Brak perspektywy zawodowego rozwoju, w tym właśnie awansu, negatywie wpływa na zaangażowanie w pracę oraz efektywność zadań. Dlatego w firmach czy urzędach siatka awansowa jest ustalona, zaś przechodzenie kolejnych etapów kariery zależy w znacznym stopniu od decyzji przełożonych. Tak to mniej więcej działa i nie budzi, co do zasady, kontrowersji. Ale to, co w ramach szeroko pojętej kultury korporacyjnej jest przyjęte i sprawdza się z mniejszym lub większym powodzeniem, na obszarze sądowego wymiaru sprawiedliwości budzi ogromne kontrowersje.

Proszę zauważyć, że "reformowanie" sądów powszechnych, o którym tak głośno w ostatnich tygodniach, rozpoczęto od wprowadzenia propozycji nowych rozwiązań dotyczących szeroko pojętej sędziowskiej drogi zawodowego rozwoju. Natomiast od miesięcy nie słychać o jakichkolwiek pomysłach dotyczących realnego usprawnienia przebiegu toczących się procesów, których według najnowszych wyliczeń w skali kraju jest już 16 mln. Mam tutaj na myśli jakiekolwiek postulaty korekt w zakresie procedury cywilnej bądź karnej. Owe milczenie nie jest przypadkowe.

Gdyby okroić ze wszystkich emocjonalnych dodatków propozycje zmian w strukturze i sposobie działania Krajowej Rady Sądownictwa oraz w ustawie o ustroju sądów powszechnych, okazałoby się, że języczkiem u wagi jest sposób powoływania i odwoływania prezesów sądów wszystkich szczebli sądownictwa powszechnego oraz moderowanie kariery sędziów. Zarówno "DGP", jak i inne media poddały już analizie zawartość proponowanych zmian i nie będę z tego powodu przytaczał szczegółów. Dość powiedzieć, że proponuje się centralizację decyzji, które podejmować ma minister sprawiedliwości odnośnie powoływania na funkcje prezesów sądów bądź skolonizowana politycznie KRS, gdy chodzi o awanse sędziowskie.