Robert Mazurek: W Polsce jest pan „rysownikiem prawicowym”.
Andrzej Krauze: Za takiego uchodzę, bo tu nie ma znaczenia, co mówię i co robię, tylko z kim przestaję i na kogo głosuję, nawet jeśli akurat ja nie głosuję na nikogo.

Na nikogo?
Nie mam nawet polskiego paszportu.

Z kolei w Anglii drukuje pan w „New Statesmanie” i „Guardianie”, najważniejszych pismach lewicy.
I to od samego początku, od 28 lat.

Dlaczego?
Oni mnie chcą ze względu na moją kreskę i pomysły graficzne.

Akurat lewica?
Jakoś tak wyszło, zresztą lewica ma chyba lepsze wyczucie estetyczne, szczególnie w Anglii.

A w Polsce?
Polska prawica nie ma gustu. By się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na okładki prawicowych gazet, na rysunki zamieszczane w tych gazetach. Nie wygląda to dobrze.

Oj, nie wygląda.
Polska lewica nie jest wiele lepsza, ale proszę mnie nie pytać o szczegóły, nie jestem ekspertem. Zresztą ja naprawdę nie wiem, co to jest prawica i lewica, nie używam na co dzień takich pojęć.

To dlaczego w Polsce funkcjonuje pan jako prawicowiec?
Nie mam pojęcia. Naprawdę staram się być ponad tymi podziałami.

Wywołał pan skandal, który skończył się w sądzie. Na rysunku facet mówi do kozy: „Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub i zaraz potem my”.
Ale przecież wkrótce tak będzie. Dlaczego to ma być obraźliwe? Jak patrzę na poprawność polityczną na Zachodzie i na kierunek zmian, to myślę, że to właśnie pójdzie w tę stronę, a w każdym razie może pójść.

Kpi pan?
Mówię zupełnie serio i nie widzę w tym niczego obraźliwego, po prostu coś opisuję.

Porównanie homoseksualizmu do zoofilii nie jest obraźliwe?
Nie porównuję gejów do sodomitów, tylko przedstawiam własny pogląd na zmiany cywilizacyjne. Wszystko, co robimy – nasza obyczajowość, estetyka, stroje, zachowania – idzie w straszną stronę. Mówienie tego jest prawicowe?

Andrzej Krauze, rysownik, grafik, plakacista. Współpracuje na stale lub współpracował z brytyjskimi gazetami („Guardian”, „New Statesman”, „Times”, „Daily Telegraph”, „Sunday Telegraph”) . Od 2013 r. jest współpracownikiem czasopism „W sieci” i „Do Rzeczy”.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM WYDANIU MAGAZYNU DGP