i wiadomo jak to się skończy, człowiek rodzi się na chwilę, a umiera na zawsze, więc trzeba mieć więcej dystansu do siebie, pośmiejmy się czasem z siebie. Ja się często z siebie śmieję, zresztą razem z Karolakiem tak mamy. On czasem mi mówi, ale ty jesteś śmieszna. Taka śmieszna staruszka.

Uwielbiana za swój dowcip, potrafiła jednak być poważna. W swojej ostatniej książce "Dzień dobry, jestem z kobry" napisała:

Mnie przestało to życie bawić już dawno. Właściwie już mnie nic nie interesuje. Nie przypuszczam, żeby coś fajnego mogło mnie jeszcze spotkać. Ja się tak nie trzymam kurczowo życia, uważam, że w pewnym momencie warto już powiedzieć "koniec". Życie musi trochę bawić, a mnie właściwe już w ogóle nic nie bawi.

"Wolę być zimną suką, niż Matką Polką"

Wiele wypowiedzi Marii Czubaszek wzbudzało kontrowersje. Żadna jednak nie wywołała takiej burzy, jak przyznanie się do dwukrotnej aborcji. Przeciwnicy nie mogli jej darować nie tyle samego przerwania ciąży, co zapewnień, iż absolutnie nie żałuje tej decyzji, bowiem nie znosi dzieci i nigdy nie chciała być matką. Z tego powodu krytykowała pomysły prawicy na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Podczas naszej rozmowy powiedziała:

Ja nigdy nie mówiłam, że aborcja to coś dobrego, ale uważam, że w pewnych sytuacjach mniejszym złem jest usunięcie z różnych względów niechcianej ciąży, niż zabijanie czy porzucanie urodzonych już dzieci. W czasach PRL-u aborcji nie traktowano jak usunięcia migdałków, kobiety nie zgłaszały się masowo do lekarza mówiąc: proszę usunąć. Ale nie było też takiej histerii jak dziś. Było więcej normalnych aborcji, przeprowadzonych w normalnych warunkach szpitalnych, a nie takich pokątnych jak dziś. Nie było też tej obecnej turystyki aborcyjnej.

Za swoje wypowiedzi dotyczące aborcji i eutanazji, której również była gorącą zwolenniczką, zyskała grono zaciekłych krytyków, głównie związanych ze środowiskami katolickimi. Należał do nich między innymi Tomasz Terlikowski, ze względu na którego odmówiła udziału w jednym z programów publicystycznych:

Wiem, że nie potrafiłabym z nim rozmawiać. Uważam, że on przesadza, także dlatego, że nazywa mnie morderczynią i robi to nie tylko przy okazji tematu aborcji, ale też przy innych tematach mówi, „ta Czubaszek co zamordowała dwoje dzieci”. Uważam, że to nie w porządku. Jest to więc jedyna osoba, z którą nie chciałabym się spotkać. Nie chodzi o to, że czuję się przez niego upokorzona, po prostu jest to człowiek, z którym nie chciałabym rozmawiać.

"Politycy to jest taki troszeczkę inny gatunek"

Uwielbiała politykę, choć nigdy się w nią nie zaangażowała. Kiedy zapytałam, dlaczego, odparła:

Mimo, iż sympatyzowałam z Solidarnością, do głowy mi nie przyszło, żeby się zapisać. I choć działali tam znajomi Janek Pietrzak czy Janek Stanisławski, to ja trzymałam za nich kciuki i bardzo z nimi sympatyzowałam, ale w życiu bym się nie zapisała i to nie dlatego, że się bałam, bo za to się życia nie traciło, nie przesadzajmy. Nie ciągnie mnie po prostu do tłumów. A jak czasem coś chlapnę, bo mi się zdarza, to tylko ja będę za to odpowiadała, a nie jak w przypadku pana Sikorskiego, który ostatnio coś chlapną i całą partia ponosiła konsekwencje. Ja sobie bardzo cenię wolność osobistą.

Uwielbiała jednak politykę komentować. Często gościła w programie "Szkło kontaktowe" oraz "Drugim śniadaniu mistrzów" Marcina Mellera. Politykom nie szczędziła uszczypliwości. Celnie punktowała ich najgłupsze pomysły i aroganckie postawy. Zdarzało jej się także chwalić. Prezydent Andrzej Duda na przykład zapunktował u Marii Czubaszek tym, że ... pali papierosy.

"Wyszłam za mąż zaraz wracam"

Maria Czubaszek znana jest przede wszystkim dzięki swoim satyrycznym tekstom. Od 1966 roku związana była z radiową Trójką, gdzie pisała dla znanych aktorów. Jest autorką słuchowisk "Dym z papierosa", "Małgorzaty jego życia", "Serwus, jestem nerwus". Pisała również teksty piosenek, które śpiewały takie gwiazdy, jak Alibabki, Ewa Bem, Grzegorz Markowski, Krystyna Prońko, Ryszard Rynkowski, Trubadurzy, Vox. Jedne z najbardziej znanych utworów, to "Rycz mała, rycz", "Wyszłam za mąż, zaraz wracam" czy "Kochać można byle jak".

Zajmowała się też twórczością dla telewizji. Napisała dialogi do takich filmów jak "Filip z konopi" i "Murmurando". Współtworzyła scenariusze do seriali "Psie serce", "Na Wspólnej" oraz "Brzydula".

Od 2010 roku występowała w improwizowanym serialu "Spadkobiercy" jako babcia Maggie Mekintosz Owens. W ostatnich latach często można było oglądać ją w roli komentatorki "Szkła kontaktowego" w TVN24.

Napisała 7 książek. Ostatnie jej dzieło to zabawny anty-poradnik "Dzień dobry jestem z kobry".

Prywatnie była żoną muzyka, Wojciecha Karolaka.

"Śmierć jest straszna dla tych, co zostają"

Maria Czubaszek nie była religijna. Mówiła, że w ogóle nie wierzy w Boga, z czego zdała sobie sprawę już jako dziecko. Nie wierzyła także w życie pozagrobowe, jednak zapytana przez Artura Andrusa, jak wyglądałby jej raj, odparła:

Siedzę przy barze. Oczywiście palę, aniołki podają mi popielniczki. Obok dużo psów. Też przy barze. Dużo palących psów. Piją piwo wołowe. I sporo fajnych ludzi. Jacek Janczarski, Adaś Kreczmar, Jonasz Kofta, Jurek Dobrowolski. I tak sobie siedzimy przy barku i mówimy: po co to było się tak męczyć, jak tu jest tak fajnie?